Rozmiękczone czystym wokalem, bardzo nowoczesne granie, którego nie ratuje nawet dobra partia gitarowa przed równie dobrym solo.
I am Satan's generation and I don't give a fukk.
blue_calx4 lata temu
Tormentor
Posty: 644
Rejestracja:6 lat temu
blue_calx
nie jest źle, ale trochę jakby zjechało z taśmy fabrycznej. może po prostu techniczny death tak dla mnie brzmi. wokal damski, niestety, potrzebny jak świni siodło.
Nothing inside.
Vortex4 lata temu
Tormentor
Posty: 3548
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Strzałkowo
Vortex
Dla mnie to kolejny dowód, że Vogg to pierdolony mistrz świata, te jego łamańce to dla mnie coś niesamowitego. Niestety kiedy weszła śpiewaczka, nawet Vogg nie odwiódł mnie od wciśnięcia stopu.
Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem Nihility. Byłem metalowym leszczem i stwierdziłem wtedy: "To tak może brzmieć death w Polszy ?" Przecinało te mechaniczne brzmienie okrutnie. Vitek kroił niemiłosiernie atmosferę. Całość to srogie mechaniczne brzmienie. The Negation rzucało więcej mięsa. Organic Hallucinosis z Covanem to już szaleństwo. Od Carnival Is Forever to spadek formy. Zaczątki melodii i wokale Rasty, które w eksperymentalnym, mathcorowym Ketha się sprawdzały, ale tutaj mi zupełnie nie wchodziły. Blood Mantra, Anticult to techniczne opowieści, podparte melodiami w core'owym sosie, bez charakteru. Cancer Culture nie słyszałem, a po wysłuchaniu powyższego singla mogę stwierdzić, że jest słabo. Sterylne grzanie. Ciężko mi wybrać pomiędzy Sauronem czy Covanem, ale Rasta to wokal, który nic nie daje do charakteru Decapitated. Bez szału. Znowu od lat.
mork4 lata temu
Tormentor
Posty: 1042
Rejestracja:8 lat temu
mork
Blood Mantra była ciekawą odskocznią ale Anticult to już męczenie buły. Dobrze, że ten romans z groove metalem się skończył. Wokal Tatiany bardzo cenię ale tutaj gasi on numer jak kiepa.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
To ja mam tak, że Decapitated leży mi instrumentalnie, ale totalnie nie mogę się przekonać do wokali w obecnym wcieleniu. Przydałby się niższy/głęboki growl aniżeli metalcore'owanie. O tej gościnnej pani z powyższego klipu to już w ogóle nie wspomnę
I don't know
I just took that knife
And I cut her from her neck
Down to anus
And I cut out the vagina
And I ate it
A ja odrzucając wszelkie sentymenty doszedłem do wniosku, że nie jest źle. W kategoriach rozrywkowych wręcz bardzo dobrze. Mówię o utworze z Tatianą.
Zrobiłem sobie podróż po dyskografii Decapitated, przypominając sobie płyty od Nihility do Blood Mantra i pozostaję przy tej opinii, którą sobie już wyrobiłem dawno, dawno temu - The Negation to mój ulubiony album Decapitated. Zdecydowanie bardziej mięsiste brzmienie w porównaniu do Nihility, perfekcyjnie napisane utwory, idealna długość, genialnie odegrany hit Deicide. Sauron też tam nagrał najlepsze wokale. No potwór, no.
Nihility jest zajebiste, ale produkcja albumu średnio mi pasuje. Jednakże, jest tam jeden z ich najlepszych utworów w karierze - Names. Połączyć taki brutalny, techniczny napierdol z jakąś chwytliwością to jednak zapewne nie jest taka prosta sprawa.
Winds of Creation muszę sobie przypomnieć.
Organic Hallucinations bardzo dobre, ale względem The Negation z dwa oczka w dół.
Carnival is Forever i Blood Mantra to fajne, sympatyczne albumy. Nie przeszkadza mi bardziej nowoczesne podejście Vogga, ale to już nie to samo, i tyle. Brakuje tych siekających uszy słuchacza rąk i nóg Witka, i tyle. A wokale Rafała? Są w porządku - aż tyle lub tylko tyle. Anticult nie znam.
yog pisze: 4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: 3 mies. temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
Blind pisze: 4 lata temu
The Negation to mój ulubiony album Decapitated.
