TITELITURY pisze: 3 lata temu
Dla dobrego, przemyślanego BM godzina jest spoko. Np. dla "Istiny" NM, o czym pisałem w temacie zespołu. Ale dla takiego grania, godzina to chuj. A teraz proszę sobie zapamiętać, że jeśli chodzi o nowe Immo, zachodzi zgodność zdań pomiędzy mną oraz Hajaszem. Jest to wydarzenie niebywałe na skalę kosmiczną, zatem niewątpliwie godne odnotowania w annalach historii. Wiem, co odkrywa PWS w tym materiale. Za każdym razem wsłuchuje się w poszczególne kawałki, idę o zakład. Ale całość, to coś więcej, niż suma części, co odkrył był Arystoteles, a poza Arystotelesem nie ma myślenia, tylko bajanie i gaworzenie niemowląt. Ale nie będę się powtarzał, bo co o tym nowym Immo myślę, napisałem już dwukrotnie. Co by było gdyby Immo zagrało jak Anal Wallmart lub Postal ? Chuj wielki i szelki. W tym rzecz geniuszy, żeby zagrać coś nowego tak, żeby się podobało. Rzecz, na której wyłożył się Morbid Pendzel, nagrywając to gówno "Illus - debillus - cos - tam ". wierzę jednak w geniusz Rossa Donata i jego kolegów, wierzę i jestem głęboko przekonany, że kiedyś wpadną na coś, co sprawi, że krew pocieknie nam z uszu jakby to były kuciapy podczas periodu.
Próby czytania tego co piszesz to istna męczarnia. Za długo, za zawiłe. Porównując do muzyki, to godzinna porcja nudnego bełkotu.
TITELITURY pisze: 3 lata temu
Wiem, co odkrywa PWS w tym materiale. Za każdym razem wsłuchuje się w poszczególne kawałki, idę o zakład.
Zgadza się. Nie odkryłem dotąd żadnych szczególnych zalet albumu jako całości, może oprócz całkie dobrze uszytego brzmienia, same kawałki natomiast są przednie i chociaz fajnie by było, gdyby razem składały się w jakiś fajny obrazek, to jednak dla mnie byłoby to już z coś ekstra, dodanego, coś czego obecność byłaby bez wątpienia zaletą, ale brak nie jest wadą.
Acts of God to album totalnie w stylu Immolation.Klasycznie ciężki, z charakterystycznymi dla nich riffami,zagrywkami gitarowymi, brzmieniem i wokalem Rossa. Przy tym długi, a wchodzący z miejsca. To też manifest, że niektóre zespoły nie muszą się odnajdywać na nowo. Muszą zostać sobą.
Nieważne ile lat mają na karku.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
Elementw3 lata temu
Master Of Reality
Posty: 226
Rejestracja:6 lat temu
Elementw
,,To też manifest, że niektóre zespoły nie muszą się odnajdywać na nowo. Muszą zostać sobą." - istota sprawy.
Szajtan pisze: 3 lata temuActs of God to album totalnie w stylu Immolation.Klasycznie ciężki, z charakterystycznymi dla nich riffami,zagrywkami gitarowymi, brzmieniem i wokalem Rossa. Przy tym długi, a wchodzący z miejsca. To też manifest, że niektóre zespoły nie muszą się odnajdywać na nowo. Muszą zostać sobą.
Nieważne ile lat mają na karku.
Ja tej płyty słucham częściej od dwóch poprzednich, też zresztą świetnych, ze wskazaniem na poprzedniczkę. Akt Boży ma bardzo dobre numery początkowe jak Noose of Thorns, potem środek płyty trochę tonuje w stosunku do kilku pierwszych rozpierdalatorów. No i na koniec mocne Apostole. Bardzo dobra płyta, na wiele posiedzeń i odkrywania zarówno smaczków, jak i autocytatów.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Immolation to kolejny kult, będący cover bandem dla Slayer i Death, któremu po pierwszej płycie zachciało się iść swoją własną drogą i zaczęła się lipa.
Debiut bdb, choć miejscami może trochę przynudzać, w szczególności te ciągnące się w nieskończoność napierdalanie na double bassie.
Następna płyta to już wydziwianie i szukanie oryginalności na siłę. Jakieś melodyjkowanie, dziwne wolne pasaże, masturbacia flażoletami... Nie chwyta to już tak, jak debiut.
