Wczoraj wracając po pracy z mojego obskórnego garażu, zarobiłem w łeb dachówką z bloku, w którym mieszkam, a to sprawiło, że dziś obudziłem się z mocnym postanowieniem rozpoczęcia dnia od sluchania life metalu. A wiadomo, że najlepszy life metal grają w Stanach, więc trafiłem na coś takiego:
I od razu pomyślałem o Was. Brzmi trochę jak muzyka dla dzieci cannibal corpse, są skoczne piosenki i refreny, ziomki czasem starają się podrabiać Kama Lee i jego Massacre z czasów najlepszej płyty, a momentami wjeżdżają jakieś grindowe patenty. Słowem tak chujowe i wtórne, że musiałem tu wrzucić, bo na pewno zdobędzie wielu entuzjastów, Hajasz ukręci makowca, Pioniere napisze coś o świetnym debiucie, a poczciwy Blind wrzuci to do black metalu.
TITELITURY pisze: 10 mies. temu
A to już poważnie jest dobre :
Oczywiście. Duszny, nieco smolisty bm zahaczający o doomowe rejony..- tak najogólniej. Mam coś nawet na półce.. a nowa już niedługo będzie słuchana!
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
kurz pisze: 11 mies. temu
Polecanka głównie dla @yog, zdaje mi się, że słucha najwięcej hejwi.
Ostatnio mało robię HM, ale to mi przypasowało, klasyczne hejwi z początków lat 80. Czyli świetny wysoki wokal, świdrujące gitary, mocna sekcja rytmiczna, melodyjnie i czasami balladowo.
Edit. Wydane 2024, nagrane 2021/2024.
Nawet spoko, wokal to takie klimaty Agent Steel/Crimson Glory/Lizzy Borden, więc dosyć oryginalnie jak na te dzisiejsze hewimetale.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Ponoć "raz w dupę, to nie pedał", jak twierdzą fani In Flames oraz ostatnich dwóch płyt Horrendous, więc stwierdziłem, że nic mi się nie stanie, jeśli posłucham sobie melodyjnego life metalu spod znaku Innersphere. W zasadzie, to zakładałem, że wyłączę tę muzykę w połowie pierwszego utworu, jednak z zaskoczenieniem odkryłem, że daje to radę, ta melodyjność nie przywodzi na myśl zakupów w Cepelii, a solówki nie brzmią jak podjebane Rhapsody, czy innemu Hammerfall. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że nowy album tej nieznanej mi do dzisiaj kapeli jest jakimś wydarzeniem muzycznym, które Was może pozamiatać, sądzę jednak, że jest to dość solidne , a w swojej klasie nawet bardzo dobre, granie w sam raz skrojone do tego, aby sobie przy nim wypocząć z kawką lub zimnym browarem w ręku.
Tak, ja wiem, że zdominowałem temat ów dlatego, że po prostu nie słuchacie muzyki "godnej polecenia", ale, ale kochane Metale, małe i duże, mniej lub bardziej brudne, co sobie stopy odparzacie nosząc glany w środku lata, nie przejmujcie się tym, nie każdy musi być taki fajny jak ja.
Dziś polecę coś bynajmniej nie dlatego, że wydaje to mój kolega z czasów, gdy piwo VIP oraz VIP strong było chlebem naszym powszednim, który spożywaliśmy na boisku za jego szkołą. Polecę ten album z tej prostej przyczyny, że do mnie trafił. Kolega pozycjonuje go jako mieszankę D666 i Witchmaster, ja dodałbym jeszcze Midnight. To jest Hugo Bader Metal, czyli t(h)rash tak poczerniony, że mógłby spokojnie wziąć udział w Marszu Niepodległości i nawet jeśli nie dostałby wpierdol, to wszyscy milczeliby nienawistnie słuchając go. Milczeli w zachwycie, a nienawistnie dlatego, że nienawiść płynąca z tej muzyki przelewałaby się na nich. Uwaga: zespół z Brazylii.
Amerykańska ekipa która za nazwę przyjęła sobie tytuł płyty wiadomo kogo. Zawartość muzyczna jest adekwatna do nazwy. Stara szkoła death metalu wylewa się z każdego riffu i z każdej nuty. Wszystko doskonale wyważone: siła, brutalność, ciężar i diabelski klimat - tutaj jest wszystko czego się oczekuje od amerykańskiego death metal sprzed trzech dekad. „Irreverence Of The Divine” to kawał bardzo dobrego, klasycznego metalu śmierci.
