Płyta ta odbiła się szerokim echem wśród odbiorców jak i muzycznych krytyków. Dość szybko płyta została wyprzedana i była niedostępna na rynku.
Śmiem twierdzić, że to było inaczej. Zespół wypuścił zajebisty materiał, ale wydawca położył promocję, więc trafiło na paru przypadkowych ziutków mojego pokroju, którzy trafili na to wydawnictwo i je rozreklamowali, ponieważ było tego warte, podczas gdy reszta długowłosych pedryli słuchała akurat nahalnie reklamowanego kolejnego klonu Mgły. Ale "Z mar twych" udało się jednak przebić do szerszej publiki, więc rozeszło się jak te przysłowiowe ciepłe bułeczki i teraz trzeba dotłoczyć.
A ja poświęcilem czas trzeciemu albumowi ( 4. planowany na marzec ) i w zasadzie jedyne, do czego mógłbym się przyczepić, to płaskie w porównaniu z wcześniejszymi brzmienie, przez co
nie nas widzę traci trochę na mocy. Poza tym wszystko tu słyszę na swoim miejscu. Znów udało się zachować balans pomiędzy progresją, a siarą i nie popaść w kaszkieciarstwo.