Posty: 446
Tak, tak. Stanowczo. Holmes akurat tu jest głównym walorem.deathwhore pisze: 4 lata temu Holmes jest tutaj wręcz w rewelacyjnej kondyncji wokalnej. Powinni płyty nagrywać na żywo, bo ta wymuskana wersja studyjna jest przy tej strasznie spedalona.

Paradise Lost pisze:From now up until the 1st October, anybody who purchases Paradise Lost 'X' on black or coloured vinyl from Omerch will be automatically entered to win a test pressing of this release, signed by all the band!
Please keep in mind this will only for purchases of PL 'X' made via the band's official store - Omerch. If you buy a bundle containing a vinyl it still counts as an entry
A tam szmira, całkiem fajny. No dobra, ja jestem takim fanem PL od dzieciństwa i lubię nawet ich średnie płyty. Jedynej której nie mogę znieść to Symbol of Life, to jest dopiero męczenie.yog pisze: 4 lata temu Jak dla mnie szmira, chyba najgorszy ich album, ale może ktoś lubi - album Paradise Lost
Host to takie udawanie Depeszy. Trochę nieautentyczne, chociaż ta melancholijna melodyka PL często ma coś wspólnego z kompozycjami Martina Gore, tu jednak coś nie do końca poszło jak zamierzali. Believe in Nothing to zaś fajny rockowy album z kilkoma szlagierami, jak Mouth np. Powrót na dawne tory zaczęli od Faith Divide Us... a kulminacja i najlepsza płyta nowego PL to Tragic Idol.Zsamot pisze: 4 lata temu Believe, podobnie jak i Host to po purostu nudne albumy. Może jak komuś brakuje radiowych hitów, bo za mocno poszedł w onirowo-blackowe klimaty, to nagle takie podśpiewójki mają jakiś walor melodyczny, ale mnie nie przekonują.
Symbol of Life jak wyszedł, to miał u nas chujową dystrybucję i cenę kosmos. ale szybko jakoś to dorwałem i byłem zachwycony powrotem na dobre tory kapeli. Nieco zachowawcze Paradise Lost i In Requiem nieco ostudziły, bo zaczęły być tam mielizny. Ale kierunek był dobry i wkrótce miało to dać sensowne efekty.
Za to pamiętam okres Faith Divides... i moje hiper pozytywne wrażenia z tej płyty. Potem kolejne - jeszcze lepsze- nieco przyćmiły pamięć o tej płycie, ale cały czas uważam ją za dobry album.


yog pisze: 4 lata temu Nie sądzę (...) Polecam sobie przesłuchać ten album ponownie, gdyż czas bardzo mu sprzyja, w przeciwieństwie do takiego Gothic.
No cóż, jak powiedziałem, tak zrobiłem i wróciłem sobie do debiutu. Oraz także do debiutu diSEMBOWELMENT, bo o nim też była dyskusja, a raczej padło nawiązanie do nich.Pioniere pisze: 4 lata temu Lost Paradise to arcymistrzostwo stylu i tak pozostanie — nawet tysiące lat i przesłuchanie miliarda współczesnych płyt tego nie zmienią.
Nie masz pojęcia czego dotyczy dyskusja oraz skąd takie a nie inne porównanie, to się nie wpierdalaj w tę dyskusję.Hajasz pisze: 4 lata temu Kierwa porównywanie Disembowelment do Paradise Lost pasuje tak samo jak kierwa tort z salami. Jakim trzeba być głupcem aby nie rozróżnić dwóch różnych stylów muzycznych zestawiając tak bezsensowne porównanie.
Nie ma znaczenia czego dotyczy dyskusja skoro wstawiasz takie bezsensowne porównanie. Chcesz mierzyć debiut Disembowelment to zestaw go z Need To Control a zobaczysz jak zaboli.DiabelskiDom pisze: 4 lata temuNie masz pojęcia czego dotyczy dyskusja oraz skąd takie a nie inne porównanie, to się nie wpierdalaj w tę dyskusję.Hajasz pisze: 4 lata temu Kierwa porównywanie Disembowelment do Paradise Lost pasuje tak samo jak kierwa tort z salami. Jakim trzeba być głupcem aby nie rozróżnić dwóch różnych stylów muzycznych zestawiając tak bezsensowne porównanie.
Ale co? Debiut Therion nie jest kwadratowy? Moim zdaniem po bandzie - i taki jego urok właśnie w dużej mierze. Bo tempa to tam wolniejsze od debiutu Paradajsów.
Właśnie tempa na debiucie Paradajsów nie przekonują mnie do twierdzenia, że to jakaś wielka pozycja death/doomu. Death metalu ze zwolnieniami (kwadratowegoyog pisze: 4 lata temu Ale co? Debiut Therion nie jest kwadratowy? Moim zdaniem po bandzie - i taki jego urok właśnie w dużej mierze. Bo tempa to tam wolniejsze od debiutu Paradajsów.
