Nekroskop pisze:
Doświadczanie sztuki wykracza poza zwykłą przyjemność, a nawet przyjemność w ogóle, bo sztuka może też smucić, szokować, przerażać etc., a mimo to wciągać i fascynować. Właściwie to nie wiem, co więcej napisać, bo tłumaczę rzeczy – wydawałoby się – oczywiste dla ludzi inteligentnych.
Owszem, natomiast doświadczanie silnych emocji w bezpiecznych warunkach to też sposób na rozrywkę. Może być to pozornie nieprzyjemne, niemniej dające satysfakcję. Nie zmienia to faktu, że dalej mieści się to w dziedzinie rozrywki. Tak samo jak sporty ekstremalne (jak np. tłuczenie się przez kibiców po ryjach w lesie albo na stadionie)
Nekroskop pisze:
Opowiadanie, że każdy, kto deklaruje inny stosunek do muzyki niż ty, niejako oszukuje sam siebie i się wywyższa, żeby poczuć się sam ze sobą lepiej, jest dość kompromitujące.
Odnośnie kompromitacji - do tej pory słowotokiem przykrywasz fakt, że nie odpowiedziałeś na podstawowe pytanie: jeżeli muzyka nie jest rozrywką, to czym? Odpowiedź, że "pasją" mnie nie satysfakcjonuje, bo stwierdzenia o tym, że pasja dotyczy stopnia zaangażowania w dane działania, a nie roli w życiu (rozrywkowa, zarobkowa, religijna) nie obaliłeś.
Skąd twierdzenia o wizerunkowym traktowaniu muzyki chętnie się dowiem, zachęcam do rozwinięcia tematu.
Ciężko się rozmawia, ponieważ jest to dyskusja, która niekiedy wykracza poza słowa. Ktoś, kto ma doświadczenie np. z odmiennymi stanami świadomości rozumie, że są to często przeżycia, których nie da się w żaden sposób opisać. Nie tylko dlatego, że są tak abstrakcyjne i dziwne, ale też dlatego, że doświadcza się ich na innym poziomie, tak więc to trochę jak próba opisania świata osobie od urodzenia niewidomej.
Wszyscy schizofrenicy i spora część ćpunów jakich znam mówią podobnie. Odmienne stany świadomości są całkiem fajne, pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę, że to tylko urojenia.
Nekroskop pisze:
Nie przypominam sobie, abym zbył twój „podział ról muzyki w życiu człowieka” jakimkolwiek stwierdzeniem, po prostu wcale się do niego nie odniosłem. Jakieś analizy funkcji muzyki to nie jest coś, czym jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany.
Jeżeli nie jesteś zainteresowany, to po co na ten temat rozmawiasz? Może doświadczyłem za mało odmiennych stanów świadomości, żeby odnaleźć w tym logikę.
Nekroskop pisze:
Chociaż pisałem wyżej o niedoskonałości słów, to jednak ich wydźwięk ma swoje uzasadnienie. Za „jebaniem” czy „rżnięciem” stoją często innego rodzaju akty niż seks z ukochaną kobietą. Być może przedawkowałeś porno.
Za seksem z ukochaną kobietą też często stoją innego rodzaju akty niż za innym seksem z ukochaną kobietą, za jebaniem często stoi inny rodzaj aktu niż za innym jebaniem, to samo dotyczy ruchania. Możesz sobie w głowie układać najbardziej uduchowione scenariusze, seks tantryczny, opowiadać o przekazywaniu energii, składać ofiarę na ołtarzu lucyfera w ramach magii seksualnej, jeść gówno, czy czegokolwiek byś sobie nie wymyślił. To wszystko sprowadza się do zaspokojenia chuci, jak to u wszystkich organizmów żywych wygląda.
Ludzki umysł jest nawet nie tyle zagadką, co jedną z największych zagadek. Z tego powodu leczenie psychiatryczne jest tak trudne, bo de facto sprowadza się do testowania na pacjencie leków, które może podziałają, może nie, a może wywołają upiorne skutki uboczne (Jordan Peterson coś o tym wie). Zrobiliśmy pewne postępy od czasów stosowania lobotomii, ale pomimo to aplikowanie psychotropów przypomina tak na prawdę walenie młotkiem w niedziałający „z jakiegoś powodu” sprzęt – może zaskoczy, a może jeszcze bardziej się popsuje.
To prawda, natomiast ni chuja nie ma wspólnego z tym co pisałem, natomiast więcej z sofizmatami gdzieś obok tematu.
Za chęcią lepszego zrozumienia danego zjawiska czy potrzebą dojścia prawdy mogą stać też inne przyczyny, niezwiązane z pieniędzmi, religią czy rozrywką. No ale ponownie schodzimy na dyskusję o rzeczach oczywistych.
Tak, jak żona cię zdradza to chcesz dociec prawdy i nie ma to związku z powyższymi. Natomiast jeżeli zgłębiasz muzykę i nie robisz tego z powodów zawodowych albo - wierząc, że komunikujesz się jakimiś tam bytami których nigdy nikt nie widział, ale jesteś przekonany, że istnieją - to pozostaje tylko taka możliwość, że jest to rozrywka. No, chyba że w końcu napiszesz co, a przestaniesz tupać nogą i mówić "nie, bo nie, bo więcej", jak to ma miejsce do tej pory.