A ja tam nie podzielam zachwytów, rozczarowanym zarazem nie będąc. Może Novembers Doom zawiesił za wysoko poprzeczkę?
"Obsidian" weszło dużo ładniej, ale też nie mam zbytniej ochoty do niej często wracać. Nie wykluczam, że tutaj będzie odwrotnie, jak się przegryzie.
Na razie pierwsza część poza singielkami nie porywa. Od "Diluvium" robi się lepiej i bardziej zadziornie. "Prze-cipice" to też najlepszy z lajtowych kawałków. Podobają się też bonusiki, zwłaszcza "A Life Unknown", mimo, a może właśnie dlatego, że jest w zasadzie sklejony z autocytatów z "Tragicznego..".
Oczywiście, wszystko jak to u Paradajsów - wycyzelowane i perfekcyjne. Tylko że czasem ta perfekcja męczy jak świeże, górskie powietrze.