Gość, który współpracował m. in. z Trickym, House of Pain, Funkdoobiest, raperami GZA, Ice Cube, KRS-One, Eminemem czy MC Eiht, postanowił przewietrzyć szuflady i wydawać materiał bez MC. „Dies Occidendum” to tlący się, złowieszczy, podlany trapowym sznytem mroczny świat z rejonów atmospheric hip-hop, gdzie dominuje wolne i średnie tempo beatów.
Rok 2007, klasyka polskiego podziemia. Mało znana grupa, ale materiał genialny. Świetne, klimatyczne bity, lirycznie mieszanka truskulu, osiedlowego hardkoru, i paktofoniczno-magikowej psychodeli.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Pogan696 pisze: 4 lata temu
Zdechłego słucham od ponad dwóch lat i uważam, że chłopak ma zadatki na Króla Jaszczura podziemia. Wrocławski underground ma paru przedstawicieli, którzy charakteryzują się alternatywnym future punkowym trapem, który czerpie z większości z początków techno, rave mieszając to z brudem z czasów GG Alina i innych wykolejeńców. Posłuchajcie Bartuś 419. Performance połączony z garażowym noise, industrialem i dość odjechanym klimatem. Jedzie to na granicy kiczu, ale kolo potrafi się okaleczyć na występach czy też zjeść rzygi z wiadra. Nie dla wszystkich, ale nie zmienia to faktu, że Wrocław po powodzi 1000 lecia zrodził niezłe "Królewskie" podwórko. A co do Osy, to nie słyszałem, żeby nagrał słaby kawałek,... w mojej opinii. I o ile ta jego ćpunerska i dziecięca maniera w jego kawałkach mi nie przeszkadza, to osobiście nie mogę słuchać jego wywiadów.
Mądrego to i miło posłuchać. Wrocławska młoda scena hip hopowa jest zajebista.
Zdechły Osa kasuje polski rap mainstream w przedbiegach. Zgadza się, ze śmieci, wódki i orzyganej ławki, przepuszczonych przez filtr kiczu, robi sztukę, odpalasz i z miejsca dostajesz kopa w ryj, do tego manipulując wszystkim co się da, od popu przez punk po noise.
Czy jest coś we współczesnym hip-hopie, co choćby trochę zbliżyło się poziomem do Kinematografii Paktofoniki? Mam na myśli teksty, przesycone melancholią, ale i radością z życia, ten flow, te nienachalne bity, to coś co sprawia, że myśli podążają w wielu kierunkach jednocześnie, nic nie tracąc ze swej ostrości.
Czy ktoś tak teraz robi hip-hop?
Pytam się poważnie, znacie coś takiego?
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Słyszałem raz parę dni temu lovesong do patusiary i myślę, że wiele lat upłynie nim zapomnę "chciałbym namalować cię jak walisz wiadro".
Destroy their modern metal and bang your fucking head
kurz pisze: 4 lata temu
Czy jest coś we współczesnym hip-hopie, co choćby trochę zbliżyło się poziomem do Kinematografii Paktofoniki? Mam na myśli teksty, przesycone melancholią, ale i radością z życia, ten flow, te nienachalne bity, to coś co sprawia, że myśli podążają w wielu kierunkach jednocześnie, nic nie tracąc ze swej ostrości.
Czy ktoś tak teraz robi hip-hop?
Pytam się poważnie, znacie coś takiego?
Nie znam, nie interesuje mnie romantyczny hip hop. No, poza,
Co ty kurwa piłaś?
-spirytus
Wyjebane masz gdzie robisz siku pod komisariatem czy w rynku na chodniku
Przesłuchałem z ciekawości cały album Zdechłego Osy’ego (za cholerę nie wiem jak się to wymawia), muzycznie dobrze to idzie, faktycznie przełamuje jakieś tam schematy. A teksty? Przesłałem koledze kawałek, i chyba jego komentarz najtrafniej to ocenia: „Zbuntowani młodzi ludzie” - cieplej nie można było tego ująć.
Tak czy inaczej mój post nie było komentarzem do dokonań tego artysty, tylko bezpośrednim pytaniem o współczesną muzę w klimacie Kinematografii. Zatem, jeżeli ktoś zna coś podobnego, to byłbym wdzięczny za przesłanie takowej polecanki.
yog pisze: 4 lata temu
Słyszałem raz parę dni temu lovesong do patusiary i myślę, że wiele lat upłynie nim zapomnę "chciałbym namalować cię jak walisz wiadro".
Kurła, kumple z pracy mi to puścili przedwczoraj i nie wiedziałem o co kaman, ale później inni mnie uświadomili o co kaman i właśnie poleciało "Patolove" z klipem i muszę przyznać, że ten cały Zdechły Osa wydaje się być ciekawą postacią na obecnej młodej scenie. Może nawet sprawdzę więcej z czasem.
