Shagrath1988 pisze: tydzień temu
Cześć wszystkim. Mam do Was prośbę, robię drugie podejście do Graveland. Kilka lat temu słuchałem jakiejś płyty ale w ogóle mi nie weszła i odpuściłem z myślą że kiedyś jeszcze wrócę do tej kapeli bo to jednak podwaliny polskiego BM. Wiadomo, noc na siłę, od czego polecilibyscie zacząć przygodę z Graveland ?
Cześć- poszukujący kawalerze.
Ja Ci polecę dwie obowiązkowe pozycje. Pierwsza mega kultowa, z kultową okładką i bezkompromisowym przekazem. Thousand Swords
Druga, osobiście dla mnie odrobine lepsza niż "Tysiąc Mieczy" Carpathian Wolves
Shagrath1988 pisze: tydzień temu
od czego polecilibyscie zacząć przygodę z Graveland ?
Stare przysłowie mówi "Po co słuchać Graveland skoro jest Behemoth".
Natomiast jak już tak bardzo chcesz przejść przez prób wejścia to wiedz, że Graveland ma dwa etapy działalności. Pierwszy chujowy i drugi odrobinę mniej chujowy. Z pierwszego jak nie przejdziesz demka In The Glare Of Burning Churches to resztę sobie daruj bo jest tylko gorzej.
Z drugiego etapu wszystko jest chujowe bo to takie niby podniosłe granko ku chwale lokalnych patriotów.
Posłuchaj płyty Following the Voice of Blood bo to wypadek w pracy Roba, który okazał się wartościowym albumem a jest połączeniem pierwszego i drugiego etapu. Na całą resztę z ręką na sercu możesz zwyczajnie nasrać i nie będzie tragedii.
Krótka piłka - jeśli ktoś nie odnajduje magii w takich numerach jak demówkowe The Night of Fullmoon i Call of the Black Forest czy Thurisaz ze wspomnianej wyżej płyty... to niech nie podchodzi do Graveland.
Dlatego włączyłbym na sam początek właśnie je.
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
Widzisz, wszyscy polecają Ci zacząć od początku, co generalnie jest w ogóle zasadą dobrą nie tylko w muzyce, ale też w życiu ( a życie może być muzyką, gdy np. pierdzisz po fasoli, czuć w tym ducha Black Witchery ) , żeby zaczynać od początku, a nie od końca jak homoseksualiści. Ale Hajasz utrafił tu w sedno, choć może żartował, kiedy zadał pytanie po co słuchać Graveland skoro są dwa pierwsze Behemothy. Gdybym ja jednak miał coś z Graveland polecić, to też byłby to początek: zajebiscie zimne w brzmieniu, prymitywne, klimatyczne demko Drunemeton .