Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 18377
Rejestracja: 9 lat temu

BLACK SILESIA IX 12-13.06.2026 Byczyna, Gród Rycerski

yog

Obrazek
Tym razem zagra może nie Beherit, ale niby-Sarcofago, a do tego nieszczęsny piwko-metal i sztos & klasyk francuskiego hejwiorka Sortilège (#dudusienieznajo), Ostrogocik i takie tam inne.
Destroy their modern metal and bang your fucking head

Tagi:
magsex666
Posty: 3
Rejestracja: rok temu

magsex666

Sortilege i kuśka od razu stoi
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 5099
Rejestracja: 9 lat temu

DiabelskiDom

W czwartek na Warm-Upie festiwalowym zagra Midnight Odyssey. Będzie to jedyny występ projektu w Polsce.

Jeśli chodzi o skład, to Ostrogoth wypadł z listy (wielka szkoda) a zamiast nich wystąpi belgijski Acid, obecnie występujący pod nazwą Kate's Acid (od liderki tegoż sprzed zmian personalnych, czyli Kate de Lombaert).
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
Zsamot
Tormentor
Posty: 4820
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Gniezno

Zsamot

Zazdroszczę tego Midnight...
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Awatar użytkownika
yog
Tormentor
Posty: 18377
Rejestracja: 9 lat temu

yog

Też zazdroszczę, bo nie ma w Polsce lepszego miejsca na kawałki Sarcófago, a niestety nie mogę być.

A wiadomość o Ostrogoth => Acid akurat moim zdaniem raczej pozytywna, bo osobiście to się bardziej zasłuchiwałem w dwójeczce Acid, niż w Ostrogoth (poznanym z polecenia papcia Gylve), który też dość fajny, ale bardziej taki typu jakieś hity, niż całe płyty.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 5099
Rejestracja: 9 lat temu

DiabelskiDom

Znaczy no pozytywna, tak. W takim sensie, że płyta Maniac fajna, poznałem ją jakoś wtedy, kiedy Detente i Znöwhite i teraz sobie przypomniałem i wchodzi bardzo ładnie. Natomiast przy ogłoszeniu składu, to z Ostrogotha to się ucieszyłem bardziej, bo i właśnie hity, i znałem sporo dłużej niż zastępstwo. Niemniej, na starszą panią na pewno pójdę i będę się bawił jak przystało.
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 5418
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY

Dla tych, co nie mają bucefacka:
Siemka, organizacyjnie:

- zmieni się gastro w tym roku, gród będzie je obsługiwał - mają być gulasze, bigosy, kiełbasy, burgery, zapiekanki, zupy, kawa, lody
- Browar Nieczajna po naszych intensywnych prośbach zostaje
- nie ma kontenera prysznicowego, będą zbudowane nowe prysznice w lesie
- pada, ale zapowiedzi nie są takie złe na weekend
- małe parasolki składane - TAK
- duże szpiczaste parasolki - NIE
- a najlepiej to płaszcze
- nie ma wjeżdżania do lasu w tym roku, zarządzenie Grodu
- nie rozbijajcie się na polu paintballowym, bo tam w weekend przyjeżdża jakaś grupa na paintball
- bilety kolekcjonerskie oczywiście do odbioru na bramce
- kod do zeskanowania lub jeśli kupowaliście wcześniej - numer zamówienia w formacie JP2GMD2137
- stoisk standardowo będzie w cholerę, standardowo stoiska preferują gotówkę

Jak mi się coś przypomni to wrzucę kolejnego posta, jak macie pytania to w komentarzu tutaj, zerknę później.

Widzimy się jutro (lub pojutrze)!

M.

Czwartek, 11.06 (Warm Up Show, 50 PLN, tylko na bramce)

20:00 Doors
22:00 Midnight Odyssey

Piątek, 12.06

14:00 Doors
15:30 Sintage
16:40 Torpor
17:40 Diabolic Night
19:00 Baphomet's Blood
20:20 Sortilège
22:00 Sarcófago
23:30 Thorybos

Sobota, 13.06

14:00 Doors
15:00 Morghuul
16:00 Megatherion
17:10 Ejecutor
18:20 Acid
19:40 Possession
21:00 Tankard
23:00 Infaustes
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 5418
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY

Wyłożona rolada na te zespoły. W tym roku skład tak wybitnie nie zgrywał się z moim gustem, że poza Srakofako i Sortileż nie interesowało mnie absolutnie nic, a i te dwa zespoły nie należą do grona takich, które często goszczą w moich uszach. Tak więc Sracofako obejrzałem, na dzielni mówią, że wyszło zupełnie chujowo i bez pary, ale mi się podobało, szczególnie, gdy nożka chodziła do kawałków z Inri. Nie jestem malkontentem, styl tej kapeli jest na tyle oryginalny, że przyjemnie oglądało się nawet jeśli panowie zapomnieli zjeść śniadanie.

