Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4881
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

Zalatuje nudą. Bodomy to miały fajne żywe brzmienie i kompozycje, co rwały i żyły. A tu leci kawałek po kawałku i sam się zastanawiam, czy ja mam problem z tą kapelą? Ale nie, bo włączę starsze: King of,...czy późniejsze i jestem zachwycony.
Muszę zasiąść do ostatnich nagrań, ale zawsze coś mi wychodzi, że bym z każdej płyty połowę wyciął...
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
Vexatus
Tormentor
Posty: 7971
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Mieszkam z matką i piję z królikiem!

Vexatus

Obrazek

Lata całe tej płyty nie słuchałem. Świetny album! Dzisiaj zapewne poleci cała dyskografia z lat 90-tych. :)

Awatar użytkownika
Termosik
Posty: 43
Rejestracja: 2 lata temu

Termosik

Zsamot pisze: 4 lata temu Zalatuje nudą. Bodomy to miały fajne żywe brzmienie i kompozycje, co rwały i żyły. A tu leci kawałek po kawałku i sam się zastanawiam, czy ja mam problem z tą kapelą? Ale nie, bo włączę starsze: King of,...czy późniejsze i jestem zachwycony.
Muszę zasiąść do ostatnich nagrań, ale zawsze coś mi wychodzi, że bym z każdej płyty połowę wyciął...
Akurat King of... charakteryzuję się dużą melodyczną, liczbą ciekawych riffów itd. Jest to dosyć lekki album w porównaniu do takiej Metallicy chociażby. Najlepsze z tej płyty jest to:



Kojarzy mi się troszeczkę z wczesnym Rammsteinem.
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4881
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

"King of the Kill to mój ulubiony ich album. Tu nie mam żadnych zastrzeżeń.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
darnoksss
Master Of Reality
Posty: 228
Rejestracja: 3 lata temu

darnoksss

Nigdy nie mogłem się przekonać do tej kapeli. Zawsze wydawało mi się to jakieś wybitnie pompatyczne i przepitolone. Muszę sobie odświeżyć po raz kolejny. Może wreszcie siądzie. W sumie to klasyczne materiały.
polki nie dawajcie polakom, dawajcie arabom
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4881
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

Taka to estetyka. Nie jest to siłowy thrash jak Destruction, prostoty jak Sodom czy zadziorności Kreatora się nie uświadczy.
Wielość wokalistów i mocne zmiany estetyki też nie ułatwiają zadania.
Ja z tym projektem (tak naprawdę sam Jeff na etapie "King..." mówił, że Annihilator to jego projekt, ale wytwórnia wolała jako zespół, bo to lepiej się sprzedaje, bo nie brzmi jak efemeryda) jestem "na bieżąco" od Kinga, kupując poszczególne płyty w momencie ich wydania. Były tłuste lata, teraz jest słabiej... Ale że ja jestem totalnie niereformowalny, to sobie zawsze coś w tym dobrego znajdę. ;-)
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
dj zakrystian
Tormentor
Posty: 3213
Rejestracja: 9 lat temu

dj zakrystian

Waters mógł zostać głównym wokalistą, przecież Rudy też wybitnego wokalu nie ma, jednak nie żongluje tak tymi muzykami jak Waters.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4881
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

On tam miał przeboje w życiu osobistym, rozwód, walka o syna bodajże... Myślę, że to też mocno wszystko skomplikowało. Mógł przejąć rolę wokalisty, oczywiście. Ale wolał najwyraźniej oddać to lepszym. I na takim Carnival... i innych czuć, że to dobra decyzja.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 6348
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz

Napierdala Alicja w Piekle i jakąż ja mam radochę kiedy słyszę te riffowanko. W sumie zlewam kanał pewnej polskiej pisarki bo przeważnie pierdoli ecie pecie no ale z tym Anichilator to sam przyznaję, że mu wyszło. Co to jest za płyt to po prostu cios pogania cios i kiedy ktoś mi mówi, że Alicja to nuda to wiem, że mam przed sobą debila. Bić nie będę. Poklepię po pleckach może nawet przytulę ale generalnie ktoś taki to tylko do utylizacji.
Przypomniała mi się zeszłoroczna byczynka kiedy z kolegą Zdanem tak sobie popijając co nie co nagle odpalił mi jak na chacie drze mordę do Alicji. Tego mi już było za dużo i razem zaczęliśmy napierdalać tego klasyka. I tak mogę to powiedzieć z pełną pierdoloną odpowiedzialnością to jest ta płyta, która robi selekcję i chłopcy wracają słuchać nu metal albo ściągają ze ściany zakurzoną deskorolkę bo państwo szlachta słucha prawdziwe męskie thrashery.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 5147
Rejestracja: 10 lat temu

DiabelskiDom

Moja styczność z zespołem Annihilator ograniczała się do słuchanych ćwierć wieku temu dwóch płyt. Debiutu i Carnival Diablos. A dlaczego akurat ćwierć wieku temu, a nie np 20 lat temu? Ano dlatego, że u Wiesia Weissa w gazecie, wtedy nazywającej się Tylko Rock (bez żadnych dodatków typu "i nie tylko", albo bezsensownych modyfikacji jak "Teraz Rock") zobaczyłem recenzję akurat wydawanej płyty pt Carnival Diablos właśnie i sobie ją szybciutko załatwiłem, wraz z debiutem w wersji mp3 128 kbps albo i jeszcze gorszej. No, w każdym razie posłuchałem, ale z racji faktu, że wtedy niespecjalnie wchodził mi taki hejwiorkowy thrashyk jak na albumie z 2001, oraz ogólnie speed/thrash/heavy to zlałem ciepłym moczem na długie lata.

