Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 3716
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Opole

Painkiller

Hajasz 3 lata temu

Obrazek
Painkiller założony został w 1991 roku jako trio w składzie John Zorn - saksofon, Bill Laswell - bas elektryczny i Mick Harris na perkusji.

Skład ten postanowił, że będzie grał najbardziej popieprzoną muzykę na świecie łącząc grindcore z jazzcore i wszelkimi odłamami zwanymi powszechnie awangardą. W późniejszym okresie ich muzyka została bardziej nakierowana na ambient, dub i totalne improwizacje.

Zespół podpisał kontrakt z Earache, która reklamowała zespół jako projekt Harrisa co oczywiście było bzdurą. Debiutancki album Guts Of A Virgin to totalna jazda bez trzymanki, gdzie kompletnie nie jest się pewnym niczego co za chwile się usłyszy. Mimo tego album nie rozjeżdża się i słucha się go całkiem przyjemnie, choć pierwszy odsłuch to mega szlag w ryj. Album ten został zakazany w Japonii a w kilku innych krajach ocenzurowany ze względu na szokującą okładkę (tylko japońska wersja ma oryginalny cover).

Rok później Painkiller uderza ponownie drugim tak samo zajebistym albumem Buried Secrets, na którym to kolegów zjebów dołączają Justin Broadrick i G.C. Green aby jak to sami powiedzieli jeszcze bardziej zakręcić dźwiękami. Dwa najdłuższe kawałki na tej płycie to właśnie próbki z chłopakami z Godflesh.

Tym razem problemów okładkowych już nie ma choć grafika i tak daje do myślenia (wszystkie foty użyte na albumach Painkiller pochodzą z kolekcji Johna Zorna). Mimo tych wszystkich problemów Painkiller jest mocno ceniony w Japonii i sporo tam koncertuje czego efektem jest album koncertowy z 1993 roku.

Pożegnawszy się z Earache trzeci album a zarazem ostatni ukazuje się w wytwórni Laswella Subharmonic. Execution Ground to całkiem inne rozdanie niż dwa pierwsze strzały. Trwający 100 min album jest miksem ambientu, dub i free jazzu. Grindcore i ogólnie metalu jest tam niewiele.

W 1995 roku Harris odszedł z zespołu a wkrótce potem Painkiller przestał istnieć. W latach 2000 Painkiller się reaktywował i wypuścił trzy albumy koncertowe. Na kilka koncertów powrócił do zespołu Harris.

Dyskografia:
1991 - Guts Of A Virgin
1992 - Buried Secrets
1993 - Rituals (Live In Japan)
1994 - Execution Ground
1997 - Collected Works [kompilacja]
1998 - Guts Of A Virgin & Buried Secrets [kompilacja]
2002 - Talisman (Live In Nagoya)
2005 - 50¹² (Live album zagrany z okazji 50 urodzin Johna Zorna z Mikem Pattonem na wokalu)
2013 - The Prophecy ‎(Live in Warsaw and Berlin)




BC: https://painkiller-earache.bandcamp.com/music
BC: https://karlrecords.bandcamp.com/music
GRINDCORE FOR LIFE

Tagi:
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit 3 lata temu

Wszystkie materiały Painkiller znacząco różnią się od siebie, wszystkie są świetne. Ciekawe jakby zareagował Bon Marley gdyby ktoś mu powiedział, że reggae może prowadzić do czegoś takiego jak Execution Ground. Z kolei "The Toll" brzmi jak hołd dla "We Will Fall" The Stooges. Podobno Oz Fritz wydajnie przyczynił się do brzmienia Painkiller.
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 3716
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

pit pisze:
3 lata temu
Podobno Oz Fritz wydajnie przyczynił się do brzmienia Painkiller.
Skoro był ich inżynierem dźwięku to zapewne miał spory udział w tym co i jak grali. Jedno jest pewne, że facet nie miał równo pod kopułą.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit 3 lata temu

Chodziło mi o to, że te wszystkie piękne reverby nie są tylko zasługą dwóch wiadomych panów.
Jedno jest pewne, że facet nie miał równo pod kopułą.
To znaczy?
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 3716
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

To tylko taka przenośnia. Chodziło mi o to, że facet musiał mieć łeb na karku a przede wszystkim niesamowity słuch aby tak przeciwstawne dźwięki nagrać i sensownie połączyć.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit 3 lata temu

Już myślałem o czymś w stylu Phila Spectora. Chociaż nie, w tym biznesie nigdy nie było większego czuba od Phila Spectora.
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2765
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere 3 lata temu

Mnie niemalże jednakoż podobają się wszystkie materiały Painkilera i nie przeczę piorunującemu wrażeniu, jakie wywarł niegdyś na mnie (nadal wywiera) ów miks Grindcore/-core, Avant-gardy i Jazzu na debiutanckim Guts Of A Virgin oraz kolejnym albumie. Niemniej jednak pomimo swych ogólnych preferencji do Grindcore, najbardziej cenię se płytę Execution Ground, która prezentuje jakże diametralnie inną, nie hałaśliwą, a bardziej nastrojową muzę z minimalistycznymi wkrętami, echa z ich stylistycznej przeszłości. Album ten zalicza się do mego panteonu najlepszych płyt z wszelaką muzą, jakie dane mi było usłyszeć.