Na trzeciej płycie nie ma już zbytnio wydziwiania, ale pomysłów na riffy również. Czwarta to znowu pokaz gitarowej masturbacji zrodzonej z braku pomysłów. Później już tylko męczenie buły płyta za płytą i odcinanie kuponów od kultu.
Ostatnio edytowany przez Derelict2 lata temu, edytowany łącznie 1 raz.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Elementw pisze: 2 lata temu
Te Derelikt, dawaj tera o Morbid Angel, Black Sabbath i J.S. Bachu.
Pierwsze to wyśmienita kapela death metalowa, w jej składzie jest fenomenalny bębniarz Pete Sandoval, oczywiście również można ich nazwać cover bandem Slayer i Death, ale jeżeli już, to jednym z najlepszych, przy czym gdy odbili w swoją stronę to nagrywali świetny metal.
Black Sabbath to "ojcowie założyciele", co tu dużo gadać. Pierwsze 5 płyt kult eternal i biblia bluesowanka i stonerowanka w hejwiorku, dwie kolejne płyty bdb. Dopóki był Ozzy wszystko działało, jak należy. Okres z Dio na majku mi koło chuja lata.
Tego trzeciego nie znam.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Słucham teraz ostatniego bosa death metalu i szukam zwolenników na poparcie tezy, że dzwięki w solówce Under the Supreme to jedne z najbardziej przerażających odgłosów wydobytch z gitary elektrycznej.
Derelict pisze: 2 lata temu
Immolation to kolejny kult, będący cover bandem dla Slayer i Death, któremu po pierwszej płycie zachciało się iść swoją własną drogą i zaczęła się lipa.
...
I mnie takie kabarety ominęły?
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=918044027030921&set=a.491015383067123&type=3 pisze:Decibel Books is proud to announce the publication of “Into Everlasting Fire: The Official History of Immolation,” a massive 400-page history of one of the most beloved bands in death metal history. Fans can pre-order their copy now with an expected ship date in November.
tinyurl.com/immoltionbook
“We are very excited and extremely proud to announce ‘Into Everlasting Fire,’” says the band. “It provides a unique glimpse into our world throughout the years as well as a glimpse into our scene from its earlier beginnings right up until the present. Kevin Stewart-Panko did an amazing job in assimilating almost 40 years of stories and memories into a book that will finally give our fans a unique look into Immolation’s long and rich history rooted in the beginnings of the death metal scene.”
“Into Everlasting Fire: The Official History of Immolation” provides eyewitness accounts from ex-members, label owners, producers and fellow artists who were part of the band’s relentless climb to the top of the modern death metal landscape. Penned by longtime extreme metal journalist Kevin Stewart-Panko, featuring a foreword by Deadguy guitarist Keith Huckins, and boasting stunning new art from legendary Immolation cover artist Andreas Marschall, “Into Everlasting Fire” is Immolation’s fully authorized, unprecedented look into the band’s career via countless in-depth interviews, studio recollections, harrowing and hilarious road stories and dozens of exclusive photos.
For an exclusive preview of Into Everlasting Fire, fans can read the first excerpt at www.decibelmagazine.com, which takes readers back to early ’90s as the death metal scene was about to explode, and the Immolation were about to sign to their first record deal with Roadrunner subsidiary R/C Records.
"Acts of God" w końcu dziś poleciało. Zdecydowanie za długo byłem na bakier z nowościami. Tak to wydawało się że premiera była wczoraj, a tu kurwa dwa lata minęły nie wiem kiedy. Immolation zawsze było w moim prywatnym top 5 jeżeli o death metal chodzi, więc o poziom byłem spokojny.
Okazało się, że album mnie dosłownie zmiótł. Zajebiste granie mimo iż całość trwa 52 minuty, więc wcale nie mało. Nie nuży zupełnie. Wszystko się zgadza, bo o ile wydaje mi się, że mniej nacisku położyli na techniczne zagrywki i duszność znaną z niektórych ich albumów, to mamy dużo klimatu i chwytliwości, ale w tym pozytywnym sensie. Ująłbym to tak - brzmienie, riffy i praca perkusji, wokale, brutalność, klimat, a także technika są na podobnym poziomie i te proporcje się sprawdziły. Jest w tym feeling i jest go dużo. Świetna sprawa i ponownie Immo zrobił mi robotę i patrząc po bardzo pochlebnych opiniach wielu innym wielbicielom również.
