Jak miałem telewizorek w pokoju, to lubiłem na Eurosporcie właśnie snookerka czy jakiś curling poobczajać, albo darty właśnie, takie niespieszne sporty, na mute, do słuchania muzyki idealne, żeby było na czym oko zawiesić bez potrzeby odrywania się od najważniejszego zajęcia - obczajania kolejnych beznadziejnych blackmetali
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Niedziela wieczorem. Schodzący szumem pod kopułą kac. Kanapa, paczka fajek, piwko, bbc i 4 godz. kulek Curling też lubię tylko nie wiem kiedy i gdzie. Tutaj w Auschwitz jest nawet zawodowa liga darta, pracowałem z gościem co daje w lidze, @Efilnikufesin lubi A mi od oglądania zawodowców zbrzydł, poker też. W tysiąca nie grałem wieki. Grywacie w 1000ca?
Dawno nie grałem. Wie ktoś jak nazywa się wariacja tysiąca dla dwóch graczy, w której część kart rozkłada w czterech rzędach na stole? Pod spodem zakryte, na spodzie odkryte. Mnie uczyli, że to wist, ale później sprawdziłem i do wista to nie podobne.
Ale możliwe że z Panem go mylę.... Kurwa w obydwie w piewni pod winko i mocne się dawało...
P. S.
Liczba rozdawanych kart przy grze w 3 osoby - po 7 kart, pozostałe 3 do musika; gra w dwie osoby - po 10 kart, reszta do dwóch musików po dwie karty.
We've been inspired by the visionary cinema of Kenneth Anger and Alejandro Jodorowsky among others.
yog4 lata temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Ostatnie dni mi upłynęły przy katowaniu singielków głównie dwóch kapel, H.P. Lovecraft i Aphrodite's Child. Pierwsze super, drugie super, raz po raz klikałem repeat, a ten cały Demis Roussos taki ma wokal, że ja pierdolę, brzmi koleś jak jakaś dziwna kobieta i biednemu Vangelisowi niewiele pola do popisu tam zostawiał w tym zespole - nie dziwię się, że się rozpadli
Destroy their modern metal and bang your fucking head
yog pisze: 4 lata temu
Ostatnie dni mi upłynęły przy katowaniu singielków głównie dwóch kapel, H.P. Lovecraft i Aphrodite's Child. Pierwsze super, drugie super, raz po raz klikałem repeat, a ten cały Demis Roussos taki ma wokal, że ja pierdolę, brzmi koleś jak jakaś dziwna kobieta i biednemu Vangelisowi niewiele pola do popisu tam zostawiał w tym zespole - nie dziwię się, że się rozpadli
Jakbyś był starszy to zapewne byś pamiętał występy pana Russosa na sopockim festiwalu transmitowanym w jednym z dwóch istniejących kanałów tv
Nie bardzo wiedziałem, gdzie to wrzucić, wiec przez drobne wpływy psychodelii ląduje tu
Uderzający nieco we wczesne floydowskie klimaty atmosferyczny dream pop, singer/songwriter, americana, psychodelic folk ...
@kurz niechaj kliknie, by nie przegapić tak pięknej muzy, @CzłowiekMłot mógłby też se sprawdzić, ze względu na cudny głosik pani Marissy, co to na poprzednim albumie z coverami, nagrała niezłe wersje utworów King Crimson, czy Mety.
Mamy tu do czynienia z trzema potężnymi, 20-minutowymi symfoniami pustynnego psych rocka na poziomie nieosiągalnym dla naśladowców. Trzy żywioły,gitara,perkusja,bas,nieustannie zderzają się ze sobą.Wynik tej kolizji to naprawdę gruby trip, po którym na szczęście ani śladu kaca.
pit pisze: 3 lata temu
Dr. John - Gris Gris (1968)
Kurde, jaki to jest fajny album. Masa różnych dziwacznych instrumentów, brzmienie może wydawać się archaicznie, ale zupełnie nie trąci mychą. Bardzo nieoczywisty Rhytm and Blues, świetny męski, zachrypnięty wokal, super chórki. Taka lepsza, bardziej odjechana wersja stonowskich Their Satanic Majesties Request lub Between the Buttons, nie wspominając o przehajpowanym Pieprzu.
