Słucham sobie ostatnio sporo Kreator. Coś tam próbowałem jakichś późniejszych, ale wymiękałem po kawałku-dwóch, tak mnie to nużyło. Zatem, jak to jest kiedy po latach wracasz do zespołu, który poznałeś od
Violent Revolution, bo wtedy wyszła, potem kolega Ci ściągnął randomowo dwa stare albumy (w sieci najczęściej ściągane były dwie najpopularniejsze wtedy, czyli
Pleasure To Kill oraz
Coma of Souls) i w sumie to słuchałeś najwięcej tych właśnie trzech i dopiero kilka lat później wjechałeś w pozostałe z dyskografii? Jak to jest, gdy nawet nie tyle tak zapamiętałeś sprzed lat, tylko sam tak uważałeś, że Kreator to do
Coma of Souls włącznie a potem dopiero ewentualnie od
Violent Revolution?
Jest tak, że Kreator to w zasadzie mógłby się skończyć po drugiej płycie. Natomiast trzeba głośno powiedzieć, że
Terrible Certainty to jest jeszcze spora pozostałość dobrego zespołu. Powiedziałabym, że to takie trochę
...And Justice For All Kreatora. W większości twarda, techniczna, nieprzystępna, złożona. Poszli w jeszcze innym kierunku, niż wcześniej, zostawili sporo agresji i jadu, ale oparli to o bardziej złożone aranżacje i konstrukcje. Niestety zaczynają się już pojawiać mielizny i nuda, która od kolejnej płyty rozgaszcza się już na pełnej.
Extreme Agression to najbardziej extreme i agressive jest w tytule. Nawet pamiętam, że jak ją sobie w końcu ogarnąłem, to byłem srogo zdziwiony, że taki tytuł a muzyka w porównaniu z
Pleasure to Kill taka jakaś grzeczna.
Uczciwie trzeba rzec, że nie jest to oczywiście kejs fajnothrashyku i bezpiecznej muzyki dla grzecznych dzieci, ale rozwadnianie numerów i coraz większa melodyjność i przystępność nijak mi dzisiaj pasuje. Dzisiaj jak puszczam sobie
Coma of Souls i mimowolnie nucę pod nosem
People of the Lie czy
Terror Zone to dochodzę do wniosku, że to jest w chuj wykastrowane z ekstremy, zabijania, terroru i agresji, którymi tak chętnie rzucane jest w tekstach. Z tych cech nie jest za to wykastrowana pierwsza i kurwa zwłaszcza druga płyta.
Pleasure To Kill nie zestarzało/przejadło/znudziło się ani odrobinę. Ten album zabija na śmierć od samego intro a kiedy pojawia się wejście garów w kawałku tytułowym, to już nic, koniec, nie ma co zbierać, wszyscy uciekli przeorani. Niezmiennie najlepsza płyta Kreator (chociaż oczywiście w wieku 13 czy 14 lat uważało się, że
Violent Revolution 
) i totalny wzór, jak zagrać bestialski, do granic możliwości dziki i atawistyczny thrash metal. Ah, no i oczywiście nie można nie wspomnieć o bardzo dobrym debiucie. Nie jest to jeszcze zezwierzęcenie i nadnienawiść Dwójki, ale ten wręcz proto thrash/black na speedowym szkielecie to ciągle bardzo zajebisty materiał i druga z dwóch płyta zespołu warta posiadania #napółce i #jsn. Mnóstwo hiciarstwa, mnóstwo pięści w karwaszu wznoszonych w niebo i, tutaj obowiązkowa niezgoda z Bdb Kolegą, wokale Petrozzy >> wokale Ventora i to bez żadnych wątpliwości ani dyskusji. Sącząca się trucizna tego pierwszego zwiększa współczynnik jadowitej przebojowości.
Może kiedyś starczy mi chęci, czasu i będę na tyle nie miał pomysłu czego słuchać oraz dzień na masochizm, że przesłucham w całości płyty z lat 90tych