A to był komunista? Pamiętam że chciał wydzielenia części Norwegii i stworzenia tam Nordyckiej Republiki Satanistycznej, ale to chyba jednak trochę prawicowa republika miała być.
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Owszem, miłośnik komuszych dyktatur.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Jedno z największych jebnięć w mordę w "fossil" undergroundzie z lat 90 na które można się natknąć. Te beaty i mroczny klimat, ezoteryczne teksty, kurwa to jest nie do podrobienia:
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Pan Spisek, fajny ten teledysk osy, ale gdyby przestał mówić... Elektronika zajebista. Patusiary jebać prądem. Jak ja byłem młody i piliśmy wódkę u kolegi, to jego siostry donosiły nam wódkę z zamrażalnika - i taka powinna być kobieta. Ale podkład muzyczny do tej gadaniny w teledysku zajebisty.
Mnie mocno siadł Zdechły Osa, bo jakieś parę miesięcy temu zrobiłem sobie małe rozpoznanie co tam obecnie wśród dzieciaków jest popularne to okazało się, że jest naprawdę ciekawym muzykiem. Wypełzł z undergroundu wprost w ramiona mainstreamowe, bo Warner go zgarnął. Robi swoje, bo łączy współczesne rapsy z punkowym sznytem oraz dość ponurą elektroniką, jest wulgarny i nie określa się raperem tylko żulem
Będę go obserwował, bo jego "Sprzedałem dupe" jest jednym z najczęściej słuchanych przeze mnie tegorocznych albumów.
Potwierdzam, spoko granie, momknetami vibe jak u The Prodigy. No i jest parę hitów
U mnie tymczasem zajawka na afrocentryczny hip-hop z lat 90. i naturalne brzmeinia. Aż sobie zakupiłem 3 pierwsze płyty Arrested Development i konertówkę The Roots, zajebioza:
Piękne to były czasy, gdy niektórzy ciągle zdawali sobie sprawę, że czarni mieszkańcy USA stoją przed wyborem: moga zostać mieszkającymi w USA Afrykanami, lub czanuchami. Niestety, historia hip-hopu pokazała, że skręcił zdecydowanie w stronę Who's the man with the masterplan?/ A nigga with a motherfucking gun...
Ostatnio przesłuchuję dyskografię solowych płyt członków Wu Tang Clan i na pierwszym miejscu podium znajdują się dwie pierwsze solówki GZA, czyli, Words from the Genius i klasyk nad klasyki East Coast, czyli Liquid Swords. Świetna producentka robota RZA i nawijka samego mistrza GZA. Później wjeżdża Only Built 4 Cuban Linx… i znowu RZA w piwnicy i Reakwon z gangsterskim i mrocznym konceptem. Podium zamyka Ghostface Killah ze swoim Ironman. Flow nie do podrobienia. Dalej to ODB z szalonym Return to the 36 Chambers: The Dirty Version i Method Man ze zróżnicowanym Tical. Reszta ekipy daję radę (w końcu to WTC), ale wydali płyty na przełomie wieków, gdzie wjeżdżało za dużo eksperymentów, a prym wiedli Jay-Z i reszta rapsów, która mi niestety nie podchodziła. Teraz leci na tapetę ekipa z Mobb Deep.
Płytę w starym stylu zaserwowało Cypress Hill. Od początku bębny są wolne, rzęsiste, obłożone pogłosem, panuje aura surowa i analogowa. Żywy bas szarpie przez całą płytę. Chirurgia sampla okazuje się na piątkę.To bardzo zwarte i spójne 32-minuty oszczędnie i ze smakiem produkowanego hip-hopu, który pozwala działać wciąż odpowiedniej chemii między B-Realem a Sen Dogiem. Panowie są świadomi swojej legendy, ale pozostają godni i nie narzucają się z nią.
Pogan696 pisze: 3 lata temu
Ostatnio przesłuchuję dyskografię solowych płyt członków Wu Tang Clan i na pierwszym miejscu podium znajdują się dwie pierwsze solówki GZA, czyli, Words from the Genius i klasyk nad klasyki East Coast, czyli Liquid Swords. Świetna producentka robota RZA i nawijka samego mistrza GZA. Później wjeżdża Only Built 4 Cuban Linx… i znowu RZA w piwnicy i Reakwon z gangsterskim i mrocznym konceptem. Podium zamyka Ghostface Killah ze swoim Ironman. Flow nie do podrobienia. Dalej to ODB z szalonym Return to the 36 Chambers: The Dirty Version i Method Man ze zróżnicowanym Tical. Reszta ekipy daję radę (w końcu to WTC), ale wydali płyty na przełomie wieków, gdzie wjeżdżało za dużo eksperymentów, a prym wiedli Jay-Z i reszta rapsów, która mi niestety nie podchodziła. Teraz leci na tapetę ekipa z Mobb Deep.
