Mi oni od Przestworu już dość mocno odjechali i osłabili chęci, Bluzg był gwoździem do trumny mojego zainteresowania tym zespołem.Tutaj niby próbują się znaleźć na nowo, chyba skład się poszerzył, niby złe to nie jest, ale nie daję rady tego przesłuchać w całości.
Po „Sznurze” tutaj raczej zachwytów nie było, ale od dziś można już sprawdzić całość. Na „Protisty” rozszerzyli skład o basistę i razem z nim jeszcze bardziej rozjechałi się stylistycznie na boki.
Doom i protometal dalej gdzieś tam siedzą, ale tym razem dużo mocniej ciągnie ich w stronę lat 90. — alternatywnego rocka, grunge'u czy hardcore'u. Po drodze jest też zwykły ciężki rock i momentami granie, które ma już niewiele wspólnego z ich wcześniejszymi materiałami. Czyli zamiast okopywać się w jednym stylu, robią kolejną woltę.
Wij "Prostaty" - czyli już zdejmuję gacie i biorę się za słuchanie.
Werdykt - źle nie było, parę utworów nawet, ale trzeba lubić ichniejszy sznyt, mi daleko do zachwytu wynikającego z samego faktu że "baba na wokalu" i choć przesłucham bez większego bólu prostaty i otworzę szerzej oczy przy jakiejś instrumentalnej sztuczce, tak sposób prowadzenia słownej narracji jakoś w zdecydowanej większości mi przestał leżeć i momentami lekko drażni.
Tradycyjnie jest kilka zajebistych kawałków, w tym oczywiście ten z klipem, a reszta ok. Niemniej cały czas mam mega frajdę z ich muzyki. Oni zresztą też, co jest wyczuwalne. Nie ma zamknięcia się jednym stylu. Wyłącznie dla ludzi, którzy słuchają muzyki dla frajdy, nie zaś danego stylu. Bo takowego Wij nie ma. Za to jest mnóstwo frajdy.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.