Uwielbiam Immolation to jeden z moich topowych zespołów w moim rankingu hord death metalowych. Każdy album na swój sposób lubię, no może troszkę mniej Harnessing Ruin oraz Shadows in the Light ale nigdy moim zdaniem gówna nie nagrali. Na żywo to też mocarna ekipa z jednym wyjątkiem. Na żywo Shalaty to dość przeciętny bębniarz, jeżeli jeszcze jego kwadratową grę i jego styl grania lubię tak jego nieudolne granie na podwójnych stopach i wypierdalanie się co rusz z tempa żeby grać nimi równo jest po prostu nie do przyjęcia. Byłem tego świadkiem raz na żywo i na kolejnych filmikach z koncertów które przeglądałem jest to samo. Trochę psuje to odbiór tak mocarnej kapeli i tak klimatycznej jaką jest Immolation.
Przypierdalam sie tylko i wyłącznie do niego z tego powodu że sam jestem perkusistą i osobą z wykształceniem muzycznych i po prostu mnie to gryzie w uszy. Jeżeli chodzi o pozostałych członków tej kapeli to chylę czoła nisko.
Trudno mi coś powiedzieć o tej perkusji bo innych koncertów nie sprawdzałem a na gigu we Wrocławiu, skąd są zdjęcia... Cuż, mniej słuchałem, bardziej "przeżywałem". Co mi wówczas przeszkadzało to nagłośnienie, które było wyraźnie cichsze niż jak grała, poprzedzająca ich, Schisophrenia. Na pewno wokal Rossa na plus - brzmiał mocno i głęboko, jak należy. Nabawiłem się kilku siniaków i rozciętej wargi więc oceniam ich występ pozytywnie.
Dla mnie to był punkt główny wieczoru.
Jeszcze kszulkę sobie sprawiłem
W ostatnich dniach zrobiłem sobie podróż po dyskografii Immolation, czyli jednego z moich ulubionych death metalowych zespołów, a więc przy okazji odświeżyłem również Acts of God i jak to Immolation - zabawa przednia, ale jednak wnioski ponownie takie, że to jedna z najsłabszych płyt w ich dyskografii (co nie znaczy, że to słaby album, bo oni NIGDY słabej płyty nie nagrali). Najlepsze są oczywiście gęste jak smoła Close to a World Below, czyli przykład idealnej płyty death metalowej, która powinna znajdować się na pierwszych stronach podręczników dla adeptów death metalu, oraz ponure jak diabli Unholy Cult. Według mnie to był szczytowy moment w ich karierze. Tylko co z tego, skoro jak poleci Kingdom of Conspiracy i Atonement to mam wrażenie, że to nagrali głodni wpierdolu młodzieńcy, a nie panowie w średnim wieku? Czemu oni nie są zblazowani?? Nie będę się rozpisywał na temat każdego albumu, ale tak jednego jedynego ulubionego albumu Immolation wskazać bym nie umiał. Podróż przez ich dyskografię to ta magiczna chwila, kiedy można sobie przypomnieć za co tak bardzo kocha się muzykę metalową. Czekam na kolejny cios. Już trzy lata minęły od poprzedniego.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
Najlepsze Immolation to i tak Debiut Dawn of Possesion, mocno wpływowa płyta na cały death, ale w szczególności na nydm, duzy wpływ na deathgrind, i death metal z NYC. Na całe szczęście Cannibal Corpse było wszcześniej, więc nie poderżnęli nic z Immo (jebać tych nudziarzy). Każda kolejna płyta Immo to starcie z inną stylistyką, wielokrotnie z muzą trudną do załapania nawet dla zahartowanego w bojach death meatalowca. Po prostu z albumu da album wyczerpywali formułę i onto the next one.
Ale jako żem jestm jedam duszychka osdm'owa to Dawn of Possession na zawsze #1.
Szanowny @Blind taki piękny post napisał, a o Finałowym Bossie Death Metalu ani słowa!
