No i polskie Kill-Town Death Fest dobiegło końca. Wrażenia? Niezapomniane! Tak pod względem składu, jak i całości organizacji. Ukłony dla Tomka i reszty ekipy. Dla ekipy wyjazdowej oczywiście i obligatoryjnie także, z taką bandą można co miesiąc jeździć na festy, co nie zmienia faktu, że jeszcze w pełni do siebie nie doszedłem
Muzycznie? Pierwszy dzień stał pod znakiem dwóch kapel. Warp Chamber i Phrenelith. To znaczy ja domyślałem się, że autorzy takich nagrań nie odwalą fuszerki, ale to, co się działo na scenie, to przeszło moje oczekiwania, zwłaszcza w przypadku Phrenelith. Gęstwa, gruz i mocarny klimat.
W dzień drugi już więcej rzeczy było interesujących, bo już od samego otwarcia Słowacy z Hrob porozstawiali swoim death doomem po kątach. Potem czas umilało mi przybijanie piątek z mocą znajomych (oraz nieznajomych), których co chwilę spotykałem, tak z Szeroko Pojętego Podziemia, jak i nie, ale z kontrolą zegarka, bo od 20 miał się rozpocząć ciąg koncertów, na których zależało mi prawie najbardziej. Kostaryka z Bloodsoaked Necrovoid spełniła moje oczekiwania, podobnie jak Hrob, chociaż ziomeczek muzyk strasznie sarkał na nierówne wejścia basisty. W secie więcej nagrań z demo, niż z pełniaka, więc akurat dla mnie dodatkowy plus i ciekawostka. Coscradh za to zadał najbardziej mocarny cios z całego festu. Co to była za dzicz i zezwierzęcenie! Absolutnie najlepszy koncert, tak drugiego dnia, jak i całości imprezy. A jednocześnie jakie chłopaki sympatyczne! Undergang może być, zabawa na całego, ale jednak elementu biesiadnego stanowczo za dużo. Nie odmówię im jednak pasji, radości z grania i autentycznego zajarania się odgrywanym setem. No i na koniec Dead Congregation. Zupełna przeciwwaga do luzu i imprezy Duńczyków, tutaj pierwsze skrzypce grała potęga, majestat i powaga. Precyzja ciosów porażała (dużo z debiutu, co niesamowicie mnie cieszyło gdyż wysoko na liście #ukochanydeathmetal). A końcówka z
Teeth into Red to był jakiś kosmos. Doskonałe zwieńczenie zajebistego, rewelacyjnego festiwalu i jego najlepszej edycji.
No to co? Do zobaczenia jesienią, co?