A to jest kawał nieklasycznego metalu śmierdzi :
Nie no, żartuję, aż taki nieklasyczny, to on nie jest. Może fani wygrzebywania gitarą rodzynek z dupy niczego tutaj dla siebie nie znajdą, ale na ten przykład Angelcorpse już tak. Złośliwi powiedzą, że to wszystko już było, mądrzy, że nie było to już tylko Laxatusa na randce z kobietą, a ja jestem zboku, więc powiem inaczej jeszcze: choć nie po drodze mi z taką muzyką na dłuższą metę, potrafię docenić jej energię oraz umiejętności muzyków, żeby móc Wam ją polecić. Ów death metal w szybkich tempach, momentami t(h)rashujący. Może się spodoba, a jak nie, to wypierdalać
Od dwóch dni noszę się z zamiarem posłuchania tego Ossuary i ciągle mnie coś od tego celu odwodzi. Wczoraj był to Kanadyjsko - hinduski Weapon ( pamieta ktoś jeszcze tę zajebistą kapelę ? Zajebistą, póki nie zaczęło wydawać jej Relapse ? ) , a dziś trafiło na Prophetic Suffering. No ale cóż, wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, więc i tego Ossuarium kiedyś wreszcie posłucham.
Każdy ma takiego boga, na jakiego zasługuje, więc na okładce Prophetic Suffering feministki modlą się do macicy, o ile jednak to normalne u feministek , że są brzydkie, o tyle macica jest tu demoniczna, tak samo, jak demoniczna jest muzyka. Mamy tu bowiem do czynienia z mieszanką war metalu z death metalem, czyli oprócz tradycyjnego grzebania gitarą w dupie, tutaj urozmaiconego jeszcze wokalem przypominającym kwik pijanej świni, dostajemy odrobinę oddechu w postaci urozmaiceń ze szkoły bardziej ambitnego grania, nie wyłączając momentami fajnych solówek. Stopa perkusisty nieco narzuca się uszom słuchacza, ale jest tak równa, że wyeksponowana na pierwszy plan tylko dodaje całości mocy. Jak leciał trzeci kawałek, sąsiad z góry przybiegł z pretensjami, że kuję ściany z samego rana. W pewnym momencie muzycy przestają już pierdolić się w tańcu i puszczają kawałek bez wokali. W niczym to nie szkodzi, bo nie oszukujmy się, na chuj komu wokal w takiej muzyce ?
Która mi się spodobała, inaczej nie pojawiłby się link w tym temacie. Mariaż death metalu z war metalem jest to moim skromnym zdaniem bardzo udany, muzyka jak żyletka chlasta synapsy w mózgu, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Target muzyczny wesołego zespołu ze Stanów, to @Vexatus oraz @Wędrowycz , ale myślę, że jeśli to przemówi, to do Większości z Was.
Chciałbym polecić wam do obadania drugi album Intrepid, ekipy z Estonii, grającej death metal, zainspirowany jakby nagraniami Cannibal Corpse, raczej tymi późniejszymi, z ery Corpsegrindera, urozmaicony z lekka wpływami groove metalu i klimatyzującymi melodyjnymi naleciałościami thrashu o technicznym, czy bardziej progresywnym zacięciu. Dobrze się tego słucha, umiejętności obsługi instrumentów Estończykom nie brak, a i wokalnie jest dość zabójczo, jakby to sam George, czy Dave Ingram podkładał im wokalizy. Leci już dziś piąty raz i jest ochota na replay.
Spoko płytka. Właśnie leci i słucha się całkiem dobrze. Lubię takie brzmienie gitar. No i czas całego materiału odpowiedni dla takiego grania - nie zdąży wymęczyć.
Spoko płytka. Właśnie leci i słucha się całkiem dobrze. Lubię takie brzmienie gitar. No i czas całego materiału odpowiedni dla takiego grania - nie zdąży wymęczyć.
No klimaty około : Unholy Grave, Cripple Bastards, Captain Cleanoff, The Kill, czy wczesnego Agathocles itp.
