pit pisze: 4 tyg. temu
Powyższy album niczym nie różni się od new-age'owego ambientu z lat 80. Może brakuje sampli delfinów albo lasu tropikalnego. Powinni posłuchać np. All Thoughts Fly Anny von Hausswolff, żeby przekonać się co można wycisnąć z samych organów. Nie o taki ambient "metaluchy" w rodzaju Kevina Martina i Micka Harrisa walczyli.
No tylko istnieje pytanie, czy jest sens odnosić ich do stylistyki, która zawsze była im obca? Wspomniane "All Thoughts Fly" jest albumem gdzieś na pograniczu ambientu i muzyki neoklasycystycznej/organowej, która bardziej znajduje swoje kompozycyjne odniesienie (czy tam piosenkową emanację) w jakimś Dead Can Dance.
Szczególnie, że Blood Incantation stylistycznie niemal od samego początku, a brzmieniowo już od ładnych paru wydawnictw, obrali kurs na sci-fi z lat 70-tych, czy new age z lat 80-tych. Nie było przypadku, że na jeden z pierwszych koncertów po premierze "Absolute Elsewhere" i to chyba w rodzinnym Denver zaprosili mistrza Steve'a Roacha, personę przecież nietuzinkową. "Structures From Silence" to absolutny kanon ambientu XX wieku, a "Dreamtime Return" to absolutny kanon new-age. Blood Incantation niemal we wszystkich swoich ambientowych przygodach starają się czerpać z niego garściami, nie inaczej jest na tym najnowszym soundtracku.
Mnie to całkiem odpowiada. Jeszcze dobrze się nie osłuchałem, na razie wydaje mi się, że to nie poziom "Timewave Zero", lecz sądzę, że to całkiem kompetentna "muzyka meblowa", która jednak poza wypełnieniem tła, całkiem sprawnie i ładnie (sic!) kreśli jeszcze jakieś krajobrazy, jednocześnie nie sprzedając nachalnie żadnej opowieści.
Będzie do czego wracać.