Trzeci długograj to wciąż pięknie zapowiadająca się kariera, której tragicznego rozdroża nikt nie mógł się spodziewać...
I tak jak nie za bardzo przemawia do mnie współczesne wcielenie grupy, tak tutaj jestem w pełni zadowolony. Techniczny death metal z dość brutalnym zacięciem, który chłopcy zaserwowali, wchodzi gładko nawet po tylu latach. Są tutaj dobre riffy (chociażby otwierający tytułowy numer czy ten w połowie „Lying and Weak”) i kapitalne solówki. Vogg pokazał klasę i zaprezentował pełnię swych umiejętności.
Niewątpliwym bohaterem jest tutaj też Vitek. Ten człowiek rozpędził tę machinę i trzaskał taką podwójną stopę, że aż skrzyło...
Nie przepadam za tego typu wstawkami śpiewanymi jak zapodał Robert Flynn. Rozprasza mnie to. Nie wiem czy ten album mi podejdzie, gdzieś po drodze skręcili w ten cały Groove w stylu amerykańskim. Najbardziej lubię, wracam i słucham The Negation, a później Nihility i Winds of Creation.
Jak na razie jest najlepszy z udostępnionych kawałków i wszystko wskazuje na to, że będzie to najlepsza powypadkowa płyta Decapitated. W powyższym utworze jest groove/thrashowo, ale ja słyszę również co nieco paliwa z hardcore. Kurde, to jest nawet więcej niż dobre. Czekam na fajną trasę np z Maszynogłowymi, których nówka też nienajgorzej się zapowiada. Brawo Vogg!
W innym znów potwierdza, że i w death metale nadal umie. Chyba zdołam zapomnieć o poprzednim, miałkim albumie. Nawet Rasta coraz mniej irytuje.
To prawda, mocno dopracowany album. Spokojnie się przez niego przebijam. Jest mnie oczywisty, więcej tu dobrego riffowania, solówek... Jest rzeczywiście płytą, która warto poznać. Czy się spodoba,to inna sprawa. Ale nie jest na pewno płyta pt. kolejny album danego zespołu.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Mi się płyta podoba ale nie przez pryzmat death metalu bo jest tu go jak na lekarstwo ale po prostu płyta mi wyśmienicie wchodzi tak jak kolega powyżej napisał solówki są naprawdę fajne i kawałki wchodzą szybko w ucho. Jednak tak jak napisałem wcześniej fani death metalowej strony nie będą zadowoleni!!!
Zsamot pisze: 4 lata temu
To prawda, mocno dopracowany album. Spokojnie się przez niego przebijam. Jest mnie oczywisty, więcej tu dobrego riffowania, solówek... Jest rzeczywiście płytą, która warto poznać. Czy się spodoba,to inna sprawa. Ale nie jest na pewno płyta pt. kolejny album danego zespołu.
To prawda, mniej tu groove, a wjeżdża więcej technicznych momentów. Vogg to perełka, a on jak nikt inny umie w te swoje start stopy na wiośle. Wydaję mi się jednak, że to wciąż nie jest opus magnum Decapów.
Pomijając jeden słaby, na siłę wrzucony w całość kawałek z panią z Jinjer, jest to bardzo dobry i spójny album. Najlepszy materiał od czasów „Organic Hallucinosis”, które uznaje właśnie za to opus magnum kapeli.
Non Stop Kolor!
Browar, knajpa, dupy i metal!
Zsamot4 lata temu
Tormentor
Posty: 4820
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno
Zsamot
To bardzo udany album. Swoiste połączenie dwóch światów- starego i nowego. Bardzo udany zabieg.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
CzłowiekMłot pisze: 4 lata temu
Pomijając jeden słaby, na siłę wrzucony w całość kawałek z panią z Jinjer, jest to bardzo dobry i spójny album. Najlepszy materiał od czasów „Organic Hallucinosis”, które uznaje właśnie za to opus magnum kapeli.
No tak, doprecyzuje-chodziło mi oczywiście o okres po reaktywowaniu
CzłowiekMłot pisze: 4 lata temu
Pomijając jeden słaby, na siłę wrzucony w całość kawałek z panią z Jinjer, jest to bardzo dobry i spójny album. Najlepszy materiał od czasów „Organic Hallucinosis”, które uznaje właśnie za to opus magnum kapeli.
