Mniam mniam, dwójeczka Nexwomb. Duet z Oregonu po raz drugi zalewa nas ciekłą smołą pod wysokim ciśnieniem. Traktowani jesteśmy graniem na zdecydowanie wysokich obrotach, w klimacie z okolic Ross Bay Cult Eternal, niebywale gęstym, niemelodyjnym, nic nowego nie wnoszącym do kanonu war metalu, na wskroś wtórnym… Mocarnie zadymiona, w chuj duszna napierdalanka z głębokim, wyrzygującym okrężnicę wokalem i mocno podbitą sekcją rytmiczną. Gitarowe harmonie to wojenna poezja, mogąca być inspiracją dla niejednego operatora ciężkiego karabinu maszynowego.