To żeś się faktycznie wczytał w teksty jak widzę, skoro Ci się to nie klei... i jeszcze obwiniasz za to autorówHaexan pisze: 7 mies. temu Najlepszy utwor to "s... ov god", mimo ze rowniez prostacki i slaby. Raz ze jestesmy elita, raz ze jestesmy gownem? O co im chodzi. To w koncu elita czy gownem sa? Mogliby sie okreslic.
Nergal właśnie dzwonił. Strasznie to przeżywa. Planuje dać sobie spokój z muzyką i hodować jedwabniki razem z Satyrem.
Jaki miły z Ciebie troglodyta... Hm... Spierdalaj?Haexan pisze: 7 mies. temu oj juz veksiu przestan. tak jak cie lubie to nielubic bym cie misiu nie chcial.
Otwieraczem do konserw je otwierał, a potem trzymał do góry nogami...
Ja to jednak dam się chyba namówić deafwhorowi na tę narkotyki, bo widzę, że po nich świat staje się lepszym miejscem !od poranka przestudiowalem kilka ksiazek i zdalem kilkaset testow z technologii, matematyki i fizyki.

A nie kojarzy Ci się ten nowy Hehemoth z Cradle of Filth z ery Midian/Damnation? Bo mnie dość mocno. Dziś w kołchozie sobie poleciało i faktycznie kurwa, Kredki! Tylko mniej klawisza i brak Daniego.Lis pisze: 6 mies. temu Nie wiem skąd pomysły że The Shit ov God to najlepsza płyta Behemoth odkądś tam, taka sama jak dwie poprzednie, ma kilka, może nie całych utworów, ale momentów bardzo dobrych, ale i tak jak dla mnie to za mało siły a za dużo dramaturgii, wolałbym jakby Nergal znów więcej słuchał Nile i Hate Eternal. Jak ktoś lubi teatr w muzyce to może mu się spodobać.
100% racji kolego, najlepszy album od czasów The SatanistZsamot pisze: 6 mies. temu Dla mnie najnowszy album to stanowczo najlepszy album od "Satanist". Czy ktoś się z tym zgadza, czy też nie, jest mi to obojętne. Trudno bym sobie gust modyfikował, bo ktoś tam tego nie akceptuje. Słuchalność, kompozycje i klimat.
Jakby taki tytuł płyty miał inny band, byłoby ok, ale tutaj każdy będzie na"nie", zatem też tego nie skomentuję. Okładka nie zbyt mnie porusza, ale ma klimat. Na pewno będę chętnie wracał. No i liczę na jakiś klubowy koncert.

Fajny, taki w klimacie Gustave’a Doré.
Wyjdę cholera na jakiegoś "fanboja Behemotha" (jebać to), ale ja np. takiego pełniaka 'I Loved You at Your Darkest' bardzo lubię... Ot, taki "God=Dog", pełne kontrastów połączenie fajnych riffów, dobrego wokalu z chóralnym (nietypowym jak na Behemotha) rozmachem... "Wolves ov Siberia", z jednej strony są soczyste ataki blastów i tremolo przez niespełna 3 minuty, ale za chwilę Inferno pokazuje też inne oblicze. Potrafi zwolnić i zagrać bardziej oszczędnie, budując atmosferę... To jest inne, ale cholernie "dojrzałe" granie... Wolę ich zdecydowanie w tej bardziej agresywnej odsłonie (Satanica, Demigod), ale słyszę co słyszę i nie mam "zabetonowanego łba", żeby pewnych rzeczy z tej płyty nie docenić
No ok, ILYAYD to całkiem udana płyta, tylko w drygiej połowie akcja siada. Wyprztykali najlepsze pomysły w przytoczonych numerach. Na Opus Denaturat jest jeszcze gorzej, poza ciekawym Intro i Malaria Vulgata, tylko ostatni numer się jeszcze wyróżnia. To jest problem wszystkich kapel z dużą dyskografia, że szlagi nie wypełniają już całej płyty, tylko sa poupychane między wypełniaczami. Ostatni Hehemocz nawet niezły, ale gdzie mu do np. Evangelion?raymoont pisze: 4 mies. temuFajny, taki w klimacie Gustave’a Doré.
Wyjdę cholera na jakiegoś "fanboja Behemotha" (jebać to), ale ja np. takiego pełniaka 'I Loved You at Your Darkest' bardzo lubię... Ot, taki "God=Dog", pełne kontrastów połączenie fajnych riffów, dobrego wokalu z chóralnym (nietypowym jak na Behemotha) rozmachem... "Wolves ov Siberia", z jednej strony są soczyste ataki blastów i tremolo przez niespełna 3 minuty, ale za chwilę Inferno pokazuje też inne oblicze. Potrafi zwolnić i zagrać bardziej oszczędnie, budując atmosferę... To jest inne, ale cholernie "dojrzałe" granie... Wolę ich zdecydowanie w tej bardziej agresywnej odsłonie (Satanica, Demigod), ale słyszę co słyszę i nie mam "zabetonowanego łba", żeby pewnych rzeczy z tej płyty nie docenić![]()
SOG vs Evangelion - tutaj oczywiście pełna zgoda... ale co do tego, że na ILYAYD "druga połowa siada", albo że płyta nie jest po brzegi wypełniona szlagami... Ja serio słuchając odbieram to zupełnie inaczej. Album jest obramowany intrem/outrem ("Solve"/ "Coagula"), a środek oddycha kontrastami: po mocniejszych "Wolves ov Siberia", "God=Dog" i "Ecclesia Diabolica" dostajesz spokojnieszy, "mantryczny" trochę "Bartzabel", praktycznie hardrockowy "Sabbath Mater" (jeden z najbardziej sztywnorytmicznych wałków w ich katalogu. Ewidentnie celowy zabieg, eksperyment? Cholera wie..), "Havohej Pantocrator" i "ROM 5:8". To nie tyle "wypełniacze" co zmiana biegu/nastroju: mniej pióropusza, czy przeskakiwania na siłę siebie samego, "żeby aby pod żadnym pozorem metaluchom nie spadło napięcie"


