Armagh - mi się podobało, konkretnie odegrany heavy/black. W zasadzie wystarczy na nich spojrzeć i wiadomo jakim latom składają hołd. Popijałem więc piwo i cieszyłem się tym retro graniem.
Wij - instrumentalnie super, wokalistka specyficzna. Między utworami kilka żartów, które mnie jakoś specjalnie nie porwały. No ale chociaż popijałem drugie piwo. Generalnie spoko, chociaż ten występ okazał się być najmniej emocjonujący tego wieczoru.
Siksa - szczerze mówiąc to zajebiście. Zajebiście w takim sensie, że choć z płyt w domu słuchać nie zamierzam, to na żywo jako performance zrobiło wrażenie poprzez dziwaczne zachowanie wokalistki biegającej po całej sali, wspinającej się na sufit nogami, czy patrzącej ludziom prosto w oczy . Wypluwa z siebie słowa z zawrotną prędkością, tekstu zajebiście dużo, praktycznie żadnych przerw. Pamięć ma niesamowitą. Po koncercie bardzo miła i już normalna. A, i bardzo przekonująca w głoszeniu swoich poglądów, a jednak odnieść można wrażenie, że ten performance służy głównie przekazaniu jej poglądów na kwestie społeczne i polityczne. No i gitara. Super sprawa, że znalazła się na tej trasie, bo jako metaluch bym nigdy pewnie nie miał okazji by ją zobaczyć, a tak była okazja doświadczyć czegoś nowego w życiu. Gdzieś to wszystko hipnotyzowało.
Truchło Strzygi - zajebiście. Mnóstwo energii na scenie. Gambit to urodzony frontman, umie podtrzymywać kontakt z publiką. Gitarzysta biegający z gitarą po sali też ucieszył oko. Poza sceną też bardzo miłe wrażenie zrobili. Poleciały Pradawne Demony przechodzące w Jasną Pustkę, więc głowa mimowolnie zaczęła się ruszać. Grali lekko ponad godzinę. Rozczarował mnie jedynie brak odegranej Zagłady. A czekałem. Nie można mieć w życiu wszystkiego. Miałem za to lekki ból żołądka po kilku kolorowych Cieszynach Pszenicznych, co to lekko bananem zajeżdżały. Do teraz mam także ból karku, ale przy ich black/punku trudno powstrzymać się przed headbangingiem
