Po tych kilku singlach zapowiadających Omnicide - Chapter I miałem obawy ... i niestety słuchając całości utwierdziłem się, że to najsłabszy album spod znaku TH.
Do czego innego przyzwyczaił ten duet. Co z tego, że wokale są nadal bardzo dobre. Same płyty nie uratują.
tomder pisze: 3 tyg. temu
Gdzie się podziała wściekłość? Gdzie się podziała szybkość z Caviary, gdzie klimat z Rubezahl'a i agresywność?
Zrobiły sobie puf! jak purchawka przypadkowo nadepnięta w lesie...
Nagrali płytę delikatną, z ładnym brzmieniem i grzecznymi atmosferycznymi wstawkami - czytaj bardziej słuchalną i łatwą w odbiorze. To ma być TH?
Słabe i bez historii.
There's something growing in the trees__Through time war prevails____Wśród jeszcze żyjących kłamstw,
I think it's a different me_______Thoughts fears cast aside_____Gnębiących ten Biały Ląd.. ___Face the consequence alone ___With HONOUR ~ VALOUR ~ PRIDE
Niestety ale kolega @brzask masz racje. Przesłuchałem ten album ale to było męczące. Nie wiem w sumie co tam poszło nie tak ale chyba po prostu jak dla mnie mało pomysłowy ten album, słabe riffy, może jest kilka ciekawych momentów i zagrywek ale dla mnie to niestety za mało. Do Caviora ten album nie ma podjazdu ani też do Indian Summer. Wrzucę pewnie jeszcze raz na odsłuch ale szczerze to jakoś nie mam bardzo ochoty. Wolę sobie wrzucić ostatni pełniak Black Witchcraft bo powoli zaczyna mi się muza od nich podobać.
Już bylo wiadomo dawno jaka chujnia sie zrobi z tym zespołem jak zobaczylem na koncertach typów w koszulkach TH z tunelami w uszach, a pozniej recenzję ich płyt robił Northazarate xD Ogromny szacun do Paimona za całą twórczość, której zakładam 90% aktualnych sluchaczy TH pewnie nawet nie zna. Ale ten album jest po prostu cienki. Przesluchalem może z 4 razy i nie siadło w ogóle. Jak ktos wcześniej wspomniał - takie to wygładzone i pozbawione tego nienawistnego klimatu. Poziom Rubezahl bedzie im ciężko już przeskoczyć.
No to jest argument, jak wygląda przypadkowy koleś w koszulce...
Założenie oczywiście z dupy, bo przecież nie mają oni dostępu do internetu.
Pomijając, co to ma za znaczenie? Skoro mowa o płycie A, to nie muszę być "fanem" płyty x,y,z.
ale najwyraźniej "prawdziwość" w natarciu.
SepticSchizo pisze: dzień temu
Już bylo wiadomo dawno jaka chujnia sie zrobi z tym zespołem jak zobaczylem na koncertach typów w koszulkach TH z tunelami w uszach, a pozniej recenzję ich płyt robił Northazarate xD
Rozpierdala mnie zawsze ta paralogika oceniania muzyki przez pryzmat tego, kto przyszedł na koncert albo ocenił zespół. Tu mamy level wyżej: przewidywanie na tej zasadzie jakości muzyki jeszcze nie wydanej
Sam album podoba mi się na razie najmniej z dotychczas wydanych. Są ciekawe momenty i może z czasem jakoś to zażre, ale póki co mam wrażenie, że złożeńsze aranżacje zadziałały tu tak, że stłumiły wcześniejszą bezpośredniość, ale nie dodały w zamian nowego wymiaru.
Rozpierdala mnie zawsze ta paralogika oceniania muzyki przez pryzmat tego, kto przyszedł na koncert albo ocenił zespół. Tu mamy level wyżej: przewidywanie na tej zasadzie jakości muzyki jeszcze nie wydanej
A mnie kiedyś rozpieldalała, ale potem zrozumiałem, że ta mądrość ludowa jest prawdą, a ocenianie kogoś po wyglądzie, to nie chamstwo, a zwykłe odnajdywanie się w świecie. Dlatego oceniam po wyglądzie w najlepsze i wolałbym, żeby o to, czy mam jakiś problem, pytał mnie facet ubrany w garnitur lub sweter, niż w dres. I stąd też ocenianie zespołów przez pryzmat publiki nie wydaje mi się takie bezsensowne. Z doświadczenia wiem, że inna wyglądem i wiekowo publika przyjdzie posłuchać jakiegos siarczystego, blackmetalowego wygaru, a inna Rotting Christ, czy Children of Bodom, a jeśli pod sceną jest pełno myszowatych pizdul z grzywką, to prawnie na pewno gra jakiś gotycki rock. Tunelarze na gigach TH mogą oznaczać, że np. przenikneła do mainstreamu i stała się modna, bo jest łatwo przyswajalna. Tak odbieram ten ich nowy album, jako łatwo przyswajalny. Dalej obecny w niej jest ten minimalizm, ale jakoś tak bardziej melodyjnie się zrobiło i spokojnie. W żaden sposób mi to jednak nie przeszkadza. Znajduję ten krążek może faktycznie nie tak dobrym, jak poprzednie, ale nie uważam za tragiczny i niesłuchalny. W niektórych utworach ta repetytywnosć potrafi mnie naprawdę porwać.
A ja się właśnie zgodzę z @Zsamotem i, poniekąd, @TITELITURY. Nowa płyta jest świetna i jest, wg mnie, o wiele lepsza od poprzednich materiałów. Nie wiem, gdzie Wy słyszycie wszyscy jakieś melodyjki, kompromisy i regulaminy, bo płyta jest przede wszystkim wolniejsza od Caviary to the General, czy od Indian Summer Brought Mushroom Clouds. Wolniejsza i bardziej apokaliptyczna oraz złowieszcza, czym też bardziej nawiązuje do najlepszego Thunderbolta, którym to, jak wszyscy wiemy, jest Apocalyptic Doom (#napółce #fp #jsn).
Trochę chciałoby się powiedzieć "dojrzalsza", ale w dzisiejszych czasach w przypadku black metalu ma to nieco pejoratywny wydźwięk, więc dodam, że "dojrzalsza w ramach dojrzewania pogardy do ludzi". Czy dla szerszego audytorium? Czy dla festiwalowych brudasów z tunelami w uszach? Być może, ale słuchając tych numerów z Omnicide Part 1, słuchając wokali i bębnów, chłonąc klimat w ogóle nie słychać, żeby ten projekt miał za cel stanie się hamburgerem dla każdego, tylko raczej to właśnie "każdy" chciałby takiego hamburgera chwycić w dłoń i dzięki temu mieć kolegów w długich włosach i w szeroko pojętym podziemiu. Tylko nawet jak każdy go chwyci, to zdecydowanie nie każdy w pełni zrozumie.
Poprzednie materiały są spoko i tylko spoko. Dla mnie black metal to jednak musi być coś więcej niż nienawistne napierdalanie pod starą Norwegię i jeśli dodamy do tego ten powoli sączący się w ucho jad, który zresztą i tak nie zabiera tej wściekłości, gdyż ona przecież cały czas tutaj jest, to wychodzi współczesna płyta black metalowa, która jest lepsza niż cokolwiek, co Terrestrial Hospice nagrało wcześniej, która jest lepsza niż cokolwiek Tortorum i lepsza niż cokolwiek od Black Witchcraft.
Obok Throat i Impure Declaration czołówka black metalu z Polski w tym roku.