Jedne z bardziej pokręconych oryginalnych form wokół Core'a jakie słyszałem w tym roku. Japońce akurat średnio mi spasowali - zbytnio eksperymentalna to fuzja gatunków, ale Kanadyjczycy wysmażyli naprawdę solidny krążek.
Watain jednak straszna żenada na żywo, drugi raz już to potwierdzają. Mayhem dość marnie, Funeral Fog to była totalna katastrofa, później lepiej, ale nie była to progresja 2010 z blasphemerem dla może 100 osób. Splicik zakupiony, ledwie 2 kawałki niestety, za 6 dych (winyl, okładka ksero z totalnie kvltowym obrazem germańskiego romantyzmu), bluzy za jakiś kosmos w stylu 260, także odpuściłem.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pojechałem dla nich do Łodzi i nie zawiodłem się. Mam nadzieję jeszcze kiedyś zobaczyć na żywo... i cyknąć sobie fotki z tym czymś, co tam gra na gitarze i chyba kiedyś było kobietą.
Zajebisty jest ten krążek czeskiego Root. Takie granie, jakie by chciał późniejszy Moonspell nagrywać, tylko o niebo lepsze. Przebojowy, mroczny i okultystyczny heavy metal. Fernando się w sumie gościnnie pojawił nawet w jednym z tracków. Znakomite wydawnictwo, jedno z najlepszych kapeli Big Bossa.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Dalej jadę z koksem dzięki komfortom bezrobocia na własne życzenie:
Death Karma chyba przedstawiać nie trzeba.
Ależ to miłe słuchać takiej muzy po prawie trzech miechach katowania rockowo/metalowego mainstreamu. nawet chujowy Christ Agony wchodzi nieźle.
Khthonian Hymns to niezły smaczek dla fanów greckiej sceny, tegoroczny, debiutancki krążek jednoosobowego projektu Deisidaemonia. Wysoki poziom materiału. Gatunkowo: mroczny, ale nieszczególnie bluźnierczy bleczur instrumentalnie wpadający nieco w "dark metalowanie" w guście kapeli Cezara.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Nowa Wardruna bardzo fajna, wkręca się idealnie. Niektórzy uważają, że to najlepsza płyta z całej trylogii, ja w sumie chyba wszystkie 3 postawiłbym na równi.
Kapitalny jest głos tej nimfetki podstarzałej, mięciutki niczym pupcia niemowlęcia. Robi moim uszom tak dobrze, jak robiłaby kutasowi Terra Patrick, gdyby miała okazję. Niestety nie ma.
TITELITURY pisze:Kapitalny jest głos tej nimfetki podstarzałej, mięciutki niczym pupcia niemowlęcia. Robi moim uszom tak dobrze, jak robiłaby kutasowi Terra Patrick, gdyby miała okazję. Niestety nie ma.
Zainspirowałeś mnie zią, bo w sumie poza kilkoma kapitalnymi singlami nie słyszałem jeszcze żadnej płyty Die Antwoord w całości, no to lecimy:
Pono psioczą, że album słaby i wtórny. Ano, ale niech inni nagrywają takie słabe i wtórne długograje, hehehe. Mnie niszczy, jak zawsze w przypadku DsO.
Podobnie jak reszta ich nagrań tak i tegoroczny split z Disparo!, gdzie serwują wspólnie w ciągu niecałych 11 min taki wściekły łomot, że ho ho - po prostu zajebisty PowerViolence.
a teraz to:
Sentymentalna podróż po złym NSBM. Wspomnień czar, przypominają mi się czasy nastoletnie, kiedy to z łysymi kolegami słuchaliśmy tego typu rzeczy i był to wtedy kult. Teraz już nikt takiego grania nie słucha (a przynajmniej się do tego nie przyznaje), ja za to raz na ruski rok lubię sobie odpalić w ramach powrotu do przeszłości.