Kilka fotek z niedzieli w Spodku:


Powiem szczerze, z ostatnimi płytami Nergala mi nie po drodze (choć ponadrabiałem zaległości przed występem) ale koncertowo to jednak dobra firma. Chłopaki dobrze wiedzą jak zrobić dobre show i realizują to z żelazną konsekwencją. Przygotowanie, nagłośnienie, efekty - top!
Ja wiem, że to taka "tradycja", że headliner ma mocniej odkręcone potencjometry niż reszta, bo wtedy brzmi się mocniej ale to trzeba umieć zrobić tak by grać a nie hałasować. A oni to zrobili dobrze. Przy tej intensywności muzyki i Spodku do nagłośnienia to nie jest łatwe.
Sercem tej muzyki jest perkusja i ta była świetnie nagłośniona. Inferno bił w gary jak się patrzy. Aż główką sama skakała. Ja może większości tych połamanych rytmów nie rozumiem ale na koncercie to się sprawdza. A że mają w setliscie takie utwory jak
Chant For Εσχηατον 2000... Do tegu pulsu aż chciało się napierdalać.
W ogóle setlista chyba zacna. Nie znam się na nich tak bardzo ale trochę klasyków z środkowego okresu było a i ułożone to wszystko było rozsądnie. Jak to mówią "utwór szybki, utwór wolny".

Przyjemny akcent - cover Venom, od którego cala trasa wzięła nazwę, wykonany z udziałem Shargatha - na zdjęciu już po prysznicu i w pidżamie.
A niżej Adaś z suszarkami do włosów, których wyżej wymienionemu zabrakło:
Na koniec, fajnie widzieć polską kapelę wypełniającą Spodek swoimi fanami, przed którą jako support gra Dimmu Borgir. 30 lat temu nie do pomyślenia a tu proszę! Nergal też zadowolony, 6000 luda było!