Że z Czech, to nie znaczy od razu, że zajebiste, chociaż prawie zawsze tak jest, ale dlatego przesłuchałem parę razy , zanim postanowiłem tu wrzucić, żeby z całą odpowiedzialnością móc powiedzieć, że ten black metal z Jindřichova Hradca jest bdb i (nie)sympatyczny. Zatem z cyklu perły przed wieprze Nav z płytą Arcyzło:
Do porannej kawusi poobrażam Was sobie trochę, bo i czemu nie ? Gdyby było to forum dla prawdziwych mężczyzn, a nie brudnych kataniarzy podskakujących w swoich zdartych glanach wokół własnej osi do muzyki czeskiego zespołu śpiewającego o superbohaterze ulepionym jak oni z gówna, grecką kapelę Serpent Noir wielbionoby tu bezgranicznie. Ale jest, jak jest, więc może spodoba Wam się to:
Jedenasty promień ( znałem kiedyś Alfonsa Jedynastego, serio ) tworzony jest przez ludzi związanych z Serpent Noir, którzy tutaj postanowili rozwodnić swój gęsty, rytualistyczny black metal t(h)rashem w związku z czym jest to nieco lżejsze granie od zespołu matki , choć wpływy SN pozostają tu i ówdzie słyszalne, np. w konstrukcji solówek lub bocznej linii gitar. Jest to jednak bardziej przebojowe , jak to w srasz mjetalu bywa, bardziej skoczne, choć oczywiście nie uderza w tony teutońskiego disco polo, inaczej nic bym nie pisał. Najlepszą łatkę przyklejając , powiedzieć można, jak to już tu wielokrotnie padało na forum przy opisie innych kapel, że Eleventh Ray gra bardzo przybrudzony thrash , a może nawet odwrotnie. Album wyszedł niedawno, bo w maju, wydany ku mojemu zdziwieniu przez Dark Descend, label specjalizujący się raczej w muzyce dla długowłosej gawiedzi. A tu taka perełka.
Debiutancki LP Kanadyjczyków z Dying Remains, to kolejna zajebista wizytówka z Maggot Stomp:
Dość prosty DM z wypadami w OS Slam DM (żaden tam Brutal) - szczególnie wtedy to i nie tylko, riffowanko nawet ma stare kości potrafi poderwać z fotela.
FFO: Baphomet/Banished, Obituary,, 200 Stab Wounds, wczesny Jungle Rot, początków Six Feet Under,, Morta Skuld, Sanguisugabogg itp.
Przez cztery dni ze Zdanem wlaliśmy w siebie wszelakie gorzały, a jak się pije ze Zdanem, to było nie było, musi polecieć US Power lub coś podobnego. No i poleciało to:
Nie pomnę już do jakiej szufladki on to granie wkładał , crossover/thrash , czy jakiejś innej, jednak to nieważne, bo jakby tej muzyki nie otagować, jest to tak chamski wygar, że aż uszy klaszczą z radości o pośladki. Przecież takiej muzyki nie lubię, a polecam, znaczy, że coś w niej być musi. Po prostu jest to tak prymitywne, że nie słychać tej całej nudnej t(h)rashowej polki galopki i pewnie dlatego przykuło moją uwagę na dłużej.
TITELITURY pisze: 3 mies. temu
Przez cztery dni ze Zdanem wlaliśmy w siebie wszelakie gorzały, a jak się pije ze Zdanem, to było nie było, musi polecieć US Power lub coś podobnego. No i poleciało to:
Nie pomnę już do jakiej szufladki on to granie wkładał , crossover/thrash , czy jakiejś innej, jednak to nieważne, bo jakby tej muzyki nie otagować, jest to tak chamski wygar, że aż uszy klaszczą z radości o pośladki. Przecież takiej muzyki nie lubię, a polecam, znaczy, że coś w niej być musi. Po prostu jest to tak prymitywne, że nie słychać tej całej nudnej t(h)rashowej polki galopki i pewnie dlatego przykuło moją uwagę na dłużej.
Fajnie napierdzielają, wokal jakby Keith z Prodigy wlecial i se zaśpiewał.