Co do ostatniej płyty, jest tu zarówno zabójczy 'The Age of No Light', którego riffy i solo mogły powstać tylko na gryfie ESP Boba, brutalny 'Blooded' czy szalony 'When Halos Burn', z drugiej strony kawałki jak 'Immoral Stain,' czy 'Incineration Procession', chociaż dalej 100% w stylu Immolation, już wyraźnie odstają od reszty i na umieszczenie ich na którejś z płyt do Unholy Cult włącznie ekipa by sobie nie pozwoliła. I to tylko dlatego, że są po prostu dobre, a nie genialne jak wszystko do 2002. Druga sprawa długość płyty, imho lepiej by się sprawdziło rozłożenie 15 kawałków na pełniaka i epkę.
Z dwóch ostatnich albumów, pelnych filmowego wręcz rozmachu, Atonement wypada o wiele lepiej. Poza tym to było niebywałe nagrać tak wspaniałą płytę po 30 latach bardzo owocnej kariery.
Jakub pisze: 5 mies. temu
Poza tym to było niebywałe nagrać tak wspaniałą płytę po 30 latach bardzo owocnej kariery.
Zaiste, zaiste. Co za niemyjący uszu ciule oceniły Atonement jako szmirę, to nie mam pojęcia, ale za głowę się łapię, jak można wydać tak abstrakcyjny/niedorzeczny werdykt?
Czasem nie rozumiem, skąd takie krytykanctwo, ale wystarczy wejść na filmweb czy inny serwis i staje się jasne: Polacy kochają narzekać. Dobry film: 2 zdania, a jak narzekanie: elaboraty jak mini matura. @Blind pięknie się z twego wyłamał.
Pewnie nigdy już nie będzie takich płyt jak Close... czy poprzedni, to są takie monumenty.
Technicznie umiejętności pałkera nie oceniam. Na płytach jest super, na żywo - jak @Thorgal bardziej przeżywam niż analizuję. Mają chłopaki swój styl, wszystko dopracowane, począwszy od okładek, tekstów, ... Mają własną drogę i to najważniejsze. Chciałbym, by wiele dobrych kapel wydawało tak "średnie|" płyty jak oni.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Majesty, Kingdom i Atonement - spokojnie mogliby to wydać jako trzy płytowy album. Nie potrafię stwierdzić, który z tych ciosów bije najmocniej.
Co do ostatniej płyty - ciężko, trochę nudnawo niestety.
CzłowiekMłot pisze: 5 mies. temu
Majesty, Kingdom i Atonement - spokojnie mogliby to wydać jako trzy płytowy album. Nie potrafię stwierdzić, który z tych ciosów bije najmocniej.
Co do ostatniej płyty - ciężko, trochę nudnawo niestety.
Blużnisz kucu! Przydługa jest, ale takie szlagi jak Age of no Light, Noose of Thorns i Apostole, wynagradzają.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
CzłowiekMłot pisze: 5 mies. temu
Majesty, Kingdom i Atonement - spokojnie mogliby to wydać jako trzy płytowy album. Nie potrafię stwierdzić, który z tych ciosów bije najmocniej.
Co do ostatniej płyty - ciężko, trochę nudnawo niestety.
Blużnisz kucu! Przydługa jest, ale takie szlagi jak Age of no Light, Noose of Thorns i Apostole, wynagradzają.
Kolejne przesłuchanie nie zmienia mojej opinii. Album ma swoje momenty, ale jest ich zbyt mało by uznać "Acts of God" za kolejny dobry album tej ekipy. Wszystko co nagrano wcześniej jest dla mnie ciekawsze, bardziej przebojowe, wywołuje uśmiech uznania i sprawia frajdę. Tutaj niestety nie wyszło szanownym panom z Ameryki.
Blind pisze: 5 mies. temu
W ostatnich dniach zrobiłem sobie podróż po dyskografii Immolation, czyli jednego z moich ulubionych death metalowych zespołów, a więc przy okazji odświeżyłem również Acts of God i jak to Immolation - zabawa przednia, ale jednak wnioski ponownie takie, że to jedna z najsłabszych płyt w ich dyskografii (co nie znaczy, że to słaby album, bo oni NIGDY słabej płyty nie nagrali). Najlepsze są oczywiście gęste jak smoła Close to a World Below, czyli przykład idealnej płyty death metalowej, która powinna znajdować się na pierwszych stronach podręczników dla adeptów death metalu, oraz ponure jak diabli Unholy Cult. Według mnie to był szczytowy moment w ich karierze. Tylko co z tego, skoro jak poleci Kingdom of Conspiracy i Atonement to mam wrażenie, że to nagrali głodni wpierdolu młodzieńcy, a nie panowie w średnim wieku? Czemu oni nie są zblazowani?? Nie będę się rozpisywał na temat każdego albumu, ale tak jednego jedynego ulubionego albumu Immolation wskazać bym nie umiał. Podróż przez ich dyskografię to ta magiczna chwila, kiedy można sobie przypomnieć za co tak bardzo kocha się muzykę metalową. Czekam na kolejny cios. Już trzy lata minęły od poprzedniego.
