31 lipca, nakładem Darkness Shall Rise Productions ukażą się wznowienia 2 pierwszych albumów "kredek" i EP-ki Vempire. Dusk And Her Embrace zostanie wznowiony w wersji oryginalnej, tj tej odrzuconej przez wytwórnie, nagranej w pierwszym składzie.
To w zasadzie całość dyskografii Daniego, która mnie interesuje, więc biorąc pod uwagę ceny dotychczasowych wydań, pewnie się skuszę.
Obejrzałem sobie jak dotąd najsłabszy film Dario Argento, jaki widziałem i na koniec tam leci kawałek tytułowy, który łatwo rozpoznać, że z udziałem wokalnym i lirycznym Daniego Filtha, więc może fani nie znają, a by chcieli, to pozostawię tu info. Filmem tym jest La Terza madre aka Mother of Tears z 2007 roku i bym to ocenił w granicach 4-5/10 i w zasadzie poza cyckami (w tym córki reżysera, grającej główną rolę), to nie ma on za bardzo nic do zaoferowania, a efekty, no to 2007 CGI i wszystko jasne - oczy bolą. Jedyna ciekawostka chyba taka, że to zdaje się część quasi-trylogii z Suspirią i Inferno.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Pani Marie, co to grała na klawiszach, ogłosiła, że odchodzi ze składu. W ślad za nią poszedł mąż, gitarzysta Marek, publikując przy okazji oświadczenie, w którym wylał trochę żali. Zaznaczył jednak, że dokończy trasę z zespołem.
It is time after miracles
and I am its prophet
I have not come to cure
but to bear witness decease
yog pisze: rok temu
Obejrzałem sobie jak dotąd najsłabszy film Dario Argento, jaki widziałem i na koniec tam leci kawałek tytułowy, który łatwo rozpoznać, że z udziałem wokalnym i lirycznym Daniego Filtha, więc może fani nie znają, a by chcieli, to pozostawię tu info. Filmem tym jest La Terza madre aka Mother of Tears z 2007 roku i bym to ocenił w granicach 4-5/10 i w zasadzie poza cyckami (w tym córki reżysera, grającej główną rolę), to nie ma on za bardzo nic do zaoferowania, a efekty, no to 2007 CGI i wszystko jasne - oczy bolą. Jedyna ciekawostka chyba taka, że to zdaje się część quasi-trylogii z Suspirią i Inferno.
Z serii o trzech matkach to Suspiria oczywiście jest złotem, Inferno jest dużo słabsze, ale ma kilka bardzo dobrych momentów, a Mother of Tears to słabizna. Żeby nie było całkowitego offtopu, to powiem, że The Principle of Evil Made Flesh i V Empire to również jest czyste złoto i już nie mogę się doczekać jak mi przyślą artbooki z Darkness Shall Rise.
W końcu się zebrałem i posłuchałem tego nowego albumu. Były buńczuczne zapowiedzi, nowe otwarcie i generalnie wszystko miało być ideolo.
Problem tylko leży w tym, że będąc na garnuszku takiej Napalm Records i nie nazywając się Feuerschwanz to można sobie ot tak pierdolić i może młodzi uwierzą, że będą świadkami jakiegoś ciosu. Dani albo wierzy w pokemony albo żyje w przekonaniu, że jego fani to zaślepieni debile bo wystarczy się cofnąć do 2015 roku kiedy to autentycznie było nowe otwarcie doskonałym albumem Hammer of the Witches a kolejne choć już nie tak dobre to jednak poziom trzymały. Niestety choć obecnie Nuclear Blast to już niewiele znaczący label to jednak poziom i prestiż znacznie wyższy niż Napalm Records, która to może co najwyżej stawać w szranki z Blue Star. Tak więc cóż to takiego nowego mamy na nowym albumie i czy w ogóle jest nowe?