Album mam od premiery i tez odnoszę podobne wrażenie. Świetnie się tego słucha bardzo dobry album. A iconoclast to wyśmienity kawałek mój ulubiony.
Z tymi gościnnymi występami jest potem problem, jak to odtworzyć na żywo. Powróciłem do słuchania Cancer Culture i jest to z pewnością najlepsza powypadkowa płyta w iich wykonaniu. Ostatni numer Last Supper, to okrutny szlag. Zresztą perka na tej płycie, to najwyższa półka. James Steward od początków w Vader zrobił ogromny postęp.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Właśnie kończy się wznowione "The First Damned" i przypomniałem sobie po latach nie słuchania, że to stare Decapitated to było naprawdę klawe granie. Słychać echa rodzimego Vadera, słychać trochę Slayera, ale na tym fundamencie chłopaki grali w zasadzie coś swojego, chwytliwego i bardzo sprawnego technicznie. Czuć w tym wszystkim pasję. Materiały zespołu znam do "Organic Hallucinosis", które jak mnie pamięć nie myli już było dla mnie dużym rozczarowaniem. Potem już zespół odszedł całkowicie w niepamięć. Sporadycznie wracałem do "Nihility" i "The Negation" które bardzo lubiłem, ze szczególnym wskazaniem na tą pierwszą.
Molotow 666 pisze: 2 lata temu
Bo sam sobie nie wierzę! Dwadzieścia lat temu wyszedł "The Negation"???!!!???
Daj spokój, przerażające jak zdajesz sobie sprawę ile to już lat minęło. A pamiętam jeszcze przecież premierę "Nihility"...jak z kumplami robiliśmy pierwsze odsłuchy materiału na moim boomboxie
Fanem wielkim nie jestem - grali, to się wpadało, czy to dwa razy na woodzie, raz w 4 Różach i raz w Kawonie, zawsze pięknie wszystko uszyte, trochę mi brakuje ich koncertów w okolicy, a Rastę szkoda żegnać. Jego słowa "dzięki za wsparcie" przy składaniu autografu na płytce kolegi weszły do słownika mowy codziennej. Kibicowałem im, gdy niesłusznie zostali aresztowani w USA.
Mój ulubiony numer to chyba będzie Nest, pauza przy solówce na live robi robotę, ze starych płyt coś kiedyś słyszałem Organic Hallucinosis, brzmiało to bardzo dobrze.
Ostatnio edytowany przez blue_calxrok temu, edytowany łącznie 2 razy.
W moim idealnym świecie to do zespołu wróciłby Sauron i by nagrali kolejne Nihility/The Negation. Dwie pierwsze płyty z Rastą na wokalu były w porządku, nie przeszkadzało mi specjalnie przejście w klimaty groove, ale fakt faktem, że nie wracam raczej już.
@blue_calx - Nihility - The Negation - Organic Hallucinosis to, moim zdaniem, najlepszy okres Decapitated. Rzecz jasna, więcej tam technicznego nakurwiania i nie ma aż tak bujających momentów jak na albumach późniejszych, ale z całej dysko te płyty warto poznać.
yog pisze: 4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: 3 mies. temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
Zasadniczo są dwa etapy tej kapeli i chyba nikt nie oczekuje już powrotu do tych dusznych, technicznych albumów. Po reaktywacji poszli w innym kierunku. Można narzekać, ale prawdą jest, że koncerty zawsze były ich żywiołem i tu Rasta nie zawodził.
Szkoda, że odszedł, tylko mogę podziękować za wszystkie płyty, koncerty i cały ten "pałer" na dechach. Dziwi mnie zastępstwo, ale zobaczymy, co dalej będzie.
O przyczynach odejścia nie spekuluję, bo nie mam żadnej wiedzy nt. temat.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Dekap to Vogg, więc odejście Rasty niczego zauważalnie nie zmieni (zresztą nowy frontman ma drzeć się ponoć niemal identycznie). Zadziwia mnie jednak liczba komentarzy w stylu "w końcu", "who cares", "dlaczego dopiero teraz" i "chuj z Rastą", bo wydawało mi się, że zasadniczo każdy już zdążył przyzwyczaić się do zmian i kierunku w jakim zespół poszedł.
