kataton88 pisze: 3 mies. temu
Z jeszcze późniejszych "Feel the Misery" było czymś więcej ponad programowe granko.
O tak. Ma coś w sobie ten materiał, że chce się do niego wracać częściej niż do innych ,,nowych". No są ciary w wielu momentach.
Love is full of fear
Loved ones soon disappear
Feel the misery
These are the words not
Of one who kneels to god
Feel the misery
The music of neglect
The words always reject
Feel the misery
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
Vortex pisze: tydzień temu
Ja wiem że wy wiecie, ale po prostu trzeba czasami sobie przypominać. To jest jebany fenomen!!!!!!!!
Oj tak, warto wracać zwłaszcza koło 20 minuty robi się naprawdę gorąco i główka pracuje.
Co do odejścia Aarona mogę powiedzieć tylko jedno - nie do zastąpienia. Zwłaszcza nie frontmanem Swallow the Sun który występuje w żonobijce. Nie ta estetyka, nie ten wokal.
Bardzo przykro się tego słucha:
Ale to był chujowy rok dla klimaciarzy. MDB, Katatonia, średni nowy Nortt, Novembre i Hell, Evoken i PL z przyzowitymi albumami i to by było na tyle.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
pp3088 pisze: tydzień temu
Co do odejścia Aarona mogę powiedzieć tylko jedno - nie do zastąpienia. Zwłaszcza nie frontmanem Swallow the Sun który występuje w żonobijce. Nie ta estetyka, nie ten wokal.
Eee tam, gadanie. Za duża i znana nazwa aby sobie odpuścili. Kasa musi się zgadzać więc na wokal mogą wziąć nawet Krzycha Cugowskiego a ludki i tak przyjdą tłumnie.
Przyjdą na pewno, ale nie wiadomo po co. Są zespoły, gdzie zmiana wokalisty nie robi wielkiej różnicy i są zespoły, jak My Dying Bride, gdzie utrata wokalisty równa się utracie tożsamości muzycznej.
Gdzieś mi jakiś czas temu mignęło, że niby Aaron z tym swoim obecnym zespołem ma ponoć grać utwory MDB, ale nie wiem ile w tym prawdy. Jeśli się okaże to prawdą to chyba rozstanie jednak nie było w takiej zgodzie. Inaczej utwory MDB mógłby grać z MDB.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
pp3088 pisze: tydzień temu
Co do odejścia Aarona mogę powiedzieć tylko jedno - nie do zastąpienia. Zwłaszcza nie frontmanem Swallow the Sun który występuje w żonobijce. Nie ta estetyka, nie ten wokal.
Eee tam, gadanie. Za duża i znana nazwa aby sobie odpuścili. Kasa musi się zgadzać więc na wokal mogą wziąć nawet Krzycha Cugowskiego a ludki i tak przyjdą tłumnie.
Zgadza się Panie Hajaszu tak jak zgadzać się musi kobza. Ponoć według zespołu dobranie Mikko otworzyło im nowe horyzonty i teraz mają tyle ofert i miejsc gdzie jeszcze nie występowali że pełne zaskoczenie ogarnęło Anglików. Zasłona milczenia.
Ludzie chodzą na Six Feet Under, kupują ich płyty i kręcą makowca. Gdyby jakaś uznana marka, dajmy na to na przykład Morbid Angel nagrali cały album z wykorzystaniem AI to i tak by się fani znaleźli, a pewnie i na koncercie przeciętne kuce trzepałyby łepetynami jak służba celna w usa.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself
Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay
"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Wyobrażam sobie, że dla Aarona to każdy koncert MDB musiał być męczący strasznie, jak się musiał tarzać na podłodze w kaftanie bezpieczeństwa i drzeć mordę, jakby występował w filmie Żuławskiego, a tak to se wyjdzie koleżka z jakiegoś słońcopołykacza, odfajkuje i elo, kabza nabita.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
My Dying Bride bez Aarona to nie My Dying Bride. Gość jest po prostu zbyt charakterystyczny. Jest już po zespole i te ich koncerty to już zapewne ostatnie podrygi zdychającej ostrygi.
JPRD, tak się pizgacie o tę kasę, jakby tam miliony $$$ zarabiali. Rzeczywiście, codziennie w trasie, słabe hotele, spanie po autokarach i suszenie gaci na sznurku. Co za rozmach, co za bogactwo... Jest czego zazdrościć, tyle fajnej prozy życia mi umyka...
A może po prostu nie dogadywali się personalnie, po prostu. Ludzie się zmieniają, mają swe problemy, swoje oczekiwania, czasem sami nie wiedzą, czego chcą, a tu bycie ze sobą 24h. Cholernie ciężki test na wytrzymanie ze sobą.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Może się nie dogadywali personalnie, może chcieli grać więcej koncertów niż Aaron, może dalej jeździć niż on, bo kasa z tego pewnie umiarkowana, ale lepsza jak zagrasz ich 50 niż 10, a chłopy powoli muszą jednak myśleć o emeryturce. Parę lat temu jego córka chorowała i może nie chce latać na festy do Mozambiku, a reszta chce. To jest właśnie proza życia.
Destroy their modern metal and bang your fucking head