No jest a nazywa się Zoe i niestety to nowe wypada bardzo słabo a w wielu momentach tragicznie. Kiedy pani Zoe śpiewa normalnie to jeszcze moje szkło stoi w barku ale kiedy zaczyna uskuteczniać te swoje quasi operowe zawodzenia w stylu aaaaaa, eeeeee itp to szklanki chowają się w folię bąbelkową aby przetrwać. Jeżeli taki wyga jak Dani słuchał tego i nie miał żadnych obiekcji jak to brzmi to ja nie mam pytań bo koniec jest bliski. Kompletnie nic w głowie nie zostaje po tej płycie. Kolo na bateriach wygrywa tak infantylne i przewidywalne partie, że się odechciewa. Gitary coś tam próbują ciągnąć do przodu ale sekcja rytmiczna jest okrutnie prosta. Na koniec Dani, który próbuje z fatalnym skutkiem drzeć wysoko japę ale nie te lata i zapewne nawet nie wie, że ma struny zjechane i się po prostu nie da. Najlepsze są te chwile kiedy po prostu deklamuje i nie próbuje wrzeszczeć.
Egzotyczny jest ten skład angielsko amerykańsko czeski i zaczyna trzeszczeć i chyba jak to piszę to już coś tam pierdolnęło ale w zasadzie to rolada wywalona. Patrząc na rozkład wydawniczy to kolejny album chyba w okolicy 2030 roku albo może lepiej nigdy.
Pewien nasz premier mówił, że ważne jest jak się kończy a tu coś jebnęło, coś pierdolnęło obracam się i patrzę a jakiś niskorosły ludek wypierdolił się na rowerku.
Pięknie napisane, w wielu punktach się zgadzam. Niestety obnażenie tego całego burdelu z kontraktem itp. syfem rzuca niefajne światło na to wszystko.
Od dobrych kilku lat rzeczywiście Dani powinien tylko deklamować, bo to lepiej wypada, skrzek po prostu mi "minął". Nic w tym złego. Lata robią swoje. Może już nie wyciąga.
Ja tak tylko nie kumam po co Suffocation im na trasie i vice versa...
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Ja sobie jebłem 2 pierwsze pelniaki i EPkę Vempire na wosku z ostatniej reedycji Darkness Shall Rise i w temacie Daniego jestem już happy. Może się jeszcze skuszę na Dusk... w wersji 1996A.D. Względem reszty zgubiłem trop lata temu i nawet nie chce mi się sprawdzać. Natomiast szanuję, że Dani potrafił dostosować się do innych realiów i utrzymać zespół na powierzchni.
Damnation and a Day, nadal najlepsze. Numery i brzmienie, bo przesadzone z długością. Ale płyta podzielona na akty. Fajnie, że utrzymuje to przy życiu, bo chyba lubi to, co robi? Smutne, że gdy pojawił się większy piniunc, zrobił się z tego Januszex. No, ale w realiach gospodarki wolnorynkowej, chyba inaczej się nie da? Czytałem niedawno krytyczny wpis na fb, odnośnie Vader i januszowego podejścia Generała, ale autor jeszcze bardziej zbeształ Kat. Bo tam ponoć cebula z wąsem wysypywała się workami, już na wysokości OWŚ.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Ujmę to tak- cholernie czasem rozumiem wszelkich liderów, że się obwarowują aneksami, umowami, bo ludzie często są tak niesolidni, że to koszmar. I fajnie narzekać, komentować, ale facet wkłada w to masę czasu, serca etc. i mając w kapeli takie problemy jak przypadkowa absencja, co rujnuje szereg umów, to się można totalnie wkurwić.
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zsamot pisze: 11 mies. temu
Ujmę to tak- cholernie czasem rozumiem wszelkich liderów, że się obwarowują aneksami, umowami, bo ludzie często są tak niesolidni, że to koszmar. I fajnie narzekać, komentować, ale facet wkłada w to masę czasu, serca etc. i mając w kapeli takie problemy jak przypadkowa absencja, co rujnuje szereg umów, to się można totalnie wkurwić.
