Pochodzący z Australii Internal Rot to kolejny przedstawiciel mocnej sceny spod znaku przekreślonej nutki. Grindcore, którym nas raczą to konkretny szlag w japę na wzór The Kill czy Captain Cleanoff. Chłopaki się nie pierdolą w tańcu i jadą z pełną mocą i brutalnością. Kawałki lecą jak petardy i z reguły nie trwają dłużej niż minuta z hakiem. Mocny brutalny wokal przechodzący czasem w growl a to w mocarny wrzask jest wisieńką na muzycznym torcie serwowanym przez Internal Rot. Na stanie posiadają kilka mniejszych wydawnictw i dwa albumy, z których ten najnowszy ukazał się dzisiaj.
Nie ma chyba nic lepszego aby przy Internal Rot przestudiować resurekcję.
Skład:
Christoph - Drums (2010-present) Contaminated, Derailment, Doubled Over, Headless Death, Incinerated, ex-Pregnancy, ESP Mayhem, Trench Sisters, ex-Die Pigeon Die, ex-731 (live), ex-Roskopp
Brad Smith - Guitars (2010-present) The Borkenlayne, Blarghstrad, Clogged, Colostomy Boner, Drownd, G.B.S., Holy Boner, Super Fun Happy Slide, Take That Vile Fiend, Umbilical Tentacle, ex-Die Pigeon Die
Max - Vocals (2010-present) Faceless Burial, Agents of Abhorrence, ex-Cut Sick
Ta nowa płyta to nie taka znowu nowa, gdyż materiał nagrano jako "live" w studio jeszcze kilka lat przed debiutanckim LP - dokładnie to osiem lat temu. Co ciekawe wydana w 2014 roku US live tape 2014 ma dokładnie tą samą datę nagrania: 25 maja 2011, miejsce też te same, a większość utworów na obu set-listach powtarza się ze zmienioną kolejnością.
Album z Kate poleciał kilka razy. Pojedyncze składniki są wyśmienite: riffy, kawałek gdzie na drugim planie leci sobie dość klasyczny hardcore zalany agresywnym grindem, ale z jakiegoś powodu całość średnio do mnie trafia. Poza tym mam wrażenie, że perka nie trzyma rytmu.
Za nieco ponad tydzień nakładem Iron Lung Records/ 625 Thrashcore ukaże się Grieving Birth winylowa wersja drugiego longplaya Australijczyków. Wersja CD dostępna od 13 marca w Blastasfuk Grindcore.
To może być aktorka, Rebecca Hall, choć ciężko mi coś znaleść odp. zdjecia, gdzie jest taką tlenioną blondynką - chyba to z filmu Red Riding: The Year of Our Lord 1974.
Całkiem niezłą płytę Australijczycy wysmażyli, ale pierwszy pełniak bardziej mi się podobał. Być może to tylko moje wrażenie, ale chyba pierwsza płyta była jednak cięższa, bardziej chaotyczna i intensywna.
Ktoś wie o co im biega z tymi paniami na okładkach?
Vexatus pisze: 5 lat temu
Całkiem niezłą płytę Australijczycy wysmażyli, ale pierwszy pełniak bardziej mi się podobał. Być może to tylko moje wrażenie, ale chyba pierwsza płyta była jednak cięższa, bardziej chaotyczna i intensywna.
Heh - ja mam wrażenie zupełnie odwrotne. Tutaj czują jakąś większą mięsistość i ciężar.
yog pisze: 6 lat temu
Uważanie Seasons in the Abyss za lepszą od South of Heaven istotnie nie da się wytłumaczyć inaczej, niż kindermetalstwem
@deathwhore wielu nie znaczy, że wszyscy. Po prostu wielu z nich, a przynajmniej tych, których poznałem, są bardzo ortodoksyjni i nie tykają zbyt wiele innej gatunkowo muzy, a już na pewno tej bardzo powszechnie popularnej.
deathwhore5 lat temu
Tormentor
Posty: 4680
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
Oszukałem Was, bo tak naprawdę w ogóle mi się przykro wtedy nie zrobiło.
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Grieving Birth jest do szpiku kości grindcore-owa. I fakt płyta ma znacznie mniej wysublimowane brzmienie od debiutu, więcej tu wczesnego Napalm Death z okresu Peel Sessions oraz mniej wyczuwalnych wpływów E.N.T., PV/Hardcore Punka, D-beat, czy Crusta, które idealnie łączyły się w brutalny moshing. Co nie zmienia faktu, że kurwa jest pretendentem do płyty roku w gatunku, choć przed nami jeszcze nowy Napalm Death, czy trzeci album ich ziomków z The Kill, który podobno też w tym roku ma się ukazać.
Pioniere pisze: 5 lat temuGrieving Birth jest do szpiku kości grindcore-owa. I fakt płyta ma znacznie mniej wysublimowane brzmienie od debiutu, więcej tu wczesnego Napalm Death z okresu Peel Sessions oraz mniej wyczuwalnych wpływów E.N.T., PV/Hardcore Punka, D-beat, czy Crusta, które idealnie łączyły się w brutalny moshing. Co nie zmienia faktu, że kurwa jest pretendentem do płyty roku w gatunku, choć przed nami jeszcze nowy Napalm Death, czy trzeci album ich ziomków z The Kill, który podobno też w tym roku ma się ukazać.
"Grieving Birth" to co najmniej najlepszy materiał w 2020 roku.... Tak od sześciu dni odsłuchuje ten materiał od INTERNAL ROT i po prostu miazga płyta....
^ U mnie bardzo szybko wbiło się to zajebiste plyciwo od INTERNAL ROT... Okładka? Ciężko tutaj się doszukiwać jakiś ukrytych manipulacji... Jest dobrze i dziękować, że znamy i mamy to forum... INTERNAL ROT pewnie bym nigdy nie poznał...
Będąc na głodzie grindcore'a, w nocy poleciało Mental Hygiene. Okładki znałem, zespół kojarzyłem z nazwy, ale nigdy nie odpaliłem. To był błąd. Internal Rot na debiucie serwuje szybkie, intensywne utwory, w których pojawia się sporo hardcorowego groove. Zajebiście to płynie. Utwory przelatują, a na gębie pojawia się szeroki jak Rysiu Kalisz banan. Brzmienie wykręcone w studiu - miód. Odpowiednio ciężkie i czytelne, ale podziemne. Antymuzyka.
UP THE VERONICAS
KIERWA TAKE ME ON THE FLOOR TARARATA TARARARA
yog pisze: 3 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!