Ale faktem jest, że Sortileż wypadł lepiej. Stare chuje albo jadą na wiagrze, albo przechodzą kurację odmładzającą, ponieważ zagrali tak doskonale, że aż Wacław zadrżał, choć nie powinien, wszak jest to zespół dla tych, którzy lubiliby Iron Maiden, ale są heteroseksualni. Przypadkiem trafiłem też na jakiś Acid, gdzie jakaś stara rura darła mordę jakby obdzierali ją ze skóry, ale muzyka była tu tworzona przez generator heavymetalowych kawałków, a ja nie jestem jakąś egzaltowaną, myszowatą pizdulą w rajtuzach i katanie z naszywkami modnych zespołów, żeby nabierać się na coś takiego. Poza tym obejrzałem sobie jeszcze Possession i na początku było to nawet fajne, jednak po którymś kawałku stało się tak nudne, że poszedłem zjeść gulasz z soczewicą. Był bardzo dobry.

Także Duduś i reszta napiszą więcej o muzyce, dla mnie natomiast najlepsi na imprezie byli ludzie, czyli Wy, a najlepszą zabawą wspólne śpiewanie Honoru, które gromadziło brudasów z innych namiotów. Spałem też z brzaskiem. Ale już chyba jestem za stary na takie spartańskie warunki. Chyba zacznę jeździć na jakieś DINTE, żeby się z Wami spotkać. Czapka Hajasza kvlt eternal z każdym rokiem coraz bardziej wytarta i znoszona, nabiera charakteru niczym piwo Tatra.
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
DiabelskiDom
Moderator globalny
Posty: 5099
Rejestracja: 9 lat temu

DiabelskiDom

No ja napiszę więcej o muzyce, bo jedyną kapelą z której nie widziałem przynajmniej dwóch kawałków, był Morghuul i to tylko dlatego, że jak dokończyliśmy drineczka i piweczko i przyszliśmy do grodu o 15:25, to ludzie już wychodzili po występie. Nie wiem, czemu grali tak krótko, ale cóż zrobić.

Za najlepszy występ pierwszego dnia uważam... nie, nie Sarcofago. Najlepszy koncert dał moim zdaniem Baphomet's Blood. Dojebany w chuj był ten ich przyczerniony z deczka Motörhead-worship, a jeszcze na koniec jak zagrali The Boys Are Back in Town, to kilka osób od nas z paczki do dzisiaj chodzi i to nuci. Drugim sztosem z dnia pierwszego był, nieznany mi wcześniej, Diabolic Night. Ależ to był dojebany speed metal. Również z lekką posypką z sadzy a jak wjechała ich wersja Kata, to w ogóle można było się uradować. I taka konkluzja: ten występ rucha nową płytę Cruel Force, aż huczy! ;)

Sarcofago może nie wymieniłem od razu na wstępie, ale to nie znaczy, że zagrali słabo, o nie! W internecie, na Polskim Środowisku Kolekcjonerskim i na różnych spierdoxowych pejach pojawiają się bóldupiące głosy, że to coverband i gówno, z reguły spod palców tych, których nie było na festiwalu ;) A ten właśnie coverband i gówno w jednym przyłożyło takim I.N.R.I. czy The Laws of Scourge, że nogi same niosły mnie w młyn. Dawno się tak nie wyszalałem pod prąd, co czuć trochę na całym ciele, ale było warto gdyż taki ból, to zajebisty ból.

Sortileż spoko, tak w sumie trochę jak spowolnione Iron Maiden, posłuchałem, pokiwałem głową. Thorybos podobnie, chociaż tu może niekoniecznie Iron Maiden ;) ale zgrabny i sensowny warmetal. Aha, te dwa na początku to nie znałem wcześniej, takie spoko granie, ale chyba niekoniecznie na wielkie powracanie. Niemniej nie było to gówno.

A w drugi dzień Ejecutor. Przede wszystkim oni, bo dali najlepszy gig z soboty. Nie znałem wcześniej, nic nie słyszałem, Titek polecał, więc zaufałem i wyszedłem na tym bdb. To w ogóle stara kapela, jak się okazało i trochę wydawnictw już najebali, zatem #będziesłuchane. Bestialskie granie z Ameryki Południowej, więc siłą rzeczy musiało to być dobre, ale miejsce na distrojerkowe pochody na wieśle też się znalazły, nie ma to tamto!

