Nekroskop pisze: 5 lat temu
Ja ich pierwszy raz usłyszałem na kasecie/soundtracku "Mortal Kombat".
To tak samo jak ja
NO MORE NIGHTS OF BLOOD & FIRE!!!!!!!
Jeszcze byli w soundtracku do Underworlda.
Type O to jeden z moich ulubionych zespołów, ale kolekcja jeszcze nie uzupełniona, bo
World Coming Down i Dead Again używki chodza za drogo na allegro, a Slow, Deep and Hard nie chce mieć.
Za to mam dwie najlepsze IMO czyli Bloody Kisses i October Rust, Origin of The Faeces i Best Off'a z Empiku
2 dni temu była 12 rocznica śmierci Stalowego Piotrka i jest mi z tego powodu bardzo przykro †
Wczoraj odświeżałem sobie Dead Again i micha mi się cały odsłuch cieszyła jak złoto. Cały album to sztosiwo, żadnego zbędnego utworu tutaj nie ma. Czy to kolosy w rodzaju September Sun bądź Profits of Doom, czy szybkie strzały, jak tytułowy, czy Halloween in Heaven. A przecież mamy jeszcze zajebisty hymnik pt Some Stupid Tomorrow. Bez kitu, nie słuchałem z dwa lata a dalej świetnie się przy tym wydawnictwie bawię. Zresztą jak i przy wszystkich Tajpach.
'Dead Again'....Bardzo dobra, dużo lepsza niż dwie poprzedzające ją płyty. Pamiętam jak dorwałem (już po śmierci Petera) gdzieś używane wydanie z czerwoną okładką z bonusowym dvd... Z jednej strony podziwiałem i cieszyłem uszy i oczy zapisami live...a z drugiej trochę się przeraziłem i bylo mi poprostu smutno w jak słabej formie fizycznej (nie muzycznej, ta była fajna) był chłopak- podkrążone oczy, zaniedbane ciemne paznokcie...Ech.
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
Hajasz3 lata temu
Raubritter
Posty: 6193
Rejestracja:8 lat temu
Lokalizacja: Opole
Hajasz
Biorąc za wzór Piotrusia też się postanowiłem tego wieczoru mocno ukirać i poleciały te magiczne płyty a zaraz nastąpiło olśnienie bo przecież Bloody Kisses to pierwszy album wydany w Roadrunner, który osiągnął najpier status złotej płyty i JEDYNY, który uzyskał status platynowej płyty. Ileż to legend wyrosło wokół okładki tej płyty. Najpopularniejszą z nich była ta, że to sopranistki z Bensonhoist Lesbian Choir czyli znajome, które pojawiały się na kilku albumach nie tylko TON. Prawda jednak jest bardziej prosta bo są to dwie lesbijki, którymi Peter lubił się otaczać, a które użyczyły się do sesji zdjęciowej. Co ciekawe owa okładka stała się też bezpośrednim gwoździem do rozpadu składu, który na kolejnym albumie został uszczuplony o oryginalnego klawiszowca. Cała sesja zdjęciowa do okładki Blood Kisses zawiera zdjęcia hard, które pozostały w archiwach Monte Conera'a.
Podobna sytuacja ma się z okładkami czasopism, do których Peter chętnie pozował a w większości to były czasopisma gejowskie. Roadrunner zastrzegła, że cały niesprzedany nakład ma być zniszczony albo przekazany wytwórni. Stąd w obiegu raptem kilka fachowych zdjęć Petera choć znacznie mocniejszych było o wiele więcej ale nigdy one nie wypłynęły na światło dzienne podobnie jak oryginalne zamysły książeczek wszystkich płyt do October Rust włącznie. Słynny cover zdobiący drugi album The Origin Of The Faces autentycznie ukazuje rów Petera a cała sesja do tej okładki w tajemniczy sposób zaginęła. Roadrunner szybko wydała reedycję tego albumu już z "grzeczną okładką" ale zdążyła zapobiec wydaniu całej książeczki, gdzie rów Petera był tylko najgrzeczniejszą fotką z całej sesji.
Morda mi się uśmiechnęła od rana przy śniadaniu i humor poprawił po powyższym wpisie...choć sama historia p.Piotra jest mimo wszystko smutna..
