Zabawne jest, że jak Hate było kopistą - powiedzmy - Deicide, to było ok, wczesne albumy są super. Jak zaczęli iść w innym kierunku, to dostali łatkę bycia kopistą Behemoth. Jakoś tu już jest źle. Ironia, czy kopiowanie - o ile coś takiego w ogóle ma miejsce - Behemoth jest już passe?

Ja pamiętam Behemoth i Hate jak grali na jednej scenie na etapie objazdowego Thrashem All. Zawsze miałem wrażenie, że Hate ma wierniejszych fanów, Behemoth zaś był kapelą ostro idącą dalej.
Potem Hate grał z Vader, zawsze było ok. Każdy miał inny pomysł.
Do czego dążę w tych blubrach? Ano, że dla mnie Hate mogło grać rzeczy, które z perspektywy czasu ledwo pamiętam, mimo że są na półce. Nie były to płyty w żaden sposób przełomowe, ale były ich. Ostatnie dwie płyty Hate to wg mnie coraz lepsze pomysły. Kondycja koncertowa jest ok, im przybyło lat, mi też. Zatem inna ekspresja po obu stronach.

Najnowsza płyta pokazuje, że jednak konkretny lider to podstawa bytu kapeli. Wyszła ciekawa płyta, mająca swoją tożsamość. Nie zaś kolejny album "półkownik", z rzadka odtwarzany.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.