Drugie miejsce zajmuje stara rura, co darła mordę jakby ją obdzierali ze skóry egzekwo z młodymi rurami, które darły dla odmiany mordę, jakby im ktoś wypalił gardło kwasem. Czyli Acid i Infaustes. Pierwsze bardzo dobre, speedmetalowe granko z pazurkiem, Kate również w formie, przyjęcie więcej niż dobre. Drugie złożony z samych lasek warmetal z Paragwaju i niby nic specjalnego, a słuchało i oglądało mi się świetnie, zwłaszcza po piwko-thrasho-polo w wykonaniu Tankard. O, ci to mnie wymehowali strasznie. Dwadzieścia lat temu bardzo mi się podobało, dzisiaj słabizna, żenujący festiwal fajnothrashykowej potupajki dla starych dziadów. Ale przyjęcie mieli również bardzo dobre, więc chyba zadowoleni.

Co tam jeszcze? Aha, Possession. No i chuj, no i cześć, tutaj to samo co na ostatniej płycie i na lutowym koncercie. Przebasowane, mdłe i bez przyjebania (które powinno być, patrząc na to co i jak wycinają wiosłowi oraz Romain na garnkach). Nie wiem o co im teraz chodzi, ale do mnie to nie trafia.

No i to by było na tyle. Towarzysko festiwal jak zawsze 12/10, nie bez kozery poza muzyką istotną częścią Byczynki są te same oraz nowe mordy do przybijania piątek, spożywania używek i kradnięcia koni. Czy to nieznany nikomu ziomek, który rozłożony ze swoim pojedynczym namiocikiem staje się stałą częścią festiwalowego życia, czy to poznajesz zioma, który pojawia się w obozie zwabiony przyśpiewkami zespołu pieśni i hajlowanka Honor i zaczynacie gadać z nim o polityce, czy też przesympatyczne rodzeństwo w wieku poniżej 20 lat, którzy zjawiają się znikąd w obozie, żeby pogadać i się poznać i właśnie okazują się przemiłymi ludźmi, od których żałuję, że nie wziąłem kontaktu. Plus jeszcze przygody po drodze, zaczynające się od nieplanowanego wydatku na naprawę auta, przez dzwona, którego zafundowała mi jakaś babka, kiedy ratowałem gołębia przed rozjechaniem, aż po rozładowany akumulator na sam wyjazd. Przygoda za przygodą, kierwa, ale koniec końców, festiwal, wyjazd, ludzie jak zawsze dojebani w chuj.

Ach, zapomniałbym od Midnight Odyssey na warmupie. Myślałem, szczerze mówiąc, że to będzie słabe, po pierwszych taktach i graniu z automatem dalej tak myślałem, ale od drugiego, trzeciego numeru się rozkręciło i naprawdę dobrze jechało. Atmosferyczny bleczor o gwiazdach, ale miało to szponka i ząbek i trochę gryzło. Ludzi się zbierało coraz więcej i więcej, a i pod sceną zrobiło się tłoczniej, więc chyba nie jestem w takiej opinii odosbniony ;)
Panzer Division Nightwish
Awatar użytkownika
Metalized
Tormentor
Posty: 437
Rejestracja: 8 lat temu

Metalized

Legantsko było jak zawsze, wypito parę wiaderek piwa, odbyto nieco uczonych ( a jakże) konwersacyj, kupiono parę płyt, jedną nawet dwa razy hehe parę kapel posłuchałem, wdepło sie w błoto, obejrzało jakiś mecz mundialowy na telefonie, do taktu z stukaniem deszczu po namiocie. Czego chcieć więcej...
Skład był taki se w zasadzie, planowałem po 2-3 występki dziennie oglądać i to co zamiarowałem ujrzałem a coś więcej sie też zdarzyło.
Warm up- widziałem nie dokońca moje granie, ale momenty byłszy
1 dnia widziałem Diabolic Night ( uznałem, ze na lekkim rauszu i na żywo może zażreć- spoko to było) część Baphomets Blood ( jak zwykle konkret zagrali), Smarkofago- jakiś lekki niedosyt, ale innego Siarkofrugo raczej nie zobaczę, na deser zniszczenie przez Thorybos.
Drugi dzień zacząłem od bdb Ejecutora, poprawka z Possession następnie jakaś baba na mnie nakrzyczała z Paragwaju i poprawili wesołkowie z Blady Węgorz będąc niespodzianką. A chłopina z Bloody Vengeance to chyba schudł był bo jakis mniejszy sie zrobił, odwrotnie od typka z Thory Boso.
Tylko martwi mnie fakt, ze chyba santo subito grozi za udzielanie pomocy czy to ratowanie kogoś wrzątkami czy pompką do dymania materacy tudzież innymi kabelami, aby akumulator móc podłączyć do wrażych jaj. Będę musiał komuś złamać nogę albo chociaż portfel zajebać, aby zniwelować te pomocne dłonie kurze pióro!
Ja chcę jeszcze raz!
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 6279
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz

Czwartek rozpoczął się z przygodami kolegów no ale skoro tym razem byłem ja pierwszy to miałem patrzenie aby dobre miejsce było.
Nowo poznany kolega Łukasz, który sobie samotnie polegiwał na naszym miejscu okazał się zajebistym gościem więc tak się złożyło, że się elegancko wkomponował w naszą ekipę. Potem pojawiły się hektolitry przeróżnego alko ale na ten cały Midnight coś tam poszedłem. Na MA pisze, że to jakieś ambienty z blekiem więc pomyślałem zobaczę ze trzy kawałki i spadam. Patrzę a tam białe kaptury i płonące krzyże (o pardon nie ten wykon). Krzyży nie było ale były kaptury takie jakieś batuszkowe i wymalowane japy. Finalnie takie przyrodnicze granko, które krzywdy nie zrobi a i jak sobie leciało to melodyjki dało się zapamiętać. Potem już był tylko obozowy melanż.
Piątek zapowiadał się przynajmniej jeśli chodzi o pogodę obiecująco. Wbiłem na ten Diabolic Night i stwierdziłem, że po pierwszym kawałku przesłuchałem już wszystkie. Poczekałem jeszcze na drugi i faktycznie miałem rację. Kompletnie nie moje nuty.
Baphomet's Blood yyy to nie coverujący band samaela ale też muzyka, która dla mnie w hierarchii jeszcze niżej od Diabolicznej Nocy. Nie jestem fanem Motorhead a to było coś w taki deseń. Komar powiedział, że gówno więc już miałem pewność, że szkoda czasu.
Sortilege olewator skoro jest Iron Maiden. Trochę zobaczyłem i elo zebrać siły na Sarcofago. Niestety to jest ta bolączka, że kiedy się nie ma praw do nazwy to każdy może być Sarcofago. Wyglądali komicznie a kiedy zjebali Black Vomit zrobiło mi się przykro. Rotting też jakoś inaczej.
Lepiej się zrobiło dopiero kiedy zmienił się gość na bateriach bo miał długie czarne kudły i wymalowany ryj i chyba był to jedyny człek, który miał coś wspólnego z dawnym Sarcofago bo zrobiło się inne granie. Wiadomym było jednak, że i tak wszyscy czekali na Nightmare a ten koszmar był taki se.
Sorry Boys świadomie odpuściłem bo to war metal więc niech się inni bawią. Z całego war metalu to najbardziej lubię Bolt Thrower ale ich nie było no i może bym sprawdził odkrycie Piotrusia Metalizeda, który w rozmowie z iskrą w oczach opowiadał, o jakimś war metalu z Korei tej lepszej. Ja się tylko zapytałem czy robią tam ŁUUUU na co on odpowiedział, że jeszcze kierwa jakie!!!.
A potem trunki się lały wszelakie a z głośników leciały poważne smerfne hity.
Sobota po ogarnięciu się, ciepłe jedzonko i jedziemy. Rzut kto tam rozpoczyna i jakiś Morghuul. Nie widziałem, Miechu mówił, że nie zdążył co w sumie nie jest dziwne skoro ich cała twórczość to raptem 28 min muzyki.
Wbiłem za to na Megatherion i tu też gramy mixa Desaster/Destroyer ale obejrzałem cały bo jakoś im to wychodziło mimo, że grali cały czas "ten sam kawałek". Ejakulator nigdy mnie nie kręcił więc kątem oka rzuciłem i powiedziałem nara.
Acid dobre granie do konduktu pogrzebowego. Babka wcisnęła się w ciasne skóraki i wyglądała jak wal wyrzucony na plażę ale z gardła jeszcze pocisnęła.
Wszyscy się obsrali o Possession bo takie możliwości a ponoć nuda w chuj. Ja tego nie odczułem bo to był najbardziej diabelski set całego festu a pikanterii dodawał jeszcze fakt, że wokalista miał wyjebane na publiczność i grał jakby był gwiazdą roka. Mi się podobało takie nonszalanckie zachowanie, za to szacunek a jak ktoś ma problem to co można poradzić.
W końcu przyszedł czas na to co tygryski lubią najbardziej czyli Tankard taki 50% składu. Co tu gadać??? Widać było, że oni wiedzą jak rozjebać scenę bo chociaż lało niemiłosiernie to tłum pod barierkami robił się gęstszy a oni rzucali ciosiwami jeden po drugim a wokalista mimo, że kałdun miał wielkości Miecha biegał i skakał cały czas. Pod sam koniec zrobiła się śmieszna sytuacja bo Andre poprosił jedną z foczek aby weszła na scenę. Była to jakaś Sylwia, młoda foczka, dla której ta chwila sprawiła, że majtki zrobiły się mokre mimo, że mogła być córką Andreasa. Na sam koniec jeszcze zapytał się jej czy pamięta okres kiedy wydawali drugi album (nie pamiętała bo jej jeszcze nie było) i sam Andreas to jeszcze dopowiedział i przypierdolił Chemical Invasion a wcześniej jeszcze Zombie Attack.
Mokry jak szczur po secie Tankard poszedłem się przebrać ale stwierdziłem, że laski grające war metal na sam koniec to już będzie ironia i wolałem sączyć piwka.
Towarzystwo było wyborne, każdy każdemu jechał i śmiechów nie było końca. Byli też tacy, których degenerację obserwuję z roku na rok jak koleś, który nawet nie wie, że jego twarz samoistnie się dziwne wykrzywia bez względu czy mówi, czy milczy. Podbiła też do mnie jakaś młoda metalowa gwardia, której ktoś powiedział kim jestem a potem się okazało, że czytają forum. Śmieszna sytuacja bo myśleli, że da się opowiedzieć historię metalu w dwa kwadranse.
Zasady, które miały być poszły się jebać już w czwartek bo parking jak pisałem mały a jeszcze jakaś łajza wysypała na niego kilka hałd kruszywa do ubijania podłoża. W samym grodzie i przed było bagno bo kolo co to organizował myślał, że jedna bela siana wystarczy aby dało się normalnie chodzić.
Buty jeszcze dzisiaj doczyszczałem z żółtego błota.
Zdarzyły się też dwa cudy. Pierwszy jak odnalazłem telefon w pobliżu naszych namiotów, który musiał mi wypaść jak zaliczyłem glebę. Dzięki koledze Marianowi odnalazłem go bo w środku nocy obudziłem go i kazałem dzwonić.
Drugi cud to jak pakowaliśmy się to odnalazłem moją imprezową szklankę do rudej, którą zgubiłem w piątek też w lesie. Była cała!!!
Tak więc do następnego o ile takowe nastąpi.
GRINDCORE FOR LIFE
Awatar użytkownika
TITELITURY
Tormentor
Posty: 5418
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Chmurokukułczyn

