Dobra czopki i mądzioły, nie mogłem doczekać się tematu, więc sam go sobie założyłem, a po nowym roku niech je sobie jakiś brązowy lub zielony ściągnie. Tfu, usunie. Pomyślałem o zakładaniu i od razu z gaciami mi się skojarzyło.
We w tym roku najlepsze wrażenie zrobiły na mnie dwie płyty, a mianowicie VOLAHN oraz, jakżeby inaczej, UMBRTKA. To pokazuje dwie rzeczy. Jak bardzo mam zjebany gust, a także to jak bardzo różnorodnym i pojemnym gatunkiem jest metal, który potrafi wykrzesać z siebie z jednej strony chaotyczne barbarzyństwo pedzącej perkusji i niszczących tremol, a z drugiej niemalże poezję śpiewaną; muzykę spokojną i wyciszającą, choć również z blackmetalowym akcentem, chociaż doprawdy tę nową płytę Czechów trudno w jakikolwiek sposób podciągnąć pod ten gatunek. Oczywiście żartowałem mówiąc, że mam zjebany gust. Wy taki macie, dlatego założyłem ten temat, żebyscie wiedzieli czego sobie w następnym roku posłuchać, bo pewnie w tym znów kręciliście makowca do PTTK "Kreator". Zatem u mnie na pierwszym miejscu Czechy i Meksyk. Bo to jest chyba Meksyk.
Z Polski BLACK WITCHCRAFT. Jak czytam, że jakieś Biesy, czy inna Gruzja, to awangardowy BM, przestaję dziwić się, że polska scena jest taka chujowa. Z takimi odbiorcami... Awangarda, to jest The Meads of Asphodel, Sigh albo MRTVI, a Gruzja, to zaschnięty na torach kolejowych krowi placek, po którym przejechał pociąg. Ale na szczęście nie wszyscy polscy muzycy metalowi idą śladem Czołowego Polskiego Metalowca i zamiast mylić granie metalu z zabawą dildem, wracają do korzeni gatunku. Toruńska ekipa tak zrobiła, a efekt jest znakomity i deklasuje resztę tych hauntologówien. Ostatnio coraz więcej u nas takiej muzyki. Czy polska scena przypomni sobie do czego służy dupa ? Jest na to nadzieja.
U naszych południowych sąsiadów ożywił się Stangarigel i wysmażył kolejną świetną płytę, utrzymaną w klimacie poprzedniej, ale bardziej żywiołową. Dwa lata temu na koncercie Sigh i KroloK, na którym bawiliśmy się wspólnie z Dudusiem, zamieniłem ze Słowakami parę słów i usłyszałem, że nowa płyta z wampirami już za rogiem. Od czasu tego ani słowa, pewnie wypchnęli ją anioł z Bogiem. Stangarigel musi wobec tego wystarczyć, ale robi robotę, wiec też jest zajebiście.
U naszych północnych sąsiadów natomiast uwagę moją przykuły dwa zespoły, a mianowicie Ofermod oraz Svartsyn. I o ile zdaję sobie sprawę, że w kwestii pierwszego, to po prostu mój osobisty odpał, bo lubię tę kapelę od pierwszej płyty i mam dla jej twórczosci wiele entuzjazmu, o tyle Svartscreen, to już nie są rurki z kremem i nawet jeśli komuś ta nowa płyta nie przypadła do gustu, to raczej nietrudno będzie mu przyznać, że jakiś tam poziom trzyma i wybija się na tle większości zespołów. Mnie poskładało w precla, więc dziękuję koledze z Gniezna na zwrócenie na to wydawnictwo uwagi.
I znów hop na południe, do słonecznej Grecji. Ponieważ uwielbiam grecki BM i łykam go jak żaba perz, nie mogłem przejść obojętnie obok Medieval Demon. Z tą kapelą mam ten problem, że ona jest tak dobra, aż nudna, to znaczy, że tam wszystko pozostaje w moim guście i na swoim miejscu, a jednak ich płyt nie nazwałbym wybitnymi. Nie inaczej rzecz ma się z tegoroczną, ale za samo włączenie sakaofonu do instrumenrarium należą im się brawa. No i jest jeszcze znakomity debiut, depczący po piętach Volahn oraz Umbrtce, czyli Eleventh Ray, czyli wykurwisty black/ t(h)rash ziomeczków z Serpent Noir.
Life metalu słucham już rzadko, a kiedy to robię, wolę wracać do klasyki, niż szukać czegoś nowego, ale w tym roku Hajasz rzucił na tapet płytę, która mnie pochłonęła bez reszty, a nagrali ją skośni z Heteropsy. Może gdybym szukał takich kapel, znalazłbym ich więcej, ale po co, skoro zrobi to za mnie mieszkaniec miasta pełnego radarów ?
A na koniec, gdzieś tam na marginesie muzyki metalowej, o zwrócenie uwagi doprasza się Master's Hammer, który nie nagrał plyty metalowej, a z elementami metalu, ale koniec końców okazała się ona na tyle dla mnie ciekawą, żeby się w tym zestawieniu znaleźć.
That's all folks ! It is your railway !

