Inade to jeszcze jeden projekt pochodzący z Lipska i nagrywający dla Loki Foundation, której są właścicielami. Projekt założony w 1991 roku a tworzą go Knut Enderlein i René Lehmann. Projekt ten prezentuje najmroczniejszy odłam ambientu zwany Deep Ambient. Nieziemska muzyka Inade to piękno, majestat, groza i tajemnica.
Inade posiedli umiejętność tworzenia muzyki nadającej się tak do świątyń jak i do planetariów. Dźwięk posiada tu niebywałą siłę, dociera do nieświadomości, jest w stanie wywołać stany hipnotyczne. Wielka część wytworów Inade ma ścisły związek z kosmosem. Ewokowane przez dźwięk astralne ekskursje wiodą w niezbadane, mroczne światy. Oglądamy/słyszymy spacjalne pejzaże, jesteśmy świadkami narodzin nowych planet jak i katastrof zwiastujących nam apokalipsę. Albumy Inade to precyzyjne, przestrzenne pozaziemskie misteria. Każdy stanowi solidnie doskonale skonstruowany projekt audiowizualny.
Tym obrazowym opisem narobiłeś mi smaka. Sprawdziłem na szybko parę próbek z bandcampa i są spore szanse, że muzyka Niemców pochłonie mnie równie mocno co uwielbiane przeze mnie CBL. Poczekam parę godzin i zabiorę się za słuchanie.
Ryszard pisze: 7 lat temu
Trochę za dużo wina, przystojny kolega w koszulce Dissection, At the Gates z dyktafonu... I zaraz pedałują się tekie satany w parku na ławce, za ręce się trzymają... Teczowy Black Metal hahahaha
Dzięki. Na razie wrzuciłem dwie trochę późniejsze rzeczy: Samadhi State i Antimimon Pneumatos. Chapel Perilous - albo czytają Wilsona, albo eposy rycerskie - już ich lubię.
Przebiłem się przez kilka albumów - interesujące, ale jak na mój gust (jeśli chodzi o ambient) zbyt wiele się na nich dzieje. To paradoksalnie odciąga uwagę.
Odrobinę zawiodłem się na nowej płycie Inade. Brakuje mi tam tego mistycznego transu i rytmu. Tym razem można powiedzieć, że panowie nagrali tylko bardzo dobry dark ambientowy album, na którym zabrakło miejsca na rytuały i plemienne rytmy.
Mimo tego album absolutnie nie jest nudny, co to, to nie przecież to Inade i posłuchałem sobie go dzisiaj chyba z pięć razy ochładzając się zimnym piwkiem.
Niech sobie też nikt od razu nie myśli, że tym razem na płycie jest tylko mrok bo te charakterystyczne ich zagrywki i patenty owszem są na płycie tylko nie w takich ilościach i formie do jakiej przywykłem. Pomimo tego drobnego szkopułu to bardzo fajny mroczny album.