Doszedłem dziś do ciekawego (zapewne tylko dla mnie) wniosku, że z tych dwóch oto płyt, których dzisiaj słuchałem:
Sodom nagrał płytę z kawałkami, których lepiej się słucha, ale za to Overkill nagrał lepszy
album.
Genesis XIX brzmi świetnie, niemal w każdym momencie siecze elegancko, jest to płyta, w którą bardzo łatwo wejść i która za wybranie jej wynagradza z miejsca... ale po wszystkim nie zostaje zbyt wiele w głowie, gdy tymczasem Overkill, który ma o wiele wiecej irytujących lub budzacych wątpliwośc momentów, daje mi coś, co bardzo lubię czuć po zakończeniu odsłuchu albumu. czyli satysfakcję, że coś przeżylem, zwueidziłęm, prześledziłem rozwój jakiejś fabuły. Po przesłuchaniu płyty Sodom czuję tylko tyle, że mogę puścić ją sobie jeszcze raz i będzie tak samo fajna.
Ot co.