Kompozycyjnie i wykonawczo bardzo mi się podoba, ale brzmienie to im zjebali. Z odpowiednim soundem mogliby udanie kontynuować dzieło Krisiun, Rabaelliun, Abhorrence, Nephasth czy choćby samych siebie
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Ruskich można nie lubić z wielu powodów ale blackmetal/punk wywijają pierwszorzędnie. Ja uwielbiam:
Pełna zgoda chociaż jak na moje to Каландар to akurat jeden ze słabszych projektów zdecydowanie wolę Леший albo ogólnie większość projektów z Pleskau Brethren
Ruskich można nie lubić z wielu powodów ale blackmetal/punk wywijają pierwszorzędnie. Ja uwielbiam:
Pełna zgoda chociaż jak na moje to Каландар to akurat jeden ze słabszych projektów zdecydowanie wolę Леший albo ogólnie większość projektów z Pleskau Brethren
Ten powyższy materiał bardzo mi się spodobał. Jest to debiut. Kolejny pełniak też jest znakomity od nich.
Leszy też bardzo dobre granie!
Idąc za ciosem, petarda od chłopaków z Pskowa. Bezapelacyjnie no.1. Ostatni pełniak:
Polecałem na szałcie, ale nie wiem, czy Pionier kliknął, więc polecę i tutaj. A dlaczego polecę ? Bo to jest tak chujowy, wtórny life metal, że na pewno wam się spodoba. Głęboko w waszej podświadomości tkwi miłość do disco polo, która ulega sublimacji i zostaje przkształcona w słuchanie metalu jako bardziej akceptowalnego przez waszych kolegów w długich włosach, co tłumaczy, dlaczego Goatmoon posądzacie o cepeliadę, aby zaraz potem rzucić się ochoczo do słuchania lifemetalowej dyskoteki, której brakuje jedynie kuli disco do pełnego obrazu muzycznego spierdolenia. I taki też jest ten zespół: disco - spierdolony. Przaśne melodyjki, partie perkusji jakby żywcem wyjęte z festiwali tyrolskich górali w sam raz pod piwo i brotwursta, brzmienie dopieszczone w każdym calu tak, aby uszy brudnego kataniarza nie doznały urazu. No normalnie creme de la creme life metalu. Jestem pewien, że znajdzie tu wielu entuzjastów, choć oczywiście będziecie tego słuchać po kryjomu, inaczej przyznalibyście mi rację. Ale dla fanów Unleashed, Dismember, czy innego Benediction jak znalazł:
@TITELITURY ten blackened death z elementami thrashu stylistycznie, nijak się ma do każdego z wymienionych w twym poście zespołów., które grały niegdyś zajebisty dm, choć dość różny względem siebie, by zestawiać je razem w porównaniu - taka mieszanka nie ma racji bytu (najwidoczniej nie masz zbytnio pojęcia, o tym, co dobre w dm-u, ani do czego, co porównać), To, co tu polecasz, to walące na kilometr kiepskim generatorem muzy, JEDNO WIELKIE GÓWNO.
Ostatnio wzięło mnie na chłodniejsze rejony niż Grecja, a mianowicie na scenę polską. Jak wiadomo, najlepszy black metal w Polsce grają brunatne kapele, tak więc słychać od razu, że P udzielał się w Dark Fury, chociaż nie jest to bezmyślna kopia dumy Wrocławia.
Nie są to może ekstraklasa polskiego NSBM ale ten split wypada naprawdę dobrze w moim odczuciu chociaż nie mogę się zdecydować która strona lepsza
Slavecrushing Tyrant, to nie jest ekstraklasa ? Paanie, idź pan w chuj ! Oni tak orają słuch, że gównojady wywołujące duszki w pentagramie mogą tylko pomarzyć. To jest ogromną stratą dla polskiej sceny, że kariera tego zespołu zakończyła się na nagraniu jednej płyty oraz splitu. A idąc tropem forumowej mody, napiszę jeszcze tylko #napółce. Jest tu parę osób z wystarczającą ilością testosteronu, żeby nie bać się słuchania dobrego black metalu tylko dlatego, że wpisuje się w nurt NSBM, a ST mogło im umknąć. Jeśli tak, niech czem prędzej klikną w tę kapelę w internetach. Barbarzyństwo czystej krwi.
Ja tam bardzo lubię jedynkę i czwórkę szkoda tylko tej chujowej trzeciej płyty w której przewinęły się najciekawsze persony ale muzycznie i produkcyjnie wypada biednie a no i nie sposób nie wspomnieć o okładce która jest przezabawna ( Capricornus przewidział blacking?!)
Bardzo miłe uchu jest to melodyjkowanko, jedna z najlepszych płytek sceny islandzkiej, która generalnie jest (była) imo raczej przehajpowana, wtórna i nudna.
Destroy their modern metal and bang your fucking head