Ostatnio poleciał do kotleta z ziemniaczkami Kingdom of Conspiracy i jeśli o mnie chodzi, to uważam właśnie tę płytę za najsłabszą. Bo chociaż Acts of God razi mnie wtórnością w stosunku do poprzednich płyt, to jednak ma kopa i ten typowy dla kapeli mrok w muzyce, który kiedyś trafnie zdiagnozował jakiś pismak z "7 Gates" , czy "Mega Sina" w wywiadzie z nimi, a ja bym się pod tą diagnozą podpisał. Natomiast KoC jest w moich uszach płytą wymuszoną, która po pewnym czasie po prostu irytuje i nudzi. Nawet brzmienie jest na niej bardziej płaskie, chociaż przecież oni od lat brzmią tak samo, nagrywając pewnie w tym samym studio. A poza tym, to nasz nastoletni Rumcajs słusznie prawi. Są kapele, które nie nagrały słabej płyty. Bolt Thrower, Witchmaster, Incantation, Tsjuder, czy Umbrtka. Immolation zalicza się do tej grupy.
Wtórne i za długie te Akty Boże. Co z tego? Świetnie się tego słucha. Kucom, to sie we łbach przewraca. Zbyt nowatorsko - żle. Trzymają się swojej konwencji, też kurwa żle. Kupuję czteropak Kustosza i odpalam Piaska.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
TITELITURY pisze: miesiąc temu A dzień z immolation, to zawsze dzień dobry, o ilecskończy się na Atonement, czy jak to tam się nazywa
Dlaczego na tym miałbym poprzestać, czy ostatni album uważasz za gorszy, nie wart uwagi wielokrotnego słuchania? Ja uważam, że wszystkie albumy Immo są maga dobre. Owszem różnią się nieco poziomem zajebistości, ale jednak wszystkie są zajebiste, niepowtarzalna - takie, na jakie tylko ich stać. Nie bez powodu mają tylu epigonów, próbujących nadążyć za swymi mistrzami z efektem wzornictwa mniej lub bardziej udanego. ale i tak niedoścignionego. wg oryginału.
Pisałem już o tym wyżej. Ta kapela zaczyna się kręcić w kołko, ale zdanie o tym, że są mistrzami podtrzymuję nadal. Takiego szlagiera, jak No Jesus, no Beast już jednak nie nagrają.
Pojawił się nowy numer zatytułowany "Adversary". To zapowiedź nadchodzącej płyty "Descent", której wydanie zaplananowano na 10 kwietnia. Utwór brzmi jak kawałek zagubiony podczas nagrywania "Acts Of God".
Bardzo dobry wałek, takie połączenie dwóch ostatnich albumów. 100% immo w immo. Oczywiście jak zawsze muszę się dopierdolić do sałaty i jego gry na bębnach bo gra dla w chuj kwadratowo i od zawsze jest dla mnie najsłabszych ogniwem w tym zespole mimo że wiadomo w studio wszystko ładnie brzmi po edycji a na żywo w szybszych tempach nie ogarnia gry na stopach ale jebać to. Ważne że na tym singlu mnie nie drażni aż tak bardzo. Wałek jest przedni, bardzo dobrze zaaranżowany, dużo się dzieje w tych 3 minutach, na plus brzmienie bo ładnie wszystko siedzi w miksie no i oczywiście wokal Dolana dojabany konkretnie, jest moc. Porównując dwa ostatnie albumy na tym chyba przeszedł samego siebie mimo że na poprzednich też pięknie położył.
Edit: Zapomniałem jeszcze dodać że w chuj podoba mi się okładka, chyba najlepsza od lat jak dla mnie. Oby jeszcze muza dowiodła jako całość to te skurczybyki po raz kolejny zrobią lepszy album od poprzednich a w death metalu to już rzadkość w tych czasach zrobić i to jeszcze w stylu takim jakim Immolation tkwi od lat.