Nie wiem co to znaczy kwadratowy? Kierwa to były pierwsze płyty z nowym gatunkiem metalu, gdzie i same zespoły nie bardzo wiedziały co i jak nie wspominając o producentach w studio nagraniowym. Już wiele razy to pisałem przy okazji właśnie Therion, że Johnnson doznawał szoku jak brzmi jego płyta inaczej na nośniku niż to co słyszał w studio nagraniowym. Tu właśnie cała ta magia tkwi w tej prostocie i szczerości tych materiałów i jak się je włączy to od razu słychać, że chłopaki wtedy mocno wierzyli, że grają petardę a nie tak jak obecnie wszyscy kalkulują czego ile zagrać aby zadowolić wszystkich.yog pisze: 4 lata temuAle co? Debiut Therion nie jest kwadratowy? Moim zdaniem po bandzie - i taki jego urok właśnie w dużej mierze. Bo tempa to tam wolniejsze od debiutu Paradajsów.
Tak o Lost Paradise może napisać tylko zatwardziały jajogłowy blackmetalowiec, "poszukujący dziury w dupie". Nie zamierzam się z tobą spierać i tak to nic nie da, gustu ci nie zmienięDiabelskiDom pisze: 4 lata temu Podtrzymuję to, co pisałem. Transcendence Into The Peripheral masakruje debiut Brytoli. Nie chcę przez to powiedzieć, że Lost Paradise to gówno, rozumiem też spusty ludzi nad taką formą grania, ale to po prostu nie mój klimat. Wolę udziwnioną, nawet lekko, muzykę graną właśnie przez Australijczyków zamiast kwadratowego death metalu, który w zwolnionej wersji serwuje na swoim debiucie Paradise Lost.
Za sprawą uwielbienia "Gothic" nieco potrwało, nim ten debiut uznałem za "swój". Ale Yog tak ładnie to opisał, że właśnie chętnie to podbiję. Płyta doskonała, nawet mimo masy mankamentów. Ale jak to @Hajasz z wspomniał:yog pisze: 4 lata temu To nie taki spowolniony kwadratowy death metal po prostu. Spowolniony kwadratowy death metal gra Therion na debiutanckim Of Darkness...Lost Paradise jak dla mnie ma dużo więcej do zaoferowania, w tym dość rzadki i trudny do uchwycenia klimat jakiejś cybernetycznej religii, jednocześnie duchowo podniosły i zimny z logicznego wyrachowania. Może ten typ hailujący na okładce we wnętrzu gotyckiej katedry był stworzonym przez człowieka na jego własne potrzeby bogiem. Skoro już raz to zrobił, czemu by nie zrobić tego ponownie? Ile by ludziom to nadziei przyniosło, spokoju i bezpieczeństwa, że się ktoś nieskończenie mądrzejszy nimi opiekuje?
Zapamiętane i uwielbiane właśnie za tę, nie inna formę. Może rzeczywiście taki Death ma debiut, który wyraźnie odstaje stylistycznie od reszty, ale jest tam ten pewien zamysł, co dalej będzie kiełkować.No i dlatego to jest szczera muzyka. Te wszystkie zespoły łącznie z Paradise Lost przecierały szlaki death metalu a ich debiutanckie albumy na zawsze zostaną zapamiętane czego niestety nie można powiedzieć o 99,99% współczesnych albumów z metalem.
@yog Ależ oczywiście. W tym urok, płynąc w nieznane. Ale też powiem, że czy taka szczerość nie może być udziałem obecnych bandów? Pewnie, że mają tysiące płyt jako punkt odniesienia, ale i tak (naiwnie?) wierzę, że jest cała masa płyt, gdzie są ludzie z pasją i to muzycznie przekazują.No i właśnie to było to, nie wiedzieli i nie zastanawiali się, jak to będzie brzmiało, tylko grali co im w duszy gra.
I w wersji winylowej się nie znalazł na płycie, jako jedyny. Jak dla mnie najlepsze są Icon, Draconian Times i Shades of God, w tej kolejności pewnie.PanLisek pisze: 4 lata temu Nie można też nie wspomnieć o zamykającym album As I Die, metalowo gotyckim hicie jakich mało, i pomyśleć że wahali się czy umieścić go na płycie.
Czytałem jakoś pod koniec lata, Vesper wysyłają książki jeszcze przed premierą. Czyta się bardziej jak powieść przygodowo obyczajową. Jest tam też masa zabawnych historii, np jak Steve Edmondson nie chciał grać w żadnym zespole a tylko plumkał na basie w garażu, chłopaki dowiedzieli się że jest jakiś typ co ma bas i bez jego wiedzy wymienili nazwisko na okładce kasety demo, no bo jak to żeby profesjonalny zespół nie miał basistybrzask pisze: 4 lata temu Zabieram się niedługo za biografię wydaną kilka miesięcy temu i pewnie będzie to świetna okazja by poodświeżać sobie ich albumy.
Dzięki. Nie dziwię się że Host może się komuś nie podobać, bo to zupełnie inna muzyka, pop/elektronika, nawet nie rock. Ale poza tym to 100% Paradise Lost, tylko w innych szatach. Może popołudniu dokończę resztę.dj zakrystian pisze: Ale to ładnie Lisek opisał i w zasadzie to się podpisuję pod jego opiniami. Od debiutu do One Second zdarzało się PL być genialnymi. Tylko ten Host nie do końca mnie przekonuje, choć okoliczności powstawania tej płyty były nieciekawe. Czekam na ciąg dalszy rozkmin o płytach PL.
