O kurwa, o kurwa, obsrałem reformy ! Okładka kojarzy się mi z Wormlust, pierwszy kawałek z Mrtvi, ale ta muzyka nie naśladuje ani Islandczyków, ani Serba, choć pewne podobieństwa można znaleźć i po swoim wcześniejszym wpisie widzę, że już je slyszałem, choć się nie podobało... ale o tym za momencik. Generalnie mówiąc nie ma na tej nowej płycie ani chwili, która wywołałaby u mnie znudzenie, nie ma dźwięku, który byłby niepotrzebny. Od A do Z wszystko tam mi się podoba, a jest co się podobać, bo jak porównałem sobie z Upałem, to
Przylistność jest rozwinięciem pomysłów z poprzedniej płyty, tylko po grzybkach albo na sterydach. Czego tam nie ma ? Połamane, rwane riffy, doskonale użyte klawisze, a jak wjeżdża elektronika w pierwszym utworze, to klękajcie narody. Jest szaleństwo, jest brak banału, opanowana do perfekcji sztuka przejścia z temp wolnych w szybkie, a do tego, jakbto lubią mawiać metalowcy, "opentańczy" wokal, choć ten przymiotnik każdy kuc zapewnie rozumie inaczej. Od pewnego czasu BM w klasycznym wydaniu wieje dla mnie chujem i szukam czegoś, co go przekracza, choć jednocześnie jest w nim głęboko osadzone i właśnie takie dźwięki znalazłem na tej żółtej płycie. Aż z wrażenia chciałem kupić sobie dwie płyty i szmatex długorękawny, ale jak mnie bandcamp podsumował z cłem, to wyszło prawie 400 zł, a jednak szkoda mi pieniędzy. Warto jednak mieć co najmniej tę ostatnią płytę na półce, jeśli lubi się niebanalny metal. Zdecodowanie.
Wyżej pojechałem po Upale. Widzę, że od tamtego postu do chwili, kiedy wklepuję teraz te słowa siedząc oczywiście na sraczu, minęły trzy lata, a przez te trzy lata znów w moim muzycznym guście zaszły duże zmiany. Bo przesłuchałem też powtórnie
Upał i choć w porównaniu z najnowszym krążkiem uważam go za bardzo grzeczny, to nie napisałbym o nim aktualnie nic, co wyszło spod moich palców te trzy lata temu. Nie jest to materiał, gdzie wodze fantazji zostały popuszczone jak na przylistności, muzycy wydają się dopiero badać niezmierzone ostępy sonicznego szaleństwa ( to mnie poniosło

), ale teraz z pewnością nie napisałbym, że jest to muzyka przelombinowana. Byc może wpływ na to ma fakt, że ostatnio wsiąkam w progresywnego rocka, a choć w muzyce Skostniałego nie słyszę takich wpływów muzycznych, to ten rodzaj dźwięków otworzył mnie na rzeczy bardziej skomplikowane. W każdym razie,
Przylistność, to uberalbum, gdynym usłyszał go w zeszłymbroku, znalazłby się w czołówce najlepszych wydawnictw. Mega muzyka.