Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 6321
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz

Ja to bym generalnie dodał, że na dwóch pierwszych płytach to mnóstwo takiego riffowanka pod Soulside Journey. Sporo pogmatwanych riffów ale mimo wszystkiego tworzą one te linie melodyczne, których nie ma w żadnym innym zespole. Co jeszcze ciekawe tam chyba perkusja jedzie na jedno kopyto i też ani trochę nie sprawia to, że sekcja rytmiczna brzmi jakoś słabo a wręcz przeciwnie. To co Jonas robi na grubym to kwintesencja jak należy używać bas(s).
GRINDCORE FOR LIFE

Tagi:
Evol77
Master Of Puppets
Posty: 179
Rejestracja: 2 lata temu

Evol77



Bardzo miła niespodzianka. Będę wracał i może nawet kupię na nośniku.
Awatar użytkownika
Blind
Tormentor
Posty: 2186
Rejestracja: 9 lat temu

Blind

Do piwa niedawno włączyłem Terminal Spirit Disease i biorąc pod uwagę śmierć Tompy, to mnie jakoś tak wzruszył ten album, mimo że żaden tam ze mnie fan. Zawsze ten (i następny) krążek lubiłem, ale teraz stał się jeszcze smutniejszy. Te lodowate melodie i obłąkany skrzek są mocno ciarogenne. Jedyny melodyjny death metal jaki do mnie trafia. A jeśli chodzi o TSD to szkoda tylko, że to tak wydane jest. Mogło jako epka wyjść bez tych live'ów albo mogli po prostu chwilę poczekać i napisać jeszcze kilka utworów. Po The Beautiful Wound następuje dla mnie koniec.
yog pisze: 4 lata temu polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: 4 mies. temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
Awatar użytkownika
Vortex
Tormentor
Posty: 3578
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo

Vortex

Ależ mi się świetnie słuchało tego nowego krążka, pięknie gitarowe melodię prowadzą cały ten album. Znakomity feeling kompozycyjny, równowaga, do piwka idealne. W weekendzik poprawka grillowanka właśnie z tym albumem się odbędzie.
"Between Shit and Piss we are Born"
Awatar użytkownika
kataton88
Tormentor
Posty: 1039
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: ja nie stąd

kataton88

Z tą płytą to trochę jak z gościem, który idzie na paradę równości w koszulce "Mam żonę, dziecko i psa". Współuczestnicy najpierw spoglądają krzywo, a potem tolerancyjnie zapytają: "ale kogo w takim układzie ruchasz?". Gość odpowiada, że tylko żonę. Na co współuczestnicy pytają - no to po jakiego chuja się tutaj znalazłeś i chcesz aplauzu?

Reasumując, kolejna dobra płyta, na którą będą mieć wywalone i ortodoksi, i miłośnicy dalej idącego melodetu.
Evol77
Master Of Puppets
Posty: 179
Rejestracja: 2 lata temu

Evol77

Nie kumam metafory ale doceniam fantazję.
tomder
Fallen Angel Of Doom
Posty: 301
Rejestracja: 9 lat temu

tomder

Nie myślałem, że wrócę do słuchania At The Gates po takim smutnym wydarzeniu jak śmierć Lindberga.
Stało się, nic na to nie poradzimy. Kolejna legenda odeszła. Tomas, zresztą mój imiennik pozostawił świetny dorobek muzyczny.
Szwedzi od kultowego debiutu "The Red ..."mieli zwroty i upadki. Rozpadali się by znów się zjednoczyć i zaskoczyć nas fanów -słuchaczy - kolejnymi koncertami i wydawnictwami. Ich płyty na przestrzeni lat były różne. Od kultowych pozycji z lat 90" po nowoczesne spojrzenie na melodyjny death metal. Ich losy są podobne do moich, bo słuchałem ich etapami. Wpierw w latach 90, potem po rozpadzie zapomniałem o nich całkowicie. Potem przypomnieli się mi w roku 2014 i ponownie o nich znów zapomniałem aż do roku 2025.

Kończąc przydługi, nudny wstęp - dla mnie są kapelą moich lat młodzieńczych i mam do nich duży sentyment.

Nowa płyta to przyczynek do wpisu, Jaka ona jest dla mnie? Co o niej sądzę?
Napewno Was to mało obchodzi ale sobie skrobnę kilka słów.