Ostatnio nie wiem w sumie czemu, ale postanowiłem sobie posłuchać dwóch pierwszych płyt. Albo wiem. Ziomek jakiś czas temu mi podczas rozmowy telefonicznej o muzyce zasugerował, żebym se może odświeżył, bo prawdopodobnie mi to wejdzie. Trochę czasu od tamtej pory minęło, ale czasem pewne sugestie muszą się uleżeć. I tutaj dochodzimy do meritum posta, bo teraz właśnie jest ten moment, gdy będę pisał o muzyce.

Never, Neverland. Słodki Jezu z bitą śmietaną, truskawką udekorowany i kolorowymi wiórkami posypany, jaki ten album jest biedny. Tak patrząc na Metallum i na similiarsów zastanawiałem się skąd tam na drugim miejscu jest Testament, bo o ile pamiętałem, to na debiucie fajnothrashyku dla grzecznych dzieci nie było? Ale okazuje się, że na Dwójce już jest go pod dostatkiem. Taki podkręcony lekko technikaliami w guście jakiegoś Megadeth, ale uguem niesamowicie drażniący, na pół gwizdka zrobiony thrashyko-heavy, ale tak absolutnie, ale to TAK ABSOLUTNIE ŻADEN, że chuj mi się w trąbkę zwija, jak to leci. Poważnie, jak to włączyłem, to ledwo dobrnąłem do końca, ale znajcie moje poświęcenie dla rzetelności, bo za jakiś czas wróciłem, żeby sprawdzić czy nie byłem może niespełna rozumu, jak puściłem pierwszy raz. Nie, nie byłem. I żadne tam zlepki riffów, o których mój bdb kolega deskorolkarz raczył pisać, nie o nie chodzi. Ta muzyka jest po prostu absolutnie bezpłciowa.

I kiedy już szykujecie ogień z dupy, to ostudzę Wasze zapędy. Debiutancki Alice in Hell to w mojej dzisiejszej, późniejszej o 25 lat opinii zajebisty album. Randy Rampage to dwadzieścia półek lepszy wokalista od tego memloka z drugiej płyty. Totalnie wściekłe, krzyczane woksy, sprawiające, że ludzie stawiający śpiewanko nad szczekankiem uciekają z tobołkami przeorane. Jadowite, kąsające riffy Watersa, pędzące, kluczące między zaułkami, bombardowane perkusyjnymi nalotami. Tu się zatrzymajmy, bo jako fan mrocznego, wściekłego techthrashu nie mogę się opędzić od skojarzeń z takimi tuzami jak Coroner czy nawet Obliveon i trochę późniejszym Death. Nie ogarniam, jak dla kogoś wyżej wymienione zespoły mogą być zajebiste, a debiut Annihilator bezsensownym waleniem konia, posklejanymi riffami i bieda-denówkowym anturażem. To jest uprzedzenie spowodowane tym, "bo tak i chuj" bo żadnej logiki w tym nie potrafię dostrzec.
@brzaskoski pisał coś kiedyś, że Alison Hell to mlask mlask sztosik utwór. No fajny, ale prawdziwy sztosik utwór z Alice in Hell jest gdzieś indziej. Jest on na samym końcu i ma tytuł Human Insecticide. To jest najlepszy numer na i tak całościowo znakomitej płycie. Speed metalowy hymn, który sam się napierdala na cały regulator. Ugh!

Nie ogarniam jak to możliwe, żeby od takiego ciosu zaraz później wpaść na taką mieliznę. Wszyscy dookoła piszą, że potem jest jeszcze gorzej, więc chyba sobie podaruję, ale tech-thrasho-speedzik z pierwszego albumu dołącza do listy "Wracamy do albumu po latach a tam o kurwa ale cios!".
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 18455
Rejestracja: 10 lat temu

yog

DiabelskiDom pisze: 4 mies. temu Nie ogarniam, jak dla kogoś wyżej wymienione zespoły mogą być zajebiste, a debiut Annihilator bezsensownym waleniem konia, posklejanymi riffami i bieda-denówkowym anturażem. To jest uprzedzenie spowodowane tym, "bo tak i chuj" bo żadnej logiki w tym nie potrafię dostrzec.

(...)

Nie ogarniam jak to możliwe, żeby od takiego ciosu zaraz później wpaść na taką mieliznę.
Jest to możliwe, gdyż ponieważ nie mając żadnych uprzedzeń, wprawne ucho stwierdzić może, że już na debiucie są spoko riffy i chujowe kompozycje. Riffy na debiucie były wymyślane przypuszczalnie przez całe dotychczasowe życie ich autora, natomiast na kolejnych albumach tego czasu było mniej, a że kompozytor z wyżej wymienionego słaby, to i wyszło jak wyszło, nie dziwne.
Destroy their modern metal and bang your fucking head