Historyczni już Thrashersi z Rockville w Maryland i ich jedyny album, który leciał dziś przez cały dzień - stylistycznie taki miks
Atrophy,
Nuclear Assault z
Magadeth - gitarowo bardzo fajnie, masa jebitnych riffów i niezłych świdrujących solówek, tylko przy szybszych fragmentach perka nico zbyt prosta, ale już w dość częstych doom-ujących zwolnieniach dobrze wpasowana.
Edit: Dziś posłuchałem se płyty znowu - przeleciała tak z 7 razy pod rząd i w sumie przyzwyczaiłem się do tej perkusji. Te szybsze partie to miejscami tak, jakby blast-owanie z grindcore zagrać bez urozmaiceń tylko znacznie wolniej, ale są też i takie nijakie, wystukane po punkowemu, wręcz na "umpcy umpcy", ale nie to jest tu istotne, gdyż najważniejsza role odgrywają tu cudowne wręcz riffy oraz skrzętnie dodane doń jadowite popisy solowe.