Tak z ciekawości.. celowo pominąłeś "Grom"? Ja szczerze mówiąc nie byłem nigdy wielkim fanem "leśno-pogańskiego" (w zasadzie to blackowego) okresu Behemotha, ale ma w sobie coś "surowego", naturalnego i szczerego ta płyta. Mimo, że tu i ówdzie słychać wpływy Enslaved, czy inspiracje wokalem Attili... to jednak jest to coś innego i charakterystycznego. Dużo ciekawsze, agresywniejsze i bardziej techniczne granie niż na "Sventevith", no i ten klimacik ... Lubię sobie czasami wracać (szczególnie w okresie kiedy mnie najdzie na wczesny Satyricon, czy Emperor, co jednak nieczęsto się zdarzaLis pisze: 3 tyg. temu Mój osobisty ranking płyt Behemoth, pierwsze i drugie miejsce zmienia się trochę w zależności od okoliczności
Evangelion
Thelema.6
Zos Kia Cultus
The Apostasy
Demigod
The Satanist
Satanica
I Loved You at Your Darkest
Opvs Contra Natvram
Shit ov God
A właśnie wg mnie najbardziej "oryginalną" i przy okazji moją ulubioną jest Pandemonic Incantations. Jedyna płyta, o której nie można powiedzieć, że jest pod Norwegię, ale jednocześnie też nie jest pod taki death metal, jak później. Jak to w piśmie Wiesia Weissa pisano: już nie techno, ale jeszcze nie rock. Satanica w sumie też bardzo fajna, ale podoba mi się mniej niż poprzednia.TITELITURY pisze: 2 tyg. temu Satanica, to moim zdaniem jedyna oryginalna płyta w dorobku tej kapeli. Wcześniej inspirowali się Norwegią, później zaczęli grać pod Nile oraz inne modne zespoły.
Oczywiście, że zostało obszednięte!TITELITURY pisze: tydzień temu zagadka: forma bierna zdania "Chłop obszedł pole" , to " Pole zostało przez chłopa ... jakie ? " , czy może takie zdanie w naszym języku nie istnieje ?
Rozwiązanie zagadki to sąsiad wyszedł rano orać pole no a ja mam w łóżku kurwę, ją pierdolę. Dziękuję za uwagę czytał Lucjan Szałajski.
Zapewne byś siedział i zastanawiał się nad znalezieniem nieistniejącego rozwiązania aż do śmierci z wyczerpania, głodu i pragnienia. Nie mogłem do tego dopuścić! Widzisz jak o Ciebie dbam?TITELITURY pisze: tydzień temu Dobrze, że mi powiedziałeś, bo jestem tak głupi, że bym się nie domyślił
Też nie wiem po co. Chyba po gówno, bo to najczęściej wychodzi z tego typu akcji.Hajasz pisze: tydzień temu wiele zespołów zaczyna nagrywać "nowe" wersje swoich klasyków tylko nie wiem po co?
A dla takiego 'The Satanist' chociażby. Czołowy Behemotha prawie się przekręcił i po powrocie "do żywych" i długiej przerwie wszedł do studia i powiedział chłopakom - nagrajmy coś innego, bez napinki. Wyszło zaskakująco dobrze...Płytka "organiczna", więcej 'oddechu', ciekawy koncept (włącznie z tym Gombrowiczem czy tekstowymi nawiązaniami do Miltona), nawet tempo narracyjne w miejsce ciągłej napierdalanki blastów... surowe wokale i powrót do blaczurowych riffów... Sporo fajnych pomysłów aranżacyjnych (tak się powinno używać instrumentów dętych, a nie jakieś wieśniackie sample). Jak dla mnie mogłaby być tylko mniej "wyplerowana" produkcyjnie. Jeśli ktoś nie słyszy, że to dobry album, to ja już nic nie poradzęTITELITURY pisze: tydzień temu Do palarni kawy. Ja tam nie wiem po co ludzie tracą czas na słuchanie tego zespołu po Satanice, no ale ja się nie znam, nie wnikam, idę się wysikać.
No , zasugerowałem się tym. Moim zdaniem wypada zajebiście:Vexatus pisze: tydzień temu Nie wiem czy ponowne nagrywanie tych materiałów to dobry pomysł, bo to jednak zupełnie inna muzyka. Nie wszystko z tego okresu da się sensownie przearanżować pod ich obecny styl bez kombinowania na siłę.
To akurat wyszło bardzo dobrze i nawet trzyma klimat.
Fakt. Odświeżone na 'XXX Years Ov Blasphemy' Lasy Pomorza, wyszły im na dobre.. ale już takie 'Chant of the Eastern Lands' ze Sventevitha mogli sobie darować (a też nagrali ponownie i dorzucili do 'XXX Years'), bo o niebo lepiej brzmi ta oryginalna wersja. W nowej owszem, doszły bajery aranżacyjne, inny rodzaj wokalizy.. i właśnie przez to cały czar prysł. Może dlatego, że to XXX Years to w sumie livestreamowane nagranie (3 próby + 3 koncerty w różnych lokalizacjach). Może gdyby porzeźbili coś w bardziej przemyślany sposób w studiu...