Brzmieniowo to istna petarda, mamy tutaj połączenie nowoczesnego brzmienia, wyraźnego. Nie irytuje ono słuchacza swą sztucznością, wręcz odwrotnie daje sporo przestrzeni i daje do myślenia- o przeszłości.
Na całe szczęście nie jest ono sterylne i sztuczne jak w przypadku (nie wszystkich)nowych death metalowych produkcji, gdzie wszystko jest wygładzone. Przede wszystkim bardzo podoba mi się praca perkusji i talerzy, które wysunięte są nieco na przód(talerze).
Chciałem w tym miejscu zauważyć, że ostatni album jest mocno gitarowy. Gitary atakują słuchacza z każdej strony, oczywiście nie chaotycznie ale odpowiednio jest to wszystko ułożone i skomponowane. Gitarki stanowią o rytmie i dynamice w dość wyraźny sposób. Solówki bardzo charakterystyczne dla At The Gates, potrafią też zabłądzić nieco dalej w przyszłość, gdzieś tam w oddali widać swego rodzaju ewolucje.

Wokalnie to istne szaleństwo - o tym pisać nie muszę, Tomas to klasa sama w sobie. Bardzo lubię jego styl wokalny, wydzieranie się, wrzaski i growle.

Co do utworów, to absolutny "banger " In Dark Distortion- można by rzec wyciskacz łez. Mamy też piękny i nostalgiczny, akustyczny numer pod sam koniec płyty- Förgängligheten. W utworach odnotowałem również obecność klawiszy co potęguje klimat i emocje tej płyty.
Płyta można by powiedzieć pożegnalna, ale nie jest ona depresyjna czy nie jest też wyciskaczem łez.

Jest mega dynamiczna, agresywna i brutalna. Momentami możemy poczuć się nie swojo i być zaniepokojeni smutnymi emocjami ale to tylko chwilowe.
Natychmiast wpadają melodie i agresywne riffy, które wiercą nam dziury w czaszce, powodując że nie da się przejść obojętnie obok tego wydawnictwa.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 6321
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz

Ja musiałem jakiejś mocy urzędowej nabrać aby w końcu posłuchać ten album. No ale jak włączyłem to dzisiaj leci już n-ty raz i pewnie poleci przez większość weekendu. Mam tylko jedną jedyną prośbę a nawet marzenie aby to był TEN ostatni album, który zamknął cały rozdział i więcej nic nie ma.
Tym razem już na okładce jest inaczej bo dominuje czerń i tylko odrobinę ciepłego pomarańczowego kolorku. Czarne gwiaździste niebo i szlak na szczyt, który jest taką złowrogą czachą. Idealnie ujęta jest ta droga jaką przeszedł sam zespół. Wzloty, upadki, wejście na szczyt, upadek i powrót na samą górę a wszystko w czarnych barwach. Muzycznie bracia Björler może nie osiągnęli tutaj szczytu możliwości ale najpewniej nagrali najbardziej smutne melodie i pasaże. Sekcja rytmiczna trzyma niesamowity poziom a Erlandsson chyba na tym albumie stwierdził, że blachy zrobią robotę bo takiego użycia talerzy u nich jeszcze nie słyszałem. Udało im się zrobić dwie rzeczy, które dla 90% zespołów są nieosiągalne. Pierwsza to kiedy powrócili w tym samym składzie w jakim nagrali Slaughter Of The Soul. Pogodzeni, wyjaśnione wszystkie problemy. Każdy album po reaktywacji to mistrzostwo i poziom wystrzelony poza skalę. Przeważnie album po reaktywacji to kicha albo wykalkulowane granie aby ludzie kupili na zasadzie "Patrzcie jak wracamy i jak bardzo brakowało nam grania". Niestety realia zawsze są takie, że promocja wytwórni nie ma pokrycia z jakością muzyki. At The Gates nagrał nie jedną a TRZY płyty i każda jest jak diament. Gramy tak jak czujemy a czujemy, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Druga sprawa to album pożegnalny. Album, który nie jest jakimś miałkim pitoleniem tylko detem zagranym na smutne melodie. I tak ten album ma jeden mankament a są nim wokale. Tym razem trochę schowane za instrumentami, czuć w nich, że gardło nie ma sił i zamiast mocy wydobywa się rozpacz.
Jeżeli to prawda, że zostały nagrane w jeden dzień i jeszcze przed operacją to faktycznie to słychać, że śpiewa schorowany człowiek a mimo tego zrobił to jakimś nadludzkim wysiłkiem i pewnie gdyby było inaczej ze zdrowiem i gwarancją, że wszystko się uda i będzie można znowu drzeć japę na pełnej to Lindberg by tak tego nie zostawił. Finalnie taka jest ta płyta i nic więcej nie trzeba dodawać.
GRINDCORE FOR LIFE
deathwhore
Tormentor
Posty: 4702
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej

deathwhore

Aleś to wzruszająco napisał, stary skurwielu.
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4853
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

I takiego @Hajasz a to ja bardzo szanuję!
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
Vortex
Tormentor
Posty: 3578
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo

Vortex

No nie? W końcu jakaś sentymentalna strona starego skurwiela. Ładnie napisał, przede wszystkim o tym wyczuwalnym klimacie pożegnania. Interpretacja okładki również bardzo ciekawa.
"Between Shit and Piss we are Born"