Jak lubię prawie wszystko od nich, to Symbolic UWIELBIAM!
Jedna z najlepszych płyt w historii metalu. Rzekłem.
Jak lubię prawie wszystko od nich, to Symbolic UWIELBIAM!
Na Symbolic już tego def metalu niewiele, co nie zmienia faktu, że jest to wybitna płyta metalowa, bez patrzenia na szufladki. Od chuja świetnych riffów i miodnych solówek.
Czytamy ze zrozumieniem: CO na płycie "Symbolic"...
Pamiętam, listopad 1996
Głupio mi jak to teraz sobie czytam i chyba czas @Blind Cię po prostu przeprosić za te hamskie odzywki. Trochę czasu minęło no ale nie byłbym sobą- przepraszam.tomder pisze: 8 lat temuBlind pisze: 8 lat temu A słyszała Panna kiedyś "Obscura" od Gorguts? Materiał wydany w 1998, a nagrany był dużo wcześniej, tylko nie miał im kto tego wydać. Tam to dopiero jest skomplikowane death metalowe granie. Death i melodyjki z ostatniej płyty brzmi przy tym jak kołysanka dla dzieci przy ryku lwa. Do tytułowego utworu ogarniałem kiedyś taby i aż za głowę się złapałem. Prędzej bym sobie ręce połamał niż dał radę zagrać te połamane riffy.
Ty jesteś jakiś wolno myślący chyba. Przecież wyżej napisane było, że na siłę nikt nie karze Ci Death słuchać. A udowadnianie wyższości Morbid Angel nad Death jest po prostu głupie, tak samo jak wyższość Gorguts nad ostatnim lp Death. Wszystkie kapele mają swoje miejsce w historii death metalu i nikt im tego nie odbierze.
Spierdalaj Korna słuchać bo do tego się nadajesz-najlepiej.
W 2026 r. na polskim rynku ukaże się książka "Born Human: Życie i muzyka Chucka Schuldinera", czyli autoryzowana biografia jednego z największych wizjonerów w historii muzyki metalowej.
Mężczyzna o długich kręconych włosach trzymający gitarę elektryczną, stoi na tle zniszczonej, drewnianej ściany; spojrzenie skierowane bezpośrednio w stronę obiektywu.
Chuck Schuldiner (Death) w 1995 r.Catherine McGannGetty
Born Human: Życie i muzyka Chucka Schuldinera" to autoryzowana biografia jednego z najważniejszych muzyków w historii metalu. David E. Gehlke rekonstruuje drogę Chucka Schuldinera z precyzją i bez upiększeń: od wczesnych demo, przez kolejne wcielenia Death, po ostatnią walkę z chorobą.
"Książka powstała w oparciu o rozmowy z muzykami, przyjaciółmi i współpracownikami, którzy byli naocznymi świadkami jego rozwoju, narastających konfliktów, ambicji i pracy nad kolejnymi albumami. Do tego niepublikowane wcześniej zdjęcia oraz okładka legendarnego Eda Repki" - czytamy w zapowiedzi ze strony wydawnictwa In Rock.
Podobne rewelacje można wyczytać w wywiadach np z liderem Therion. Tam też niezła karuzela w składzie była, bo na trasach mało kto był w stanie odegrać, to co w studio i to nie przez brak umiejetnosci, tylko stan permanentnego najebania.Zsamot pisze: miesiąc temu Tak, jeżeli nie chciał grać dennie, nie tak jak sobie to wyobrażał, to tak. Poczytaj wypowiedzi takiego Swano, dlaczego nie gra koncertów .
Stawiał na muzykę, jej jakość. A jeżeli totalny pasjonata "zderzy się" ze zwykłymi fanami, to potem są tego niedobre efekty.
Po latach ja ich już tak negatywnie nie oceniam, to były dzieciaki po 18-22 lata, wyjazd na trasę, masa ludzi z innych kapel, słowem spełnienie marzeń. A z drugiej strony ktoś, dla kogo muzyka była celem nadrzędnym... Tylko zastanawiające, że tę narracje podtrzymują osoby niezainteresowane. Jestem pewien, że jakby te zarzuty Chucka do muzyków napisał ktoś inny- w sensie te same zarzuty wobec innych muzyków, to byłoby ok.dj zakrystian pisze: miesiąc temu Skoro mieli podejście, niczym Irek Loth, to nic dziwnego. Byle odwalić chalturę, zgarnąć kasę i balować... dla Chucka, to był cel życia. Znaczy tworzenie i granie muzyki, nie popijawy.