Ostatnia płyta zadziwiająco dobra (na pewno lepsza niż Antikult). Ja w ogóle jestem wielkim fanem pana Wacława i dla mnie mógłby grać nawet folkowe melodyjki na akordeonie (a nie czekaj, przecież grał już w Lux Occulta )
Chyba nikt nie zbierał takich cięgów na metalowej scenie, jak rzeczony Rasta. Mnie też gość nie pasował, ale na ostatniej płycie daje radę. No i ledwo co został zaakceptowany, to odchodzi. Albo Wacuś mu podziękował? Fani raczej nie płaczą, sądząc po komentarzach. Gość się jednak starał, na koncertach to widać. Skoro nowy wokal jest w stylu Rasty, to obstawiam, że wyszedł jakiś kwas między nim a Wackiem.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
deathwhorerok temu
Tormentor
Posty: 4701
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
Równie dobrze po 15 latach może mieć wyjebane i być zmęczony takim życiem.
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
yogrok temu
Tormentor
Posty: 18383
Rejestracja:9 lat temu
yog
Nic nie męczy, tak jak życie.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Większość narzekań szła i tak z części fanów, co i tak zatrzymali się na poprzednich płytach. Zatem pewnie realnie żadna strata.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
morkrok temu
Tormentor
Posty: 1042
Rejestracja:8 lat temu
mork
Byłem na kilku koncertach, zawsze nie rozumiałem tego hejtu na wokalistę bo spisywał się świetnie. No ale też nie miałem obycia z wydawnictwami z początków. Szkoda, szkoda, zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Kiedyś mocno katowałem i zawsze sobie puszczałem żeby nabrać pędu na nadchodzący dzień:
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
mork pisze: rok temu
zawsze nie rozumiałem tego hejtu na wokalistę bo spisywał się świetnie.
Jeśli takowy był, to też go nie rozumiem. Przecież to nie on odpowiadał za kierunek artystyczny Decapitated. No ale pewnie chodzi o pseudonim, o dredy etc.
Sam wolę okres zespołu sprzed wypadku niż po reaktywacji, ale Carnival is Forever był bardzo udany. To znaczy, nie satysfakcjonowała mnie już tak ta muzyka jak na, dajmy na to, The Negation, ale to był dobry produkt - chwytliwe, energiczne utwory z rwanym riffowaniem. Rasta wokalami pasował do takiego grania.
yog pisze: 4 lata temu
polerowanie niemca to kwestia zdrowotna!
TITELITURY pisze: 3 mies. temu Na złość rodzicom dam dupy koledze z brokułem na głowie !
Ten nowy wokalista Decapów (koleś z Finlandii.. Eemeli Bodde) wypada całkiem nieźle. Co ważniejsze zdecydowanie lepiej niż Rasta..
W maju grają w Proximie, to będzie można obadać na żywo, bo chyba w tej sytuacji się przejdę. Może jest szansa na powrót na bardziej agresywne tory, z czasów Organic (bo i niby zaczynają prace nad jakimś nowym materiałem).
Sobotni koncert w Proximie generalnie świetny (poza dwoma przypadkami, kiedy podpici kolesie przy nieudanej próbie pijackiego stagediva zaliczyli spektakularnie glebę (jeden kontuzjowany, drugi prawie rykoszetem zdjął jakąś filigranową bidulkę, której nikt by nie zauważył - gdyby nie jej żywiołowy headbanging i tona włosów). Klub wypchany po brzegi. Cryptopsy, grający jako support Decapów pozamiatał też pięknie. Pot lał się po suficie.
Nowy wokalista jednak budził trochę mieszane uczucia. Kontakt z publiką, charyzma.. to jak zszedł ze sceny i wszedł w pierwsze rzędy - generalnie b. fajne, ale te przeskoki z niskiego growlu po bardzo wysokie rejestry i świńskie piski (mimo, że techcznie bardzo ok), jakoś mi nie do końca pasowały. Szczególnie na starych wałkach z Nihility... Mosh pit w pewnym momencie rozkręcił się prawie na cały klub... Vog klasa. Gość im straszy tym lepszy. Generalnie klimat rewelacyjny.