Tak, ale ja bym dał Tical Methoda wyżej... I nie przeoczyłbym takiego masakratora jak Rebel Ins... (Dla mnie najlepszy eMCe z WTC, pozdro)
Szajtan pisze: 3 lata temu
Płytę w starym stylu zaserwowało Cypress Hill. Od początku bębny są wolne, rzęsiste, obłożone pogłosem, panuje aura surowa i analogowa. Żywy bas szarpie przez całą płytę. Chirurgia sampla okazuje się na piątkę.To bardzo zwarte i spójne 32-minuty oszczędnie i ze smakiem produkowanego hip-hopu, który pozwala działać wciąż odpowiedniej chemii między B-Realem a Sen Dogiem. Panowie są świadomi swojej legendy, ale pozostają godni i nie narzucają się z nią.
Bardzo celny komentarz odnośnie tej płyty oraz ogólnie ich płyt z ostatniej dekady!
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Aethiopes bezkonkurencyjnie zalicza się do tych albumów, gdzie pierwszy odsłuch od początku wywołał nieziemskie wrażenie i rosnącą fascynację. Najlepsza płyta hiphopowa, jaką słyszałem jak dotąd w tym roku. Autorem jest współtwórca albumu nowojorski raper Billy Woods, najbardziej znany z duetu Armand Hammer.
Szajtan pisze: 3 lata temuAethiopes bezkonkurencyjnie zalicza się do tych albumów, gdzie pierwszy odsłuch od początku wywołał nieziemskie wrażenie i rosnącą fascynację. Najlepsza płyta hiphopowa, jaką słyszałem jak dotąd w tym roku. Autorem jest współtwórca albumu nowojorski raper Billy Woods, najbardziej znany z duetu Armand Hammer.
Do kurwy nędzy, jaka zajebista polecanka! Muza sączy się do uszu z fantastycznym feelingiem. Świetny album, będzie często słuchany!
Szajtan pisze: 3 lata temuAethiopes bezkonkurencyjnie zalicza się do tych albumów, gdzie pierwszy odsłuch od początku wywołał nieziemskie wrażenie i rosnącą fascynację. Najlepsza płyta hiphopowa, jaką słyszałem jak dotąd w tym roku. Autorem jest współtwórca albumu nowojorski raper Billy Woods, najbardziej znany z duetu Armand Hammer.
Do kurwy nędzy, jaka zajebista polecanka! Muza sączy się do uszu z fantastycznym feelingiem. Świetny album, będzie często słuchany!
Dodałem do kolejki. Korzenne bardziej od A Tribe Called Quest i The Roots.
Memiczne, ElderScrollsowe, a beaty i tak są lepsze od 99,9% prawdziwego hip-hopu. Kto się nie zgadza ten N'wah.
deathwhore3 lata temu
Tormentor
Posty: 4680
Rejestracja:9 lat temu
Lokalizacja: bojkot kadry moderatorskiej
deathwhore
Te, czarnuchy, zarzućcie czymś dobrym w stylu Cypress Hill, House of Pain, Lordz of Brooklyn, Funkdoobiest. Zarzucicie?
Nebiros pisze: 6 lat temuA w dupe lubisz? ja slucham nightwish i Blind Guardian
deathwhore pisze: 3 lata temu
Dokładnie coś takiego jak Whooliganz chciałem dostać gdy pytałem. Big L znałem i też super, ale to jednsk trochę inny klimat mimo wszystko.
To sprawdzaj produkcje DJ Muggsa i DJ Lethala, bo to oni są w dużej mierze odpowiedzialni za to brzmienie.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"
Derelict pisze:
[quote=deathwhore post_id=96573 time=<a href="tel:1651685977">1651685977</a> user_id=80]
Dokładnie coś takiego jak Whooliganz chciałem dostać gdy pytałem. Big L znałem i też super, ale to jednsk trochę inny klimat mimo wszystko.
To sprawdzaj produkcje DJ Muggsa i DJ Lethala, bo to oni są w dużej mierze odpowiedzialni za to brzmienie.
[/quote]
Dobre to Whooliganz, folder „weedmusic” został właśnie zaktualizowany. A ten DJ Lethal to nie czasem z Limp Bizkit?
Derelict pisze:
[quote=deathwhore post_id=96573 time=<a href="tel:1651685977">1651685977</a> user_id=80]
Dokładnie coś takiego jak Whooliganz chciałem dostać gdy pytałem. Big L znałem i też super, ale to jednsk trochę inny klimat mimo wszystko.
To sprawdzaj produkcje DJ Muggsa i DJ Lethala, bo to oni są w dużej mierze odpowiedzialni za to brzmienie.
Dobre to Whooliganz, folder „weedmusic” został właśnie zaktualizowany. A ten DJ Lethal to nie czasem z Limp Bizkit?
[/quote]
Tak.
"Jeżeli black metalowcy są ludźmi, to karaluchy również nimi są"