Awatar użytkownika
Szajtan
Tormentor
Posty: 4031
Rejestracja: 6 lat temu
Lokalizacja: From Hell

Death.Void.Terror.

Szajtan

Obrazek

Obrazek

DVT to twór o którym tak naprawdę niewiele wiadomo, poza tym że pochodzi ze Szwajcarii i jest częścią Helvetic Underground Committee. Już sam ten fakt jest wystarczającą zachętą, by przyjrzeć się bliżej jego twórczości. Cztery utwory trwające łącznie prawie czterdzieści trzy minuty to dźwięki wykraczające poniekąd poza tradycyjne rozumienie muzyki. A właściwie stanowiące coś więcej niż sama muzyka. Rdzeń tejże stanowi mieszanka doom, death i black metalu o maksymalnej gęstości. Cokolwiek by to nie było, jest to totalnie zajebiste i wciąga jak spirala nienawiści. Nie dzieją się tu rzeczy nie wiadomo jak niestworzone, ale Szwajcarzy potrafią kreować klimat z wielkim kunsztem. Czekać tylko kolejnych abominacji.

Dyskografia:
2018 - To the Great Monolith
2020 - To the Great Monolith II



MA: https://www.metal-archives.com/bands/De ... 3540440415
BC: https://deathvoidterror.bandcamp.com/music
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
Awatar użytkownika
Szajtan
Tormentor
Posty: 4031
Rejestracja: 6 lat temu
Lokalizacja: From Hell

Szajtan

Trochę mnie Szwajcarzy tym materiałem zaskoczyli, ale akurat w pozytywnym sensie. Byłem przekonany, że skoro „To the Great Monolith” ma być trylogią, to po sześciu latach ciszy dostaniemy wreszcie trzecią część i zamknięcie tematu. Tymczasem dostaliśmy… 2.5. Trzy numery, coś w rodzaju przejścia do właściwego finału. I dobrze, bo D.V.T. brzmi tu jeszcze bardziej pokręcone niż wcześniej. To nadal ich duszny miks doom/death/ambientu, ale mocniej skręcony w stronę rytuału i transu. Dużo zapętleń, dziwnych dźwięków, szamańskich wokali i wrażenia, jakby całość była jednym długim odlotem. Pierwsze dwa kawałki mają jeszcze sporo gitarowego ciężaru. Powolne, przygniatające riffy, trochę skojarzeń z Dakhma czy Abyssal, ale bez kopiowania. Wszystko jest brudne, gęste i nieprzyjemne w ten właściwy sposób. Najbardziej odjechany jest dla mnie piętnastominutowy „Third Monolithic Manifest”. Tutaj już praktycznie całkiem odpływają od klasycznego grania. Ambientowe warstwy nakładają się na siebie, coś pulsuje w tle, coś wraca w kółko i robi się z tego niezły trans. To nie jest muzyka „w tle” - trzeba w to wejść i dać się temu przemielić. Ja takie dźwiękowe bagno bardzo lubię, więc „To the Great Monolith 2.5” siadło mi konkretnie. Teraz tym bardziej jestem ciekaw właściwej trzeciej części.

I am Satan's generation and I don't give a fukk.