TITELITURY

Byli też tacy, których degenerację obserwuję z roku na rok jak koleś, który nawet nie wie, że jego twarz samoistnie się dziwne wykrzywia bez względu czy mówi, czy milczy.
To mój bdb kolega. Fakt, od piątku jechał na mefedronie zapijanym wódką, ale wierz mi, on po prostu ma taką urodę, bo na trzeźwo też wygląda w ten sposób. Taka uroda... lub raczej jej brak. :lol:
Dum bibo piwo, stat mihi kolano krzywo.
Awatar użytkownika
Hajasz
Raubritter
Posty: 6279
Rejestracja: 9 lat temu
Lokalizacja: Opole

Hajasz

TITELITURY pisze: tydzień temu
Byli też tacy, których degenerację obserwuję z roku na rok jak koleś, który nawet nie wie, że jego twarz samoistnie się dziwne wykrzywia bez względu czy mówi, czy milczy.
To mój bdb kolega. Fakt, od piątku jechał na mefedronie zapijanym wódką, ale wierz mi, on po prostu ma taką urodę, bo na trzeźwo też wygląda w ten sposób. Taka uroda... lub raczej jej brak. :lol:
Aż mi się przypomniała ta scena z PF
Lance: Co sądzisz o Trudi? Nie ma faceta, może razem pofruwacie?
Vincent Vega: Która to? Ta z gównem na twarzy?
Lance: Nie, to Jody. Moja żona.
Vincent Vega: Bolesna pomyłka.
GRINDCORE FOR LIFE