ale jak ktoś przynajmniej trochę słuchał metalu, to taki Ghost go po prostu nie zainteresuje
To jak wytłumaczysz mój przypadek? Metalu słucham nieprzerwanie gdzieś tak od 2002 r., ale już pod koniec lat 90. miałem dwie płyty Iron Maiden, które czasem kręciły się w moim odtwarzaczu. A jednak dziś już heavy nie słucham w ogóle, natomiast ten właśnie Ghost jest wyjątkiem od reguły. Te wszystkie Grave Diggery, Running Wildy, Satany, cała ta hałastra jest dla mnie nie do zniesienia, a Ghost inaczej. Lubię, słucham i sprawdzam, co tam u nich piszczy, zaś "Opus Eponymus" kręcił się u mnie nieprzerwanie przez dobry tydzień lub dwa, a to jak na mnie ewenement. Kawałek "Witch" miałem nawet ustawiony jako dzwonek pod kontakt "mama" w telefonie. Ja to sobie tłumaczę tym, że ci Szwedzi po pierwsze, jak słusznie zwróciłeś uwagę, świadomie poruszają się w estetyce kiczu. To wszystko jest podpięte na staroszkolny horror oraz te wszystkie filmy eksploatacji z lat 70. i 80., o czym już tutaj wspominałem. Tak jak w filmach Tarrantino, który też do nich nawiązuje. Bardzo mi ta estetyka pasuje, chyba nawet bardziej, niż kino, którym się podpiera, bo większość z tego jest gównem niezdatnym do oglądania i trzeba być naprawdę maniakiem, żeby wytrwać do napisów końcowych. Ale klimat tych płyt, okładka, teledyski, wygląd muzyków do mnie przemawia, a ponieważ ja wszelkie wydawnictwa traktuję jako całość, tzn. muzyka ma wpływ oczywiście decydujący, ale i oprawa jest dla mnie integralną częścią dzieła, to wszystko mi pasuje. Po drugie, wydaje mi się jednak, że Ghost nie jest heavy metalem
sensu stricto. Wiele w tym hard rocka, czasem pojawi się jakiś, prosty bo prosty, ale jednak, defowy riff, no i te syntezatory są pełnoprawnym członkiem zespołu. I na koniec: nie mam zamiaru bronić tego zespołu jako niekiczowatego. Ale po pierwsze, jak widzę wytapirowane fryzury, białe adidasy, trykoty oraz oliwione klaty, to nie widzę, żeby to daleko odbiegało od heavy metalowej średniej, gdzie wokaliści wyją jakby im kto jaja ścisnął imadłem, a po drugie, nie widzę nic złego w Rihannie. To, że nie lubię i nie słucham takiej muzyki, nie oznacza jeszcze, że w swojej klasie nie jest dobra, pozostając jednocześnie puplą. Lady zGaga miała parę fajnych kawałków.
A koniec końców, wszystko i tak chyba rozbija się o to, że ja i Yog lubimy po prostu piszczące klawisze i syntezatory, bo obaj też z tego co widzę bardzo lubimy BMSS.