Muszę się zabrać w końcu za kupioną kilka lat temu "Zgniłą Zieleń" w której Krzywiński opisuje historię TON, Carnivore i Fallout. Na razie mam przeglądnięte kilka rozdziałów jedynie.
Miałem szczęście, że za szkolnych lat dla jednego z kumpli z którymi się bujałem TON był ulubioną kapelą- przez to ta muza była zawsze gdzieś obok i byłem na bieżąco...no i siłą rzeczy polubiłem ją i ja.
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
brzask pisze: 3 lata temu
... że za szkolnych lat dla jednego z kumpli z którymi się bujałem TON był ulubioną kapelą- przez to ta muza była zawsze gdzieś obok i byłem na bieżąco...no i siłą rzeczy polubiłem ją i ja.
No, ja długo najbardziej i jedynie, lubiłem Bloody kisses. Teraz to nie mam ulubionej,no poza B. K. i October. Mają te swoje płyty tak w swoim wyrazistym stylu, że nie można ich pomylić.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zajebiście, w końcu najlepszy, a już na pewno mój ulubiony Tajpoł wpadł na oryginale. Dead Again właśnie wybrzmiewa w moich czterech ścianach a najlepszą rekomendacją niech będzie Dorotka, która po powrocie z pracy powitała mnie słowami "czy ciebie popierdoliło z tą muzyką???"
"Dead again" bardzo dobra rzecz. Najczęściej do niej wracam, no i do "World coming down".
Z "BK" nigdy do końca się nie polubiłem. Może przez okoliczności życiowe zwane. W liceum znałem dwie fanki Petera, jedna ładna i fajna, druga brzydka i niemiła, chyba z ambicjami, żeby się na "girlfriend's girlfriend" ewentualnie załapać, no ale to ta druga była w posiadaniu "BK". Potem na studiach jeszcze inna fanka, brzydka i miła, żeby bardziej skomplikować, miała "BK" obdarte z podśmiechujek i stwierdziła, że lepiej mi pójdzie, a ja się zastanawiałem, gdzie mój ulubiony "We hate everyone"?
Tam w temacie o Tiamat dyskusja o wyższości Typów nad Edlundem albo odwrotnie. Dla mnie inne klimaty, inne światy i jednak wolę prostotę i szczerość wiadomo kogo. I cóż że ze Szwecji. No i ten cały "erotyzm" kompletnie odmienny.
Na pościelówki i inne romantyki nawet kawałki z OR ni chuja. Ale na wszystkich świętych, pardon, dziady, nie, kurwa, halloween, jakoś tak bezrefleksyjnie co roku sięgam.
DiabelskiDom pisze: 3 lata temu
Zajebiście, w końcu najlepszy, a już na pewno mój ulubiony Tajpoł wpadł na oryginale. Dead Again właśnie wybrzmiewa w moich czterech ścianach a najlepszą rekomendacją niech będzie Dorotka, która po powrocie z pracy powitała mnie słowami "czy ciebie popierdoliło z tą muzyką???"
Czołówka od Ponurych Typów. Co ciekawe, dopiero na tej płycie jest prawdziwa perka. Po odejściu Sala Abruscato, Pjoter korzystał z automatu. Nie wiedzieć czemu, bo miał równie zacnego garowego w składzie. To chyba coś jak wyciszenie Jasona na AJFA?
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Nadzespół. To nie była miłość od pierwszego przesłuchania. Odbijałem się od TON kilka razy, aż któregoś razu zaskoczyło. Co więcej, Type O Negative przebojem wdarli się do mojej topki zespołów. Najbardziej lubię Bloody Kissess oraz Slow Deep and Hard O pierwszej nie będę się rozpisywał, bo chyba wszystko już zostało napisane i powiedziane. Klasyk klimatycznego grania i tyle. Natomiast debiut ujął mnie swoją szorstkością i thrashową energią (carnivorowe naleciałości) oraz cudowną historią, która opowiada tej płycie Steele. Na Slow Deep and Hard są też oczywiście doomowe zwolnienia i klawisze robiące klimat. Peter zaś częściej wrzeszczy niż śpiewa. I robi to świetnie. Cudowna płytka. Ostatnio z kumplem (jedynym, który słucha metalu tak btw), piliśmy wieczorkiem piwo i śpiewaliśmy refren z Unsuccessfully Coping With the Natural Beauty of Infide (I know you're fucking someone eeelse). Wracając do wątku; Origin of the Feces, czyli "koncertówka" również urywa łeb. Bardzo lubię też October Rust, chociaż jest tam sporo lukru. Love You to Death i Wolf Moon wymiatają. Pozostałe albumy również cenię, nawet powszechnie krytykowane Life is Killing Me.
pit pisze: 6 mies. temu
To dobry zespół, ale Carnivore i prawdziwy gothic rock są imo lepsze.
