Jeśli The World Needs a Hero to przykład dobrego thrashu, a wręcz wyznacznik jego renesansu i God Hates Us All to jakiś cios, to rzeczywiście nie mamy o czym dyskutować, bo nie sposób, byśmy się zgodzili. Przy klasykach tych kapel, wspomniane płyty to po prostu żenada, przy płytach współczesnych thrasherów też zresztą. Pisałem o groove thrashu, którego nie lubię, który Machine Head reprezentuje i ten nurt jako tako się trzymał, a klasyki grały albo z wpływami nu-metalu albo groove właśnie, bo thrash sam w sobie był przestarzałym przypałem.
Zarzuciłeś parę płyt które można na palcach jednej ręki zliczyć, wymieniając kapele typu Hammerfall i próbujesz udowodnić, że nic się w metalu nie spierdoliło? No spoko
Każda z klasycznych thrashowych kapel nagrywała w tym czasie swoje najgorsze płyty, a 95% z nich nie istniało. Od przeszło dekady wraca każda, która coś tam nagrała 30 lat temu, nawet i ten zdawałoby się martwy od zawsze Vio-Lence.
Wiesz, ile ludzi przychodziło na gigi Judasów pod koniec lat 90? Ile osób chciało zobaczyć taki Anthrax? Dziś te kapele grają na stadionach, a nie w zapyziałych klubikach.
Nieporównywalne warunki są takie, że w latach 80 i na początku 90 metal to był mainstream grany bez przerwy na MTV, a dziesięć lat później tułał się przymierając głodem po malutkich klubikach i nic tu nie ma do rzeczy ściąganie plików, bo jakoś nu-metalowcy ani raperzy nie narzekali na sprzedaż płyt.
O blacku i deathu z oczywistych względów nie dyskutujemy, co zostało przeze mnie zaznaczone na samym początku tej wymiany zdań.