Druga płyta ukaże się 25 kwietnia. Album zatytułowany będzie Slither in Slime i złoży się z siedmiu kawałków. Wydawcą na kompakcie będzie Memento Mori Records.
Tracklist:
1. Dragged Through Existence
2. Skin Forest
3. Spectral Visitation
4. Vampyric Inbreeding
5. Lost in the Cemetery Gardens
6. Gore Coffin
7. Gut Mauled
Po kilkukrotnym przesłuchaniu Slither In Slime wiem, że Rotheads nadal jest zespołem działającym jakby obok współczesnych trendów, zespołem, który się świetnie rozwinął i dostarczył kolejną porcję bardzo dobrej muzyki. Nie mamy tu powtórki z Sewer Fiends, Rumuni wykonali kilka dużych kroków na przód jeśli chodzi o rozwój muzyczny, dlatego też można się zdziwić, że oba krążki zostały nagrane przez ten sam zespół. Nowa propozycja chłopaków przede wszystkim idzie bardziej w bagienne klimaty, więcej tutaj pełzających riffów, mocniej niż dotychczas inspirowanych Autopsy, cała riffownia i struktury utworów są trochę gęstsze, bardziej rozbudowane, balansujące na pograniczu doom metalu niż będące esencją czystego metalu śmierci, ale przede wszystkim mają zdecydowanie mniej piosenkowy i przebojowy charakter.
Widzę, że druga płyta wyszła, ale pewnie mało wpisów w Polskim Środowisku Kolekcjonerskim było, toteż na forum również dupa cicho. Ja słuchałem jej chyba raz jak wyszła, a potem bardzo długo nic, za to kilka dni temu jakoś mi przed oczami stanęło logo kapeli i uznałem, że to znak od pana bozi i oprócz wygrażania mu piąstkami znad święconki postanowiłem zarzucić na tapet z interneciku.
Ten drugi album to w chuj inne granie od debiutu. Dużo wolniejsze, wręcz death/doomowe, ale w takim bagnistym, zadżumionym sensie. Słychać w tym dużo więcej Autopsy, ale bez tych kuriozalnych skoków między motywami. Tutaj oczywiście mamy progresywny oldskul, ale na gęstym, zwartym tle, zwartej siatce riffowania. Generalnie ta płyta przywodzi mi na myśl Gloomlord od Worm, tylko zagrany tak, jakby Unholy, odziani w koszule z Mental Funeral, na swojej trzeciej bądź czwartej płycie zaczęli grać death metal stojąc po kolana, po pas, po szyję w bajorzastym bagnie, mając cały czas rzeczony album Worm na słuchawkach. Może trochę zawiła interpretacja, ale tak mi się obrazki w głowie ustawiały.
Generalnie bardzo dobre granko i cieszę się, że posłuchałem porządnie. Bo też i debiut sobie odnowiłem i także bardzo dobrze mi się z nim spędzało czas. Tutaj to akurat poza srogim oldskulowaniem przypomniał mi się też taki duński kapel Reverie z jedynym albumem Bliss. Podobny wajb trzymali.
To teraz posłuchaj faktycznie porządnie, bo typy nagrały totalnie album pod szwedzki death metal. Głównie czapkują Gorement, ale i kilka melodii podpierdolonych Dismember. A, no kilka gitarowych patatajów, tak bardzo charakterystycznych dla Unleashed też się znajdzie. Brzmienie tylko mało szwedzkie, to mogłeś się nie zorientować. No i wokal, typ brzmi jakby nie miał siły i wyduszał słowa, więc walnęli mu dużo pogłosu, żeby to ukryć.
Inna sprawa, że te pomysły na riffy faktycznie są spoko, znajdzie się trochę (zwłaszcza w otwieraczu, potem też coś jeszcze będzie) też zagrywek przywodzących na myśl bardzo piwniczne granie pierwocin brutal death metal z okolic Nowego Jorku, chociaż nie tak intensywne.
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
Hmm, no ja jednak nie słyszę tutaj żadnej wesołej potupajki. Właśnie dużo robi to brzmienie i pogłos, które zresztą bardziej przywołują Finlandię, niż Szwecję. Stary Sentenced np. No a przede wszystkim to to, co wymieniłem wyżej. Worm, Autopsy, późne Unholy. Może jeszcze stary Amorphis?
No i słucham sobie znowu i cóż rzec. Tak jak pisałem, ja Gorement nie znam, więc ciężko mi porównać, God Macabre akurat tak, ale szczerze nie pamiętam jak grają, ale do czego zmierzam. Dla mnie elementu biesiadnego (czyli tego, co najbardziej kojarzy się ze szwedzkim death metalem - co oczywiście nie oznacza, że z każdym) nie ma tutaj praktycznie wcale. Nie wydaje mi się też, że gdyby był, to wystarczyłoby przykryć go efektami i nagle byłoby jak ręką odjął.
No i nie wiem ile złej woli trzeba mieć, żeby usłyszeć w tym Unleashed. Chyba, że naprawdę nie śpi się po nocach poszukując elementów ich muzyki w nagraniach podobających się koledze z forum