Z tym projektem spotkałem się już jakiś czas temu. Po przesłuchaniu kilku losowych utworów stwierdziłem, że jest to kawał świetnej, relaksującej muzyki. To jest ten cały dark jazz? Jeśli tak, zostaję fanem podgatunku. Proszę o podrzucenie innych utworów w tym stylu.
To jeden facet. Estoński kompozytor muzyki religijnej który sam inspiruje się chorałami gregoriańskimi i muzyką renesansu.
Btw. cały sensowny "dark jazz" zamyka się imo w Badalamentim i kilku projektach jak: Bohren & der Club of Gore, The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble, The Mount Fuji Doomjazz Corporation.
pit pisze: 7 lat temu
Btw. cały sensowny "dark jazz" zamyka się imo w Badalamentim i kilku projektach jak: Bohren & der Club of Gore, The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble, The Mount Fuji Doomjazz Corporation.
O właśnie, odkąd usłyszałem Bohren & der Club Of Gore i przez znajomków hipsterskich kiedyś słyszałem też coś The Kilimanjaro Darkjazz Ensemble to stwierdziłem, że to coś dla mnie ten cały dark jazz. Faktycznie, wspomniane przez Ciebie to chyba kanon tego gatunku. Jestem fanem również Twin Peaks gdzie Badalamenti robi świetną robotę muzycznie, więc będę musiał wgryźć się mocniej.
Panowie, zdobyliście moje zainteresowanie - jak powiedział pasażer Titanica. Byłem swego czasu na koncercie live randomowej kapeli dark jazzowej i było, delikatnie mówiąc, dziwnie. Skazałem ten gatunek na zapomnienie ale po tym co tu czytam dochodzę do wniosku, że muszę ponownie przysiąść do tematu.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
Nigdy nie lubiłem ani śpiewu klasycznego, który zawsze wydawał mi się sztuczny i wymuszony. Podobnie nie należę do entuzjastów gwary (tutaj góralskiej), ale w tym przypadku chodzi tu o przekazanie samych emocji. W tym temacie pani z Portishead zdała egzamin. Wszelkie komentarzy tak zwanych "znawców" pod tym video są co najmniej śmieszne. Ciekawe jak zabrzmiały by śpiewaczki operowe w repertuarze trip hopowym, czy jazzowym. Cenię raz jeszcze za wszechstronność i odwagę.
To pierwsze zajebiscie wkurwiajace, z naciskiem na zajebiscie. Drugie jak gra na zdzble trawy, poniekąd zajebista zabawa - prawdziwy free jazz można z tego wykluć)), tutaj jednak pan muzyk chyba w zbyt melancholijnym nastroju był)).
No ale drony mogą być nawet głośniejsze od Wagnera, to nawet lepiej, przetrzepią mózg i inne organy wewnętrzne. A przy okazji na przykład La Monte Young pięknie łączy oba gatunki.
pit pisze: 5 lat temu
No ale drony mogą być nawet głośniejsze od Wagnera, to nawet lepiej, przetrzepią mózg i inne organy wewnętrzne.
No widzisz. To Wagner trzepie i głośno rezonuje w czaszce. Wali prosto w centrum kopuły. Drony natomiast to rezonans magnetyczny, nie głośno a hipnotycznie, z masą repetycji obijających się od ścian czaszki. Potem następuje fuzja i jako beam oświecenia wędrują do mózgu. Hahaha. Jaki filozof.
One of the two main threads running through it is this idea of failed utopia, as represented by the "Fordlândia" title – the story of the rubber plantation Henry Ford established in the Amazon in 1920s, and his dreams of creating an idealized American town in the middle of the jungle complete with white picket fences, hamburgers and alcohol prohibition. The project – started because of the high price Ford had to pay for the rubber necessary for his cars' tyres – failed, of course, as the indigenous workers soon rioted against the alien conditions.
@pit@pit kolejny kwadrat.. Ciężko klikać oj ciężko..
Wspaniali The Necks z płytką z tego roku, jak zawsze prości, jak zawsze powtarzalni. Może to nie do końca klasyczny minimalizm, może bardziej wolna improwizacja, może bardziej jazz, a może post-rock. W każdym bądź razie przestrzeń ich muzyki jest zbudowana na monotonii, powtarzalności. Bardzo polecam grupę, szczególnie albumy koncertowe, gdzie ich improwizacje, ciągniecie jednostajnie oscylującej linii jest moim zdaniem najciekawsze. Kontrabas, pianino, perkusja. Może ten album jest bardziej jazzowy, ale wciąż oparty na repetywności. Travel.
Nie rozumiem bezpośredniego związku. W każdym bądź razie jakbyś napisał, że jest trochę wycia w podniosłym nastroju i jakiejś takiej miękkości lub cokolwiek innego, to łatwiej byłoby kliknąć, tzn w moim przypadku zapisać w bibliotece na innym streamie do przesłuchania na później.
Sam kwadrat z linkiem do BC z reguły olewam.
Nils Frahm - All Melody. Wstawiałem jego Music for Animals w dziale ambientu, a teraz będzie też tutaj.
Muzyka równie dobra przed snem, do snu i po śnie.