Carnivore, to nie był gotyk. A czym on w zasadzie jest? The Cure? Sisters of Mercy? HIM? Paradajs Lost? Tiamat? Wszyscy grali tylko czasowo z wpływami tegoż gotyku, tak samo jak Pioter.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Carnivore to był poprzednik TON. Prawdziwy gotycki rock, to np. Christian Death, Virgin Prunes, The Sisters of Mercy, Fields of Nephilim, Bauhaus, Red Lorry Yellow Lorry itd.
Sisters of Mercy, to mieli tylko gotycki debiut. Potem poszli w inne kierunki. Równie dobrze, można za gotyk uznać Black Celebration, Depeszy. Choć oni stricte gotyk nie byli. Debiut Him, to w zasadzie gotycka wariacja na temat Piotrowego Bloody Kisses, który choć mocno gotycki, to nie do końca, bo były tam jeszcze wpływy hard core. Kill all white people choćby. Gotyk, to raczej rzecz umowna, bo jak otagować Joy Division, The Cure, czy nawet wcześniejszą Katatonię?
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Dlaczego? Jest duuuużo bliżej "czystego" post-punka, niż np. Talking Heads (wpływy afrobeatu), Echo & The Bunnymen (wpływy psych rocka), czy The Birthday Party (wpływy wczesnego noise / art rocka).
pit pisze: 6 mies. temu
Dlaczego? Jest duuuużo bliżej "czystego" post-punka, niż np. Talking Heads (wpływy afrobeatu), Echo & The Bunnymen (wpływy psych rocka), czy The Birthday Party (wpływy wczesnego noise / art rocka).
No, ale to wszystko też nie jest czystym post punkiem. Byłby nim debiut Joy Division, pewno Nowa Aleksandria Siekiery, coś z pierwszych plyt The Cure. Killing Joke. Widziałem nawet Depeszy otagowanych, jako gotyk, post punk, new age, synth pop itd. Szufladki są umowne. Nie wydaje mi się, by Pioter Stalowy, nagle sobie wymyślił, że gra gotyk metal. To raczej naturalny rozwój, bo na debiucie szczególnie, ale i częściowo na Bloody Kisses, sa jeszcze wpływy hard core z Carnivore. October Rust, to już gotycko metalowa płyta stricte, ale znowu takie Dead Again ma wpływy hc i szybsze tempa.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
pit pisze: 6 mies. temu
W takim razie nic nie jest czystym post-punkiem, tak jak nic nie jest czystym post-rockiem.
Dokładnie tak. No chyba, że jakiś dziennikarz wymyśli sobie termin i będzie się upierał. To wtedy tak. Czy Quorthon wymyślił, że będzie grał black metal? Czy Rudy z Metą nagrywając demówki, nazwali to thrash metalem? Czy Elvis zrzynający od murzynów wiedzial, że tworzy rock n roll?
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Kenny Hickey ujawnił, że trwają prace nad koncertowym wydawnictwem Type O Negative. Nagrania są właśnie miksowane, a on dopina jeszcze okładkę. Wszystko wskazuje na to, że premiera coraz bliżej. Mega wiadomość, bo zespół nigdy wcześniej nie wypuścił oficjalnego albumu live.
Z czasem trochę bardziej przekonuję się do muzyki Petera "Pałeczki" Steela i zespołu. Bloody Kisses do połowy długości wciąga i zabiera uwagę bardzo, ciekawe i długie kompozycje i wszystko fajnie płynie, plus jest to zróżnicowanie i element zaskoczenia, mega spoko wychodzi wjazd na żywsze tempo po dwóch pierwszych numerach. Druga połowa się trochę ciągnie, ale może jeszcze kiedyś to się lepiej ułoży.
