Fearless Flyers powstało w 2018 jako zespół poboczny muzyków amerykańskiego funkowego Vulfpeck. W porównaniu do macierzystego zespołu tutaj idą w intensywne granie, bardziej jazzowe, wykorzystując jednocześnie wpływy totalnie różnych gatunków, nawet metalowe riffy gdzieś się znajdą, chociaż funk ma nadal tu chyba jednak decydujący wpływ na kształt muzyki. Jeżeli kogoś mdli od zbyt dużej ilości groove, to tu może się porzygać. EP pierwsze i drugie w sumie można pominąć, niby spoko granie, ale to jeszcze nie to. Czegoś brakuje. A czego brakuje? No ja wiem - dęciaków, które pojawiają się na debiutanckim Tailwinds!
Ja się na tych instrumentach dętych nie znam. Nie wiem czy to saksofon, klarnet czy chuj z trąbką. Ale tu są bajeczne. Czasem grają unisono pogodne riffy, a sax barytonowy kontruje je przygłupiastymi wtrętami, czasem rozlewają klimatyczne plamy dźwięku, ale najczęściej po prostu zapierdalają.
Sukinsyny doszli do perfekcji z czymś, co bardzo lubię w muzyce, mianowicie z aranżowaniem melodii w taki sposób, żeby żaden z instrumentów tak naprawdę się nie wybijał. Raz na pierwszy plan wychodzą gitary, innym razem bas z perkusją są głównymi gwiazdami, czasem saksofony i inne takie rządzą niepodzielnie, a często jest tak że na główny motyw melodyczny składają się uzupełniające się partie wszystkich instrumentów.
https://www.youtube.com/playlist?list=O ... 8FCmFzsmj8 macie rzeczone Tailwinds na yt.
a tu hicior na zachętę.