Jesteśmy w 1/3 polskich koncertów Cradle i pomyślałem, że napiszę dwa słowa. Tym bardziej, że Kraków już dawno wyprzedany, ale na Warszawę zostało jeszcze 10% biletów, więc może kogoś zachęcę (lub zniechęcę

).
Ogólne wrażenia, podzielane z tego co się zorientowałem, są takie, że Dani podczas wojaży po świecie znalazł źródło wiecznej młodości, bo kipi wręcz energią i humorem, a jego wokal jest tak dobry, jak w dawnych, dobrych czasach. Bez porównania są to lepsze wokalnie koncerty niż np. 10-15 lat temu. Najlepiej słuchać to w starszych kawałkach - "Dusk..." i "Principle..." (tego ostatniego nie chciał przez jakiś czas wykonywać ze względu na to, że nie dawał rady w drugiej części, a teraz jest zajebiście!). Pewnie to kwestia lepszego zdrowia i zadbania o siebie (kompletnie odstawił alkohol), może także życiowego szczęścia i znalezienia stabilnej relacji w życiu prywatnym.
Zespół na scenie dopasowuje się do lidera, jest ruch, jest energia i wyraźna radość obcowania z publicznością. Nie ma opierdalania się, jak mówił klasyk. Wykonawczo jest bardzo dobrze, ale to akurat nie nowość. Jestem fanem muzyków, którzy zaczęli pojawiać się w tej kapeli po 2012, to jest bardzo wysoki poziom wykonawczy, ale i ciekawe charaktery. Śmiem twierdzić, że wykonawczo można ich spokojnie równać z klasycznymi muzykami i wyniki mogą być różne. Np. Uwielbiam Paula Allendera, ale Ashok jest po prostu lepszym (wykonawczo) muzykiem. Martina i Nicka Barkera daję na równi i mam w dupie protesty

Daniel Firth w odróżnieniu od Robina, którego też uwielbiam, komponuje zajebiste kawałki - chociażby ten:
Set nigdy wszystkim nie dogodzi, jednak tutaj każdy powinien być chociaż trochę zadowolony. Do tej pory jest bardzo solidna reprezentacja klasyków z lat dziewięćdziesiątych. W Gdańsku było "The Principle...", "Dusk...", "Cruelty...", "From The Cradle.." i z "Midian", obok kultowego "Her Ghost... także "Saffron's Curse". Było oczywiście "Nymphetamine", były strzały z DAAD, BSTS no i były 3 kawałki z ostatniej płyty studyjnej i jeden z bonusowych do najnowszego albumu live, które w końcu wybrzmiały w Polsce. Bardzo dobrze wypadają, przekonałem się do "She is a Fire".
Jak ktoś kupuje merch na koncertach to nie powinien narzekać, bo jest dobry. Przezajebista koszulka trasowa z malowaną grafiką z zespołem i Cthulhu

Mamy 30 lat debiutu i jest reedycja kultowej naszywki i bluzy z Allenderem. Inna koszulka łączy debiut z teraźniejszością - tytuł z debiutu na plecach, a na froncie zajebiste zdjęcie dziewczyny Daniego. Czuć klimat kultowych grafik z lat dziewięćdziesiątych.
Skoro już piszę, to garść newsów, które pewnie nikogo nie obchodzą. Na horyzoncie rysują się:
- nowa płyta Cradle z piosenką z Edem Sheeranem (

), single od jesieni, premiera zima 24/25,
- być może na edycji specjalnej znajdą się dwa ponownie nagrane kawałki z debiutu,
wiem od Daniego co nagrali jakby co,
- zapowiadany od 15 lat projekt poboczny lidera w bardziej klasycznie heavy klimacie (m.in. z Robem Caggiano, który podobno odszedł m.in. z tego powodu z Volbeat, macza w tym też palce na basie King ov Hell znany z Gorgoroth, ale nie wiem, czy ostatecznie będzie z nim grał),
- autobiografia Daniego oraz tomik poetycki,
- kolejne komiksy z "uniwersum" Cradle, w maju wychodzi "Queen of Winter",
Dzieje się

Uwielbiam ten zespół i jakość ich wydawnictw