Brian! - avant-prog, rock eksperymentalny, jazz-rock. Momentami z melodią, momentami kakofoniczne dźwięki. Gdybym miał do czegoś (kogoś) porównać to tak naprawdę już od pierwszych nut nasuwają się odniesienia do King Crimson, do tych dzieł trudnych, rytmicznie połamanych, sporo jest też zapożyczeń z solowych albumów Roberta Frippa.
Jupiter Zeus, jak źródła donoszą, to już weterani na scenie psychodelicznego rocka w Zachodniej Australii. Te czternaście kawałków, to nic innego jak dość poważnie przybrudzony rock, mający swe korzenie w latach siedemdziesiątych. Słychać tu mnóstwo naleciałości Black Sabbath czy Pentagram.
GÅS to prawdziwy smakołyk dla fanów protometalu i ciężkiej psychodelii. A słowo GÅS to w szwedzkim slangu palenie zioła. No lepiej się nie da opisać muzyki, którą proponują.
Ghostmeat promują się, że słuchanie ich muzyki to "jak utknięcie w środku pojedynku między wczesnym Pink Floyd, Sleep i Goat przy zgaszonych światłach". Zachęceni ?
Idąc tropem Pyral z Hiszpanii, grupa bembeniarza tychże Blooming Látigo. Przekręcony rock. Tagują to jako Brutal Prog, Art Rock. Niech będzie. Ładnie wchodzi w uszy.
Ale nie jest do bólu wtórne? Proszę, powiedz że nie.
Też uważam, że Gorguts jest ładne, ale bałem się napisać.
Ps. W temacie zajebisty bahamski freak folk z 1970 roku. Paluszki lizać.
yog2 lata temu
Tormentor
Posty: 18224
Rejestracja:9 lat temu
yog
Debiut Gorguts jest dość wtórny, ale i ładny. Potem już niekoniecznie, chyba że te ostatnie, to one znowu są wtórne, bo za bardzo przypominają zespoły, które się zainspirowały Gorguts.
A Exuma bdb, fani Denial of God znajo. Kiedyś się nawet zastanawiałem czy first pressa nie kupić, ale uznałem, że przecież to nawet nie jest metal.
Destroy their modern metal and bang your fucking head
Amerykański Sarmat to kolejny wytwór nurtu oscylującego między awangardą, eksperymentalnym metalem, jazz-rockiem i szeroko rozumianym progresywem. W skład zespołu wchodzą basista i pianista Steve Blanco z Imperial Triumphant, gitarzysta Oleg Zalman z Artifical Brain i trębacz Cameron Carell. Warto zaznaczyć, że 17-minutowy utwór został nagrany całkowicie na żywo.
Zajebisty proto metal z germanii. Jest surowo, jest hałaśliwie, jest fantastyczne brzmienie, basik pulsuje aż miło, jest super wokal. Co tu dużo mówić. Metalurgi do boju słuchać, a nie wrzucać jakieś łycz hazele.
A jak przy tym pedalskim wypuście jesteśmy, to wspomniany przeze mnie Jerusalem. No to to już klasyka, klasse demacht. I tyle w temacie.
Hmm puściłem kilka kawałków. Nie dzisiaj, cholera.. zbyt skomplikowane..
Ale ja też mam coś, co brzmi jakoś tak
- Ej Kurt tam w tej Anglii, to podobno jakiś metal grają
- A co to, do cholery?
- Nie wiem do końca, podobno jakaś ABBA na spidzie
- Ekstra, to robimy!
Kyle McNeill w Seven Sisters oddaje się tradycyjnemu heavy na dwie gitary, ale ma też Phantom Spell, w którym jest jedynym gitarzystą i gra oldschoolowy prog/hard rock. Można więc rzec, że wraca tym sposobem do korzeni nurtu NWOBHM, którego Seven Sisters jest kontynuatorem, bowiem w drugiej połowie lat 70. brytyjski heavy metal czerpał natchnienie właśnie od zespołów progresywnych i hardrockowych."Immortal's Requiem" na pewno zainteresuje fanów starego, dobrego rocka.