Owszem, forsuję, bo swego czasu mnie to oświeciło, a, niestety, ciągle można napotkać zdanie ludzi, którzy nie słuchali dość dokładnie, którzy słuchali za mało, bądź którzy powtarzają za dziadem z budy z płytami opinie, że
Wildfire to taki średni album i do najstarszych nie ma startu. Otóż nie. Rozwój, nowe rozdanie i odświeżenie formy pozwoliło zespołowi złapać totalny wiatr w żagle i pozostając w swojej niszy ukłonić się jeszcze głębiej klasyce metalu. Dodajmy do tego rewelacyjne kompozycje tak same w sobie i mamy album ze ścisłej czołówki. Aha, tytułowy kawałek ze swoim riffem głównym, refrenem i w ogóle cały, to dla mnie ścisły top numerów zespołu
Aha, no i oczywiście, że
Phoenix Rising niewiele ustępuje panu debiutu, bo to jest arcykosa i to nie tylko ze względu na wiadomy utwór.
Cold Steel również polecam odświeżyć, bo ja to zrobiłem jakiś czas temu i także stwierdziłem, że sztos. A dodam, że to w sumie pierwszy D666 jaki usłyszał, gdyż #składankazMetalHammer i kawałek
Raped. Swoją drogą na Spotify ten album jest ocenzurowany i tego właśnie kawałka brakuje. Żal.pl ale i znak czasów
