Ryszard pisze: 7 lat temu
Jak ja zaczynalem to metal byl strasznie czarno-bialy i pelen kontrastow czy kapel zakazanych - pedalskich.
Wydaje mi się, że właśnie Celtic Frost po
To Mega Therion właśnie do takich kapel należał, skręcił za bardzo na salony dla starych fanów i był zbyt mało przystępny, nieoszlifowany dla szerszego grona słuchaczy. Stąd ostatecznie skok w postaci
Cold Lake, na który przecież taki Kreator czy Sodom nie musiały się decydować.
W tej książce
Metalion: Slayer Mag Diaries jest taka historia o Hellhammer, że tam w Norwegii chłopaki robili jakiś zin, na zasadzie heavymetalowy, nie jakieś wielkie ekstremy, bo to był rok powiedzmy 1984 i jeden z ziomków tegoż Metaliona dostał przesyłkę od Toma G., wtedy jeszcze pewnie znanego jako Satanic Slaughter. Ogólnie metal był spoko, do ztolerowania, ale już jak Hellhammera fotki, okładki i flyersy matka jednego z tych kumpli zobaczyła to one zniknęły bezpowrotnie, a jeden i drugi kumpel pod presją rodziców zaraz wycofali się z takiego grania, w jakim gustowali najsrożsi zawodnicy. I tak powstał norweski
Slayer Mag na gruzach czegośtam wcześniej.
A wracając do tematu, to takie
Pleasure to Kill wchodzi łatwo, nie jest przesadnie wymagające, wymusza skupienie na wpierdolu, jaki dostajesz od Mille z Ventorem, a Celtic Frost hipnotyzuje, zaskakuje, wciąż się zmienia, dodaje nowe sztuczki do niby już znanego schematu, wymaga uwagi, własnego wkładu słuchacza w tę muzę, a przy okazji - jak by nie było - są klawisze, więc dla niektórych z automatu pedalstwo - nie o to w thrashu czy punku chodziło. Trudna jest to muzyka, szczególnie zaś
Into the Pandemonium, gdzie rzeczywiście wynaleziono nie jedno koło, a niemal tuzin - czasem, w jednym kawałku, po kilka podgatunków metalu tam wykuto, bodaj po raz pierwszy.
deathwhore pisze:
yog pisze: 7 lat temu
Bardziej o Hellhammera mi chodziło niż Euro, ale przecież na tle innych gitarzystów blackowych z tamtego czasu to i tak sobie doskonale radzi
Hellhammer może i tak, ale Euronymous nawet na tle innych gitarzystów black metalowych z tego okresu radzi sobie w najlepszym przypadku przeciętnie. Varg na debiucie albo Aske też był doskonały technicznie i na tle reszty radził sobie doskonale?
Nie gram na gitarze to się nie znam, ale w tym graniu Euro jest coś takiego ciut niepodrabialnego, że te riffy zdają się wybrzmiewać niemal bez końca, dając jakieś takie wrażenie, że to Life Eternal to sprawa bardziej prawdopodobna, że i w zaświatach te riffy wybrzmiewają

Dodatkowo jeszcze, moim zdaniem, popisówa Varga na basie zacna (tam, gdzie go słychać). Jeśli o stare Burzumy chodzi i Burzumy ogólnie, to Varg zdecydowanie do wirtuozów nie należy, ale ma niezwykły dar docierać do sedna bardzo prostymi środkami - w przypadku debiutu są to przebojowe riffy, nostalgiczne melodie, opętane wrzaski i perkusja w tradycji pierwotnych sodomitów. Co samo w sobie z kunsztem technicznym nie ma nic wspólnego, a wręcz ten jest niewskazany
A moje bardzo dawne wcześniejsze porównanie, że DMDS to
Altars of Madness black metalu wynika też z tego, że ta płyta to jest taki właśnie portal poza materialną rzeczywistość, gdzie dalej, założę się, te riffy Euro wybrzmiewają, a Dead spisuje teksty własną krwią