BTW Początkowo Painkiller miał być jedynie studyjnym projektem J.Z. oraz B.L., do których sesyjnie dołączył po opuszczeniu ND akurat przebywający z wizytą w Stanach Mick. Owa współpraca na tyle dobrze się ułożyła i szybko zaowocowała wydaniem debiutanckiej EP-ki Guts Of A Virgin. Wraz z częstszymi wizytami z wielką wodą "bezrobotnego" Harrisa i na odwrót, gdy projekt zaczął przeradzać się w regularną formację, Harris postanowił niestety, iż więcej nie będzie grał na swym instrumencie i kompletnie odpłynął w elektronicznie produkowaną muzę, a zespół jako taki z czasem przestał istnieć.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 3716
Rejestracja: 3 lata temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz 3 lata temu

Warto zaznaczyć też dla tych co by chcieli sobie sprawdzić Painkiller, żeby zaczęli od początku bo jak ktoś rozpocznie od Execution Ground i zechce się cofać to szoker zapewniony. Ewentualnie druga opcja, że jak chcesz klimatu i nastroju to poprzestań na trzeciej płycie.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2765
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere 3 lata temu

A ja myślę odwrotnie, że lepiej niech już się zszokuje, niż miałby zniesmaczony przeoczyć tak zajebistą płytę, jaką jest Execution Ground.
Awatar użytkownika
pp3088
Moderator globalny
Posty: 1267
Rejestracja: 3 lata temu

pp3088 3 lata temu

Żadne najlepiej zaczynać od, tylko słuchać całej dyskografii. Pierwsze dwie płyty łącznie mają 50 minut. Potem Execution Ground. Jak ktoś nie daje rady to niech wypierdala słuchać szwedzkiego black metalu ew. na forum rock/metal, gdzie walą nad Behemothem.

Zespół potęga. Szata graficzna - miód malina. Muzyka - totalna awangarda, szokuje i niszczy za każdym razem. Ale czego innego oczekiwać od 3 mistrzów muzycznych, z których wszystkich uważam za absolutnych wirtuozów ekstremalnej muzyki - Zorn, Yoshida, Laswell. Dodatkowo na płycie Rituals: Live in Japan występuje gościnnie Keiji Haino (legenda japońskiego noise/free improv).

Zespołu nie ma na metal-archives - nic nowego, zbyt trudne dźwięki dla brudasów tam siedzących. Tak samo The Angelic Process nie ma tam miejsca. Może to i dobrze.

Muszę sobie kiedyś sprawić tą kompilację, chyba wszystko co potrzebne w jednym:

Obrazek
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself

Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay

"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2765
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere 3 lata temu

Żadnego wypierdalania. Najlepiej słuchać, co się komu podoba. Jak ktoś nie jest maniakiem ekstremalnej muzy i nie daje rady słuchać, nawet bardzo alternatywnych form Grindcore, czy też Free Jazzu, niech się zaznajomi jedynie z ostatnią pięknie podubowaną klimatyczną płytką, a poprzednie zwyczajnie oleje.

btw. @pp3088 Nie przeszkadza ci tam jako jeden gości Mike Patton?
Awatar użytkownika
pp3088
Moderator globalny
Posty: 1267
Rejestracja: 3 lata temu

pp3088 3 lata temu

Pioniere pisze:
3 lata temu
Żadnego wypierdalania. Najlepiej słuchać, co się komu podoba. Jak ktoś nie jest maniakiem ekstremalnej muzy i nie daje rady słuchać, nawet bardzo alternatywnych form Grindcore, czy też Free Jazzu, niech się zaznajomi jedynie z ostatnią pięknie podubowaną klimatyczną płytką, a poprzednie zwyczajnie oleje.

btw. pp3088 Nie przeszkadza ci tam jako jeden gości Mike Patton?
Ad.1 - Podejrzewam że jak ktoś nie da rady z 24 minutowym debiutem to nie da rady również z ostatnią klimatyczną, ale wymagającą płytą. Nie oszukujmy się - avangardowy jazz/ambient to nie są gatunki łatwe. Szybciej ktoś załapie właśnie te pierwsze dwa materiały. Mówię tak ponieważ te płyty podobają się także ludziom którzy grindu nie lubią. Jest w nic coś wyjąkowego i unikalnego - dlatego trzeba znać! To kawałek historii muzyki. I są niesamowici cennym wprowadzeniem do kolosalnej trójki.

Ad. 2 - Przeszkadza. Zgadnij którego materiału najrzadziej słucham.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself

Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay

"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2765
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere 3 lata temu

Ad.1 Mam w tej materii zupełnie inne doświadczenia. Puszczałem ich kilku ludziom w ogóle nie słuchającym jakiegokolwiek Metalu, czy też HC Punka i hałaśliwy jazgot oraz napierdalanka z debiutu ich odrzucała, zaś w awangardowych dubach zasłuchiwali się z zaciekawieniem.