Przyznam szczerze, że po wyjściu następcy "Bloody Kissses" nie od razu mnie chwycił "October...". Potem w ogóle jakoś straciłem ich z "radaru". Kilka lat temu, no dobra z dekadę, zacząłem sobie poznawać te inne albumy. Pokochałem ten unikatowy styl, cholernie żałując ich koncertów w Polsce. Ten live to będzie taka namiastka namiastek. Posągowy band.
Zaś "Bloody Kisses" kocham bezgranicznie. Totalna płyta. Jakiś czas temu była rewelacyjna audycja u Dunaja w 357 poświęcona tej płycie. Jeszcze lepiej ją się poznało.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zsamot pisze: tydzień temu
Zaś "Bloody Kisses" kocham bezgranicznie. Totalna płyta. Jakiś czas temu była rewelacyjna audycja u Dunaja w 357 poświęcona tej płycie. Jeszcze lepiej ją się poznało.
BK genialna płyta, ale niespójna jeszcze. Są tam 2 typowo hard corowe numery. Pozostałości po Carnivore. October Fest jest monolitem, od początku do końca wciąga doomowo gotycką aurą.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
dj zakrystian pisze: 6 dni temu
BK genialna płyta, ale niespójna jeszcze. Są tam 2 typowo hard corowe numery. Pozostałości po Carnivore. October Fest jest monolitem, od początku do końca wciąga doomowo gotycką aurą.
I właśnie te 2 kawałki ujebywane na niektórych wersjach najbardziej lubię na BK
OR to jebany monolit, perfekcyjna rzecz, chyba tylko do DT Paradajsów porównywalna w tych "okołogotyckich", przebojowych klimatach. Tylko już za stary jestem i takich ostro-romantycznych klimatów nie łapię, nad czym mocno ubolewam.
Ujmę tak, ja te dwa kawałki na Bloody Kisses naprawdę lubię, takie dobre przerywniki tej sielanki. Super kontrast, ale nie do końca.
October Rust to płyta doskonała, całkowite mistrzostwo, gdzie począwszy od okładki, wkładki czy napisania specjalną czcionką tytułów utworów buduje ten całościowy klimat. Kocham "zapadać" w tę płytę. Ma też taki niby "ostry numer" singlowy Dziewczyna mej dziewczyny. Przekora cudownie na moment przełamuję ten klimat, by już potem do końca nie opuścić rejonów jesiennych.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
No ten singiel nie jest aż taki ostry, jak Kill all White People, czy We Hate Everyone. Takie numery jak My Girlfriends... były mocną inspiracją dla póżniejszych gotycko rockowych kapel typu HIM czy 69 Eyes. Zresztą oni jawnie powoływali się na twórczość Piotra Stalowego właśnie z tego stricte doom gotyckiego okresu. Ja lubię wszystko od Typów, włącznie z mocniejszą Dead Again, która była sporym zaskoczeniem, że znowu podkręcili tempo.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
No Dead Again to zdecydowanie czołówka kapeli, megazajebioza. Generalnie to wolę od October Rust, chociaż tę drugą też bardzo lubię, nie tylko za single, ale też za ultra sztos Wolf Moon czy coverek Neila Younga.
Ten coverek zrobili tak, że myślałem, ze to numer Typów. Mistrzowsko. A Dead Again sztos, wiadomo. Podkręcili tempo, ale zachowali klimat zgniłej zieleni. No i znowu była perkusja, nie automat. Swoją drogą, nie rozumiem decyzji Piotra z tym automatem na OR i dalszych plytach. Mieli przecie dobrego paukera w skladzie. Czyżby fascynacja Siostrami Miłosierdzia? Biografii książkowej Typów nie znam, ale trzeba się zapoznać, bo kilka rzeczy ciekawi.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Swego czasu miałem okazję słyszeć na żywo cover band o nazwie October Rust (dokładnie tak jak najlepszy album TON). Zawsze podchodziłem scepty do tego typu projektów ale przyznam, że było to jedno z najlepszych muzycznych doświadczeń w moim życiu. Zespół (a co najważniejsze wokalista) faktycznie brzmieli jak Type O Negative. Jeśli ktoś będzie miał kiedyś sposobność - zdecydowanie polecam.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease