No tak niezbyt:DiabelskiDom pisze: rok temu Za to argumenty obrońców sprowadzają się do tego, co wymieniłem w poprzednim poście, czyli "to jest zajebiste i chuj" oraz "jak się lubi metal, to trzeba lubić szwedzkie granie i chuj"![]()
Blind pisze: rok temu Siła tkwi tam w prostocie, a przebojowość w rytmiczności tej muzyki oraz przyjemnym tremolowaniu. Tak, to przyjemna płyta.
Blind pisze: rok temu Zwłaszcza, że w Unleashed na debiucie i dwójce ta przebojowość jest serwowana ze smakiem, bez tandety, z maksymalnym wykorzystaniem typowych dla metalu instrumentów do stworzenia muzyki łatwiej, prostej i przyjemnej. Bez tańczenia oberka.
Brzasku też przytoczył bardzo ciekawą anegdotkę, która przemawia za uniwersalnością i przebojowością Unleashed.brzask pisze: rok temu Znam osoby, które słuchają np tylko starego heavy a inne tylko w 90% nsbm ale jak im kiedyś włączałem kilka numerów z "Shadows in the Deep" to naprawdę szczerze i z uznaniem kiwały głową.
To niech yog forum skasuje. Po co dyskutować?TITELITURY pisze: rok temu Napisałem tylko, że wróciłem do tego zespołu i nadal uważam go za gówniany, a wszyscy się zesrali jakbym im matkę zajebał. Ale nie od dziś wiadomo, że permanentnie zbuntowani metalowcy też mają swoje świętości, których broń borze naruszyć!
Tabaluga właśnie spierdział się przed kamerą bo w istocie jest kompletnie odwrotnie. Unleashed jak mnie pamięć nie myli był jednym z ostatnich zespołów ze Szwecji, którzy wydali debiut. Przed nimi zrobili to Merciless, Entombed, Carnage, Tiamat, Therion i choćby nie wiem jak żonglować faktami te zespoły się nie kopiowały ponieważ mniej więcej powstały w podobnym czasie więc z automatu mieli swoją wizję tego co chcą grać. To się właśnie nazywa założenie muzyków a nie kierwa jakiś Goatmoon, przd którym płyty wysrało 1000 kapel a oni wtedy jeszcze nawet nie wiedzieli co to nie tyle blek co ogólnie metal. Tak więc możemy sobie nawet rozrysować takie drzewko z nazwami pierwszych szwedzkich zespołów i ścieżki ich death metalu się nawet nie przetną bo każdy grał inaczej. Tak więc taki Goatmoon niech lepiej poprzestanie na zaglądaniu jak ten szpak w pizdę i graniu swojego 100 razy skopiowanego i przekalkowanego blek metalu i choćby nie wiem jak się wytężał to nigdy nie zostanie nazwą, która coś znaczy albo ktoś ich będzie wspominać.TITELITURY pisze: rok temu Goatmoon chce grać w ten sposób i to jest założenie muzyków, że tak brzmią. Ich świadomy wybór. Inaczej, niż Unleashed, gdzie jest odwrotnie.
Sedno zasadniczo. Unleashed ewidentnie gra dokładnie to, co chce grać, robi to po swojemu i tyle. Stworzyli bardzo wyrazisty, czytelny styl z prostą i skuteczną rytmiką, oplecioną gdzie trzeba melodyjnymi motywami, których nie produkują bez umiaru, jak to się innym Szwedom zdarzało, tylko oszczędnie umieszczają w strategicznych miejscach.Hajasz pisze: rok temu Przed nimi zrobili to Merciless, Entombed, Carnage, Tiamat, Therion i choćby nie wiem jak żonglować faktami te zespoły się nie kopiowały ponieważ mniej więcej powstały w podobnym czasie więc z automatu mieli swoją wizję tego co chcą grać.
Unleashed super debiut, dwójka też fajna, reszta może dla mnie nie istnieć, chociaż niektóre póżniejsze nagrania nie przynoszą wstydu. Ale są takie co przynoszą. Ot, średniak z super startem.pp3088 pisze: 4 lata temu Gorąca dyskusja w temacie to postanowiłem sobie ich pełniaki odświeżyć. I debiucik broni się wybornie. Riff w Dead Forever obudziłby nawet trupy na cmentarzu. Before The Creation of Time to już archetypiczny dziś riff szwedzkiej szkoły. Piękna płyta poleciała 3 razy bo potężne granie to jest.
Shadows Of The Deep też fajne, ale jednak trochę mniej. Trochę składniej i czyściej zagrana, ale dalej przyjemna dla ucha. Across The Open Sea trochę nawet mnie wynudziła, niestety nie wytrzymuje jak dla mnie porównań do debiutu i dwójki.
Potem odpaliłem Victory i liczyłem na zakalca, a było całkiem... znośnie? Trochę wolniej, trochę melodyjniej ale jeszcze bez wstydu. Victims of War wymiata, kilka fajnych riffów jeszcze bym znalazł. Jako że na liście następny jawił się osławiony Warrior to przeskoczyłem do Hell`s Unleashed. CHRYSTE PANIE co za gówno śmierdzące. Nie nadaje się nawet do moshingu. Abominacja muzyczna z najgłupszymi tekstami jakie od dawna słyszałem:
[/spoiler]Dobra replikując, zastosuję się do zasady prawdziwego metalowca i ocenię album z nielubianego przez mnie gatunku po powierzchownym przesłuchaniu: Goatmoon to muzyka dla miłośników biegania nago po lesie i fistingu, czyli zupełnie nie dla mnie!Gdyby Unleashed zamawiało pięć piw to też by były zachwyty.
Myślę, że każdy zespół ma swoją wizję. Ale wizja jedno, rzeczywistość drugie. I nie galopowałbym tak z tym, że Unleashed niczego nie kopiował, bo słychać tam wpływy florydy, więc ten zarzut oryginalności i kopiowania, to sobie można w buty wsadzić. Może dlatego w ogóle tych pierwszych płyt choć trochę da się słuchać. To raz. Dwa, nie wiem po co ten cały wywód, kiedy ja nie pisałem nic o byciu oryginalnym.zespoły się nie kopiowały ponieważ mniej więcej powstały w podobnym czasie więc z automatu mieli swoją wizję tego co chcą grać.
Znam osoby, które słuchają np tylko starego heavy a inne tylko w 90% nsbm ale jak im kiedyś włączałem kilka numerów z "Shadows in the Deep" to naprawdę szczerze i z uznaniem kiwały głową.
I na koniec "koronny argument" z gościem z kutangą na wierzchu z zespołu grającego podgatunek metalu z zupełnie innej bajki, a więc rządzącego się innymi regułami, niż bohater tematu.zachodzę w głowę jak można lubić muzykę metalową, a nie lubić Where No Life Dwells oraz Shadows in the Deep.
Co robić?Po co dyskutować?
U niektórych wizja to "chce grać jak Death" albo "chce grać jak Carcass" ewnetualnie "chce grać byle co byle ruchać panienki" jak u Lemmyego. Są też tacy co chcą zdobyć respekt na dzielni i zakładają zespół hiphopowy. Nie, nie każdy ma wizję grania, niektórzy nienawidzą też swojej muzyki i robią to z przykrego obowiązku.Myślę, że każdy zespół ma swoją wizję
No patrz Pan ciekawostka, rzucam w wodę kwadraty a robią się koła!!! No wow krzyknąłem w pokoju bo jakże to tak ktoś śmiał zagrać odrobinę jak Death!!! W dodatku jak ten Death grali wszyscy co wcześniej wydali albumy w Szwecji bo przecież niczego innego nie było. To były czasy kiedy królował grindcore i hardcore i zaledwie parę zespołów miało płytę z death metalem. Zaledwie parę zespołów, których pewnie nawet nie słyszeli jeszcze w Europie na taką skalę. No i widzisz kiedy mówi się o tzw. szkołach detowych to przeważnie są dwie ta amerykańska i ta szwedzka. Czasem ktoś chrząknie o holenderskiej, fińskiej. I nie ważne o jakiej się mówi bo ważne jest, że włączasz taki kultowy album i wiesz kto to gra. Zakładam się o kakao, że włączę Goatmoon i nie zgadniesz kto gra?!TITELITURY pisze: rok temu Unleashed niczego nie kopiował, bo słychać tam wpływy florydy, więc ten zarzut oryginalności i kopiowania, to sobie można w buty wsadzić.
Nie radzę!Zakładam się o kakao
Nam się podoba, bo jest skoczne i to taki sam nic nie warty argument z dupy jak ten, że się nie podoba, bo skoczne, a skoczny death metal jest słaby, za to skoczny black metal to mmmm... To nie są argumenty, tylko jakieś tam subiektywne opinie co najwyżej.DiabelskiDom pisze: rok temu Jak na razie, to jak ktoś tutaj pisał, że Unleashed jest chujowe, to uzasadniał to np tym, że jest to dla niego za skoczne, a on skocznego deathu nie lubi. Za to argumenty obrońców sprowadzają się do tego, co wymieniłem w poprzednim poście, czyli "to jest zajebiste i chuj" oraz "jak się lubi metal, to trzeba lubić szwedzkie granie i chuj"![]()
Aha, no tak, typ z Goatmoon to taki świadomy muzyk, nie to, co goście z Unleashed, którzy coś przypadkiem machają rękami xDTITELITURY pisze: rok temu Nie chce czytać mi się co tam pierdolicie, doszedłem tylko do porównania z Goatmoon ( sic!), więc wytłumaczę : Goatmoon chce grać w ten sposób i to jest założenie muzyków, że tak brzmią. Ich świadomy wybór. Inaczej, niż Unleashed, gdzie jest odwrotnie. W zmierzeniu death metal, disco trzaski w praktyce. Resztę był Wam łaskaw wytłumaczyć DeDe.
Across, potem genialne Victory, Sworn..., Hammer Batalion..., to są zajebiste płyty.dj zakrystian pisze: rok temu Ale na problemy z kręgosłupem, to się raczej nie umiera. Dorzucę do dyskusji, że poza powszechną estymą starych kucy, jaką cieszą się dwie pierwsze płyty, to Across the Open Sea jest kopalnią rewelacyjnych riffów. Executem All!
Chroń cię panie borze jakie porównania do Amon Amarth!!! Chyba tylko ze względu na tematykę a jeśli nawet to Unleashed nie robi z tego hehe viking metalu jak ci drudzy. Do pewnego momentu mógłbym postawić znak równości między nimi tak gdzieś do płyty Twilight of the Thunder God tych drugich ale potem następuje srogi zjazd w dół AA a Unleashed gra swoje i ciągle na wysokim poziomie. Żaden album Amon Amarth nawet nie zbliżył się do takiego Odalheim.dj zakrystian pisze: rok temu Nie jest to zbyt przecukrowane granie, choć w recenzjach pojawiały się porównania do Amon Amarth.
Wkurwiają mnie lenie, którym ciężko kółkiem od muszy pokręcić 2-3 obroty aby zobaczyć co było pisane w temacie. Taka to ciężka praca do wykonania.
Na co pomaga Kuflowe Mocne? Co to za lek?HUMAN pisze: 11 mies. temu Nowa płyta w tym roku ma być a ja za chwilę zarzucę Victory . Jestem sam na siebie zły ze za grosze sprzedałem debiut czy nawet dwójkę /no niestety leki kosztują , a kasa na koncert byla potrzebna /.
Na tym etapie czyli, którym???porwanie w satanistanie pisze: 5 mies. temu Piszę to z ciężkim sercem, ale na tym etapie lepiej już chyba posłuchać Amon Amarth.
Nie no, ale Shadows in the Deep to akurat szkoda odpuszczać. Jak za nastolatka poznawałem razem z debiutem to przy obu się bawiłem równie wyśmienicie, bo i obie na podobnym poziomie są. Dalej to znam bardzo, bardzo słabo, a ostatnich płyt wcale, ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że może istnieć coś gorszego niż Amon Amarth. Chociaż jakby tak się zgłębić w katalog Napalm Records to pewnie włos by stanął dęba...yog pisze: 5 mies. temu No ale dla mnie to by Unleashed mogło po debiucie już nie nagrywać, mi starczy debiut i epka.
Na obecnym. Powiedzmy w ciągu ostatnich 10 lat.
Nie jest lepszy, tylko lepiej go posłuchać w takim sensie, że jeśli ktoś lubi specyficzne cechy odpowiednio Unleashed i Amon Amarth, to AA, mimo nagrywania płyt coraz gorszych i bardziej przewidywalnych, zachował swoja charakterystykę lepiej, niż Unleashed. Amon Amarth zawsze grał wesołe przyśpiewki i robi to nadal. Unleashed z kolei brylował w prostym, motörycznym death metalu z odpowiednim (stosownie cieżkim) brzmieniem, a teraz gra melodyjny death metal z nieodpowiednim (niestosownie lekkim) brzmieniem. Według mnie ich ostanie płyty w ogóle nie trzymają parametrów tego, czym powinien być Unleashed, podczas gdy AA - zespół w oczywisty sposób całościowo słabszy - jest dokładnie tym, czym ma być.
No to mamy już jakiś punkt odniesienia, który ustalił uprowadzony. Sprawdzamy więc co tam się ciekawego lub chujowego nagrało licząc od 2015 roku.
Posłuchaj go jeszcze raz. To ostatnia na prawdę dobra płyta jegomości. Wypolerowana i lżejsza, ale pomimo produkcji i wielu melodyjek, zachowali tam jeszcze charakterna rytmikę. Chief Enhernier choćby. Toć zwykły kuc się tym udusi, jak Karyna murzyńskim pętem.yog pisze: 5 mies. temu Chodziło chyba o As Yggdrasil Trembles i jak go pamiętam to trudno było przez to przebrnąć, a wieśniactwo się wylewało litrami. No ale dla mnie to by Unleashed mogło po debiucie już nie nagrywać, mi starczy debiut i epka.