TITELITURY pisze: 4 mies. temu
Płyta Selbstmord [WarSign] może oczywiście się nie podobać, choć ubolewam nad losem ludzi, którzy zaliczają się do takich, ale jeśli ktoś słucha BM, to uważam, że - biorąc rzecz obiektywnie - musi przyznać, że jest to zajebista płyta. Kwintesencja tego stylu grania. Czekam na następną.
Świetna jest. Uwielbiam szczególnie drugą połowę, którą rozpoczyna doskonały i wg mnie najlepszy No Empathy, No Mercy, Pure Hate, przenoszący nas na pole bitwy. Uwagę zwraca doskonała gitara w refrenie no i te talerze ... przypominające szczęk oręża. Przepiękne.
Za chwilę wjeżdża krótkie interludium na klasycznej gitarze - tak na złapanie oddechu po walce .. i po nim na zakończenie dostajemy monumentalny Scream of the Antichrist. Te 2 najdłuższe kawałki na płycie napisane są wręcz kapitalnie. Necro ma łeb - tak jak wspomnieliście trochę wyżej.
Następna płyta jest już nagrana i obecnie to już tylko kwestia wypalenia na cedekach i winylach. Gotowych jest 8 numerów..a czy tyle ostatecznie się na niej znajdzie tego nie wiem.
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
Piło się z Necro, co ? Ten ostatni kawałek, to faktycznie sztos nad sztosy, kwintesencja BM. Ale generalnie trudno byłoby mi wybrać jakiś słaby kawałek na tej płycie. Pisałem chyba wyżej, że jedynym jej mankamentem jest długość. Tak z 40 minut takiego łojenia by się przydało.
TITELITURY pisze: 4 mies. temu
Piło się z Necro, co ? Ten ostatni kawałek, to faktycznie sztos nad sztosy, kwintesencja BM. Ale generalnie trudno byłoby mi wybrać jakiś słaby kawałek na tej płycie. Pisałem chyba wyżej, że jedynym jej mankamentem jest długość. Tak z 40 minut takiego łojenia by się przydało.
Długość jest odpowiednia, płyta znakomita, jedna z lepszych w PL.
TITELITURY pisze: 4 mies. temu
Piło się z Necro, co ? Ten ostatni kawałek, to faktycznie sztos nad sztosy, kwintesencja BM. Ale generalnie trudno byłoby mi wybrać jakiś słaby kawałek na tej płycie. Pisałem chyba wyżej, że jedynym jej mankamentem jest długość. Tak z 40 minut takiego łojenia by się przydało.
Długość jest odpowiednia, płyta znakomita, jedna z lepszych w PL.
Słyszę, że styl utrzymany. Poziom chyba też, acz to będzie można rzetelnie ocenić jak już wyłoni się z mroków szerszy kontekst. Na ten moment bardzo zachęcające, brzmienie zajebiste.
Słuchałem już kilkukrotnie, i napewno będę chciał mieć w swoim zbiorze fizyk. Jak będę miał go u siebie, to pewnie pokusze się żeby napisać coś więcej. Na ten moment mogę powiedzieć, że zwlaszcza w ostatnim utworze kiedy zaczyna się ostatnia zwrotka mam ciarki na plecach, a potem motyw gitarowy który wchodzi po tym, rozwalił mi puche, następnie zajebiste przejście na perkusji i mam wrażenie jakby Diathyrron miał rozkurwić doszczętnie blachy w swoim zestawie. Zdecydowanie polecam się zapoznać.
Na początek uwaga ogólna. Jeśli piszę, że ta plyta jest w mojej opinii gorsza od poprzedniej, to wcale nie znaczy, że jest chujowa. Selbstmord nadal pozostaje dla mnie czołówką polskiej sceny BM, której dorównują ( nie ona dorównuje ! ) tylko takie tuzy rodzimego grania, jak Infernal War, czy ś.p. Thunderbolt. Stąd znów będzie zabawnie patrzeć, jak ten nowy , było nie było zajebisty, album zostanie z powodów światopoglądowych pominięty w recenzjach przez samozwańczych arbitrów muzycznej elegancji w pedalskich czapeczkach z prostym daszkiem, których głupotą jest piekło wybrukowane. Necro doskonale bowiem zrozumiał to, czym black metal być powinien, więc od samego początku tworzy w muzyce doskonały mariaż agresji, negatywnych emocji i poczucia dekadencji. Niewielu mu w tym dorównuje.
I słyszałem to wszystko na Warsign, który uważam za rzecz najlepszą w dyskografii zespołu, stąd była ona punktem odniesienia dla mnie przy ocenie nowej. Pierwsze, co rzuciło mi się w uszy, to różnice w brzmieniu. Warsign ma lepsze, bardziej głębokie, "mięsiste", niż Massmurder Elite, która wypada w porównaniu nieco płasko, przez co cała muzyka traci na mocy. Po drugie, Warsign był minimalistyczny do ekstremum. Do tego stopnia, że typowy brudny kataniarz słuchający na co dzień jakichś solówek Obituary mógłby powiedzieć, że przez pół godziny grają to samo. Massmurder Elite jest już bardziej kompozycyjnie skomplikowana, choć wciąż utrzymane zostało wszystko w stylu typowym dla kapeli. Jednak i to sprawia, że ciężar z poprzedniej płyty gdzieś umyka. Łączy te dwa wydawnictwa ostatni utwór , który odbiega od reszty wolniejszym tempem i nastawiony jest na większe tworzenie przytłaczającej atmosfery u słuchacza, niż agresji. I tu znów, choć obiektywnie zajebisty, ten ostatni kawałek nie ma takiego ciężaru,jak analogiczny utwór na Warsign. To wszystko składa się w całokształcie moim zdaniem na płytę nieco gorszą od poprzedniej. Jak pisałem wyżej, Necro potrafi doskonale uchwycić gatunkowy ciężar tej muzyki i mając ogromny talent, wykorzystać wszystkie typowe dla niego elementy w taki sposób, żeby stworzyć płytę jakościowo nieosiągalną dla prawie wszystkich zespołów poruszających się w tym gatunku na rodzimej scenie. Tutaj jednak troszkę mu się to rozjechało. Ale tylko troszkę. Massmurder Elite, to mimo wszystko kolejny prawy prosty centralnie w mordę. Leci u mnie na zapętleniu i wątpię, żeby ktoś w tym roku tak wysoko postawioną poprzeczkę był w stanie przeskoczyć.