No, ja już jestem za pijany i nic nie wymyślę ale od dzisiaj, później dzisiaj czy dzisiaj później proszę o dołączenie do sprawy, co by ta zepsuta Europa, murzyny i amerykance nie odebrały nam spuścizny narodowej. Kyrie eleison
Coby nie mówić o Tymańskim, to siedziała w nim kropla geniuszu, może nawet nie muzycznie, ale miał niesamowicie dobry wpływ na muzyków, z którymi grał. NRD bez Mozdzera tez cudo (zresztą Możdżer solo jakoś nie bardzo mi podchodzi, a w Miłości jego gra jest niezwykle miodna).
Polskie bembeniarstwo, można i by do psychodelii i do elektroniki z cudzymi znaczkami dać, szczerze powiedziawszy specjalnie dla @Ryszarda to wrzucam; może podejdzie, może nie - chuj to wie, że zakończę ten przydługi monolog skoczną rymowanką.
O, nie znałem. Olesie zawodniki pierwsza klasa, zajebisty jest ich album z Gralczykiem, totalny powrót do korzeni - nie jazzu, muzyki w ogóle:
...albo piękne Miniatures z germańskim oprawcą na klarnecie basowym:
..ale TOTALNYM rozpierdolem jest to, co robi Damasiewicz ze swoim Power of the Horns, ostatnio zawitała do mnie ich pierwsza płyta i lojalnie uprzedzam, że jest to miazga:
Świeżutki galaktyczny album od EABS. Na swoim nowym albumie 2061 Panowie znów zabierają w nas w kosmiczną podróż, pełną genialnych "jazz-hopowych" kompozycji, które nie pozwalają oderwać się od tego wydawnictwa. Tytuł albumu nawiązuje do pewnego zdarzenia, które (być może) przyjdzie nam zaobserwować właśnie w roku 2061. Bowiem w tym własnie okresie, znów ma nas "odwiedzić" kometa Haleya. EABS tym wydawnictwem poraz kolejny utwierdza nas w tym, że jest to bezdyskusyjnie najciekawsza formacja jazzowa w kraju.
Berry, kompozycje Kuby Więcka i Mateusza Gawędy zagrane z gościnnym udziałem kilku innych grajków.
Świetna muza w wolnych i średnich tempach, rzecz ujmując metalowym językiem. Do dżinu z tonikiem, z dużą przewagą dżinu, wręcz idealna. Do refleksyjnego upicia w szczególności. Bandcampa nie znalazłem, jest Spotify na ten przykład.