Ad. 2 Koncertu na 50 urodziny Zorna.
Awatar użytkownika
pp3088
Moderator globalny
Posty: 1267
Rejestracja: 3 lata temu

pp3088 3 lata temu

Ad. 1 I tu właśnie leży pies pogrzebany, że ja biorę pod uwagę tematykę forum. Na forum są raczej ludzie obyci z ekstremalnym graniem, a już na pewno z ekstremalnym darciem mordy. Co innego gdyby to było forum jazzowe albo elektroniczne : )

Ad. 2 Bingo
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself

Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay

"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit rok temu

Wczoraj sobie słuchałem The Prophecy i muszę pochwalić Yoshide Tatsuya. Facet łączy w sobie najlepsze cechy Harrisa i Drake. Część tej płyty nagrano w Warszawie. Ktoś był na koncercie?
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
Ryszard
Moderator globalny
Posty: 2996
Rejestracja: 4 lata temu
Lokalizacja: Forteca Trolli

Ryszard rok temu

No to już sobie słucham tego 50 do dwunastej, właśnie ze względu na Mike... Dzięki za namiary!



Hahaha, pierwszy koment z YT:
It's not at all about degrees of obscurity and nothing I wrote suggests as much. For me, Patton's and Zorn's playing suffers from a paucity of substance, too much of the sociopathic and awkward nerd tendencies to resort to things like shock and superficial reference. For me, a real avant-garde leads artists into new territories of expression and formal considerations. Patton and Zorn are part of the permanent NYC avant-garde that is more about flashy art celebrities than actual artists.
!Polacy, to murzyni europy. Black Lives Matter!
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit rok temu

Ryszard pisze:
rok temu
It's not at all about degrees of obscurity and nothing I wrote suggests as much. For me, Patton's and Zorn's playing suffers from a paucity of substance, too much of the sociopathic and awkward nerd tendencies to resort to things like shock and superficial reference. For me, a real avant-garde leads artists into new territories of expression and formal considerations. Patton and Zorn are part of the permanent NYC avant-garde that is more about flashy art celebrities than actual artists.
Zabawny sposób na powiedzenie: nie lubię tego, więc jest głupie i wszyscy macie przestać tego słuchać. Jeszcze wyjechał z własnym manifestem. Andre Breton ery twittera się znalazł.
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 13087
Rejestracja: 4 lata temu

yog rok temu

A jak dla mnie to z typ Pattonem to trafił :P
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit rok temu

Ja nie wiem czy Zorn, a tym bardziej Patton kiedykolwiek celowali w bycie w awangardzie, zwłaszcza w Nowojorskiej bohemie. Nie z radiowymi balladami Faith No More i kawałkami o pornosach oraz Travolcie w wykonaniu Mr Bungle. Winą Zorna jest to, że jak na muzyka jazzowego za bardzo lubi metal, grind, punka i muzykę klasyczną.
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
pp3088
Moderator globalny
Posty: 1267
Rejestracja: 3 lata temu

pp3088 rok temu

yog pisze:
rok temu
A jak dla mnie to z typ Pattonem to trafił :P
Też tak myślę, ale podejrzewam że typek się z nich "nabija" bo są najbardziej znanymi artystami około-avantgardowymi czy jak to tam chcecie nazwać. No przecież jakieś metale czy zwykli ludzie nie mogą lubić Zorna, czemu go znają, wstyd. Z jego stylu pisania to właśnie wynika - too mainstream.
Screaming Into The Blackness, Needing No God But Himself

Beneath the Veil of Sanity Beats the Throbbing Process of Decay

"ja pierdolę przeczytałem cały temat Kid Rock i muszę się napić"
Awatar użytkownika
pit
Tormentor
Posty: 3250
Rejestracja: 3 lata temu

pit rok temu

Awangarda, nie awangarda, Tzadik Zorna dba o dziedzictwo takich pozytywnych świrów jak np. Jerry Hunt.

Nazi jazz fans fuck off.
Smurfs don't lay eggs! I won't tell you this again! Papa Smurf has a fucking beard! They're mammals.
Awatar użytkownika
Pioniere
Moderator globalny
Posty: 2765
Rejestracja: 4 lata temu

Pioniere rok temu

W stosunku do całego tego komercyjnego nowojorskiego syfu, o którym wyżej mowa, Zorn zawsze będzie stanowił awangardę. Ci co go znają jedynie z grania miksu Grindcore, czy Metalu z Jazzem, czy też bardziej popularnych "żydowskich melodyjek", wcale go nie znają.
Awatar użytkownika
kurz
Tormentor
Posty: 818
Rejestracja: rok temu

kurz rok temu

Fantastyczna muza. Aczkolwiek dostać na dzień dobry plaskacza w ryj i pazurami po oczach, to można się od razu nie zakochać.

Paradoksalnie pierwszy materiał, jak już się przyzwyczai do tej dzikości, wchodzi najprzyjemniej, odkrywając wewnętrzne piękno tej pokręconej muzyki z duszą. Zresztą podobnie jest z innym projektem Zorna Naked City.

Wróć do „Industrial / Ambient / Electronic”