Tak, bo w tym wpisie było głównie o podejściu Romka, który był przedstawiony jako lekkoduch i nieogarnięty życiowo pijaczek, choć całkiem inteligentny. Najbardziej oberwało się Irkowi Lothowi. Ponoć leń niesamowity i także lubiący napoje wyskokowe. Autor przytoczył wypowiedż Jacka Hiro, który jechał do Lotha przećwiczyć numery na Popiór. Na miejscu ponoć skacowany Loth oznajmił, że nie przygotował się. To z książki Metal & Hell ponoć, choć nie czytałem. Za to Roman sam dyplomatyczniej stwierdził, że Irek był średnio zainteresowany graniem, dlatego wyleciał. Granie w zespole, to ciężki kawałek chleba, kiedy nie ma zgranego dynamicznego zespołu. Rozumiem Vikernesa, który wolałby odsiedzieć kilka kolejnych lat, niż grać próby z zespołem.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Ano było tak... Hiro się przejechał z Krakowa, by niemal pocałować klamkę. Cudowne podejście, wyjebać kogoś na ponad 5h z życia, kasę na paliwo i potraktować jak gówniarza. Niestety, ale wielu powinno iść do przysłowiowej fabryki, skoro im tak źle w zespole...
Użytkownika cechuje brak gustu i w ogóle elementarna słabość do tandety muzycznej.
Zsamot pisze: 11 mies. temu
Niestety, ale wielu powinno iść do przysłowiowej fabryki, skoro im tak źle w zespole...
Niejeden cymbał, nie wie jakie go spotkało szczęście, że zarabia na tym, co lubi. Jak sie nad tym pochylić, to taki Kałboj, poza byciem bucem, miał dużo determinacji by zawlec te bandę przepitych leni do studia, czy na scenę. Każdy kij ma dwa końce.
Byłem rasowym metaluchem jednakże to dawno i nieprawda a co do bycia intelektualistą to od zawsze nim byłem
Zsamot pisze: 11 mies. temu
Niestety, ale wielu powinno iść do przysłowiowej fabryki, skoro im tak źle w zespole...
Niejeden cymbał, nie wie jakie go spotkało szczęście, że zarabia na tym, co lubi. Jak sie nad tym pochylić, to taki Kałboj, poza byciem bucem, miał dużo determinacji by zawlec te bandę przepitych leni do studia, czy na scenę. Każdy kij ma dwa końce.
Kwestia czy faktycznie lubią to co robią, czy lubili kiedyś, a potem "tak już zostało" - i jest odklepywanie wyuczonej rutyny i powinności. Zresztą, w naturze człowieka leży nie docenianie tego co się ma, a oglądanie się na innych i marzenia o sięgnięciu niebios.
"Metal i Piekło" naprawdę warto przeczytać - brutalna demitologizacja magicznej otoczki tego zespołu (pomijając może Regulskiego, Mrowca i paru osób mniej lub bardziej zbliżonych do zespołu, które są w pozytywnym świetle przedstawione). Nawet człowiek nie wiedział jakie to są toksyczne klimaty, począwszy od atmosfery w zespole, kończąc na całym tym biznesie muzycznym, gdzie normą było np. sabotowanie występów konkurencji i innych smaczkach, po czytaniu których, czytelnik ma się ochotę przerzucić z metalu na tybetańskie mantry. Od samego czytania o tych perypetiach, można poczuć wypalenie, haha.
Dzisiaj spotkałem się z dawno nie widzianym kolegą też tzw. hard fanem COF i tak kiedy sobie opierdalaliśmy obfity obiadek i gadka zeszła w muzę ten tak sam od siebie zaczął mówić o tym zespole. Nagle padł tekst. Wiesz Hajasz COF generalnie zakończył poważne granie na Nymphetamine!!!
Mówię ale potem było kilka fajnych płyt co ujmy nie przynoszą. Kumpel mówi, że racja ale on ma na myśli obraz jaki pozostał mu w pamięci.
