A ja sobie tak ostatnio odświeżam Panterę i cholera... tego się świetnie słucha. Vulgar Display of Power, Far Beyond Driven, Reinventing the Steel (szczególnie świetna, rocznicowa edycja z nowymi miksami Terry'ego Date'a) chyba dziś wchodzą mi najlepiej.
Mam gdzieś pozamuzyczne kwestie i różne antypatie (w szczególności nieudolnych epigonów Pantery). Anselmo miał rewelacyjny wokal. Dimebag eksperymentował z brzmieniem, harmoniką i techniką gry cały czas (te wszystkie dive bombs przy użyciu rączki tremolo, "pinch harmonics", co dawało charakterystyczny dla jego gitary, wysoki "skrzek", chwytliwe riffy, solówki). Sama muzyka jest surowa, jakaś taka ...szczera.
Jeszcze co do opinii Hajasza, że "Pantera jest dla sfrustrowanych koniojebców, którzy nawet nie potrafią w sobotę wieczorem na najpodlejszej dyskotece wydymać najgorszy pasztet", to taki zabawny fakt... Jak byłem na ostatnim koncercie Dying Fetus w Proximie - w oczy rzucała się mocno wyjątkowo fajna laska (serio baardzo fajna.. aż śmiesznie wyglądało - kiedy oglądał się za nią prawie każdy facet przechodzący obok). Była z kolesiem (taki normalny, nie wyglądał bynajmniej na przygłupa), który chyba jako jedyny w klubie miał koszulkę... Pantery
Natomiast co do przygłupiego i prymitywnego zachowania i moim zdaniem niesłusznego dyskredytowania przez to dorobku muzycznego danej kapeli - to posłuchajcie sobie tego króciutkiego wywiadu z Mayhem i pozerskiego pierdolenia podpitego Necrobutchera, udającego madafaka (żeby nie było, kilka płyt Mayhem wprost uwielbiam):