Nie pisz posta pod postem. Nie ogarniasz - wypierdalaj.
Powiem tak. Przy uwielbieniu dla Coscradh, Throat czy Egregore na obecną chwilę jestem skłonny na szczyt nagrań, słyszanych przeze mnie w 2026 roku wrzucić nówkę od Stefana Pawia i Przesympatycznej Ashley. I tutaj trzeba przyznać, że jest to też jedna z płyt nieoczywistych, które przy pierwszym odsłuchu mogą powiedzieć "nie jesteśmy chyba tak do końca dla Ciebie". Jednak mówią to takim tonem, że budzi się w Tobie po pierwsze primo (jak błędnie mówią niektórzy Polacy) ambicja, że "co kurwa, że nie dla mnie???" a po drugie primo (jak również błędnie mówią niektórzy Polacy) niepewność i niepokój. Bo coś takiego ten album zostawia za sobą, że chcesz wrócić i zrobić rewanżyk.
Podobnie miałem z Egregore. Posłuchałem po raz pierwszy, jak rozwieszałem gacie i niby nie do końca weszło, ale coś z tyłu głowy mówiło WEŹ KURWA SPRÓBUJ JESZCZE RAZ, INACZEJ i ja spróbowałem i zostałem wchłonięty. Z
Cathedral Speech miałem to samo (tylko nie rozwieszałem majtek, a robiłem coś ważniejszego). Po usadowieniu się wygodnie, te dźwięki porwały mnie na full, po uprzednim jedynie podszczypywaniu.
To jest kurewsko doskonały konglomerat black metalu ze speed metalem. A i pewnie z jakimś technicznym/progresywnym metalem. Jednak ta płyta nie rozwiązuje matematycznych równań posiadając tunele w uszach, a NAKURWIA wściekły, wkurwiony i atawistyczny metal czerni. Obowiązkowe UGHy i speed metalowe galopady przeplatają się z dzikimi wygrzewami pani Ashely na perce plus jeszcze do tego jakieś tu i ówdzie syntezatorowe wykończenia (również pani Ashley, bo ona przepięknie zawodowo zajmuje się dźwiękiem i jego inżynierią). Wszystkiego jest dużo, riff ścieli się gęsto na centymetr kwadratowy, ale tak jak pisałem, spięte jest to doskonałym technicznie, chorobliwie-agresywnym metalem, który utwory na albumie trzyma za wsiarz i gna nimi do przodu.
Nie mogę z tego, jak ta płyta mnie rozpierdala. To jest najlepszy materiał, jaki ten duet nagrał, a znam i bardzo lubię wszystkie wcześniejsze. To jest najlepsza płyta, jaką słyszałem w tym roku w ogóle. Początek
tytułowego, końcówka
The Sharpening, takie przykłady można mnożyć.
Trylogia wieńcząca wydawnictwo też rozpierdol w opór. Nie chylę czoła, a walę czołem po wielokroć w podłogę.
Album roku.