Więc pytam jaki to obraz a on prawie jakby czytał w mojej głowie, że to wideo do Nymphetamine, które jest tak prawdziwe jak tylko się da. Więc ja mówię mów dalej bo jestem ciekawy bo znam jednego też hard fana ale raczej debila, który boi się powiedzieć kiedy coś nie wyszło. Szandor bo tak kumpel ma ksywkę z iskrą w oczach mówi pamiętasz ten teledysk??? Pamiętam bo jak można nie pamiętać. No właśnie to jest 100% szczerości bez żadnego kalkulowania. Mówię kontynuuj bo jestem bardzo ciekawy. Otrzymałem niemalże godzinny elaborat o jednym teledysku więc skrócę to co najważniejsze.
Tak tam jest fajne granie bez spiny, pomalowane japy i nikt się nie wywyższa. Sporo odniesień do tzw. balów maskowych i kończących je orgietek także w maskach bo jasne wtedy nikt nie poznawał tego drugiego. Dani w płaszczu rodem jak Hellraiser to faktycznie jedna z najlepszych charakteryzacji i jeszcze te prawie, że dredy niczym Jeff Walker w Corporal... Tak to prawda bo sam na to zwracałem uwagę, że ta stylówa im się udała. No dalej było jeszcze lepiej bo padł temat tego jak Dani trzyma ten dziwny mikrofon i jak sensualnie go liże no bo tak robi. W sumie przypomniałem koledze, że jeszcze bardziej sensualnie się oblizuje jak te dwie foczki sobie wąsa malują czy tam co bo nie pamiętam a on tam z partyzanta je podgląda. No i takie potem erotyczne gadu gadu weszło i na sam koniec (wiedziałem) wjazd o foczce na huśtawce. Wbiłem pierwszy z tekstem no to najlepszy kobiecy wokal jaki miał zespół i super, że w teledysku Liv jest mimo, że dla mnie ma trudną urodę. No właśnie ta huśtawka zrobiła cały ten teledysk bo co by nie mówić Norweżka ma specyficzny głos a jeszcze w tym ubranku i zwłaszcza tych butach zrobiła więcej niż połowa tego kawałka. Tak sobie dalej rozkminialiśmy zespół i to co było dalej ale byliśmy zgodni, że to wideo to było coś ponad co więcej Dani z ekipą tą czy inną już się nie przebił. Tako oto sobie pogadaliśmy przy dobrze zastawionym stole.
Na fali chęci powrotu do klimatycznego metalu z lat 90tych włączyłem sobie po dobrych kilkunastu latach Dusk... And Her Embrace i zostałem totalnie zdmuchnięty. Ta płyta nic a nic się nie zestarzała. Szczerze powiedziawszy, myślałem, że jak jarałem się Kredkami za gnoja, to dzisiaj będzie "aha, ok" a tu ciągle rozpierdol. Bębny Barkera masakrują po całości, wokale Grubej Sary niezmiennie nasycone erotyzmem idealnie wpasowują się we wściekły klimat płyty, a niby śmieszne piski Daniego robią doskonałą robotę dopełniając dojebane kompozycje i nadając im straceńczego klimatu zamurowanej we własnym zamku psychopatycznej władczyni. Pokażę paluchem raz jeszcze na Sarah Jezebel Devę, bo to, jak ona wchodzi z monologami w tytułowym kawałku, czy też w Funeral in Carpathia a już najbardziej jak w Beauty Slept in Sodom mówi "lightbearing Samael", to włos się jeży na jajach i penis budzi się do nędznego, ale jednak, życia. Do tego wszystkiego niby atmosferyczny, gotycki black, ale jednak w tej muzyce jest wspomniany właśnie straceńczy, wisielczy i trupi jad i to myślę on w 2026 sprawia, że muzyka ciągle się w pełni broni.
Świetny album i zdecydowanie najlepsza płyta, gdzie na wokalu jest mały Dani, co ma Szatana w krtani.