Potężnie to zabrzmiało...i rzeczywiście jednak bez porównania lepiej niż na powietrzu rok temu..
Oglądałem ich wręcz z rozdziawioną japą - miałem wrażenie, że chłonę bas i gitarę każdą komórką ciała. Set różnorodny, świetnie ułożony i oparty głównie o 'Streetcleaner' i 'A World Lit Only by Fire'.
Doskonale było również wokalnie - od delikatnego czystego śpiewu po zapierające dech growle. W kilku miejscach dowalił/ryknął mocniej niż na płytach i wręcz przeszły mnie ciary.
Perfekcja. Chciałbym powiedzieć, że najlepsze co w tym roku widziałem, to któryś z blek metalowych koncertów...ale skłamałbym bo one zostały dość daleko w tyle.
I, Me, Mine!